- Takie spotkania musimy wygrywać jeśli chcemy się utrzymać. Dziś utraciliśmy nie tylko wygraną, ale i impuls do pracy w zimie... - po zremisowanym spotkaniu z Widzewem trener Podbeskidzia nie ukrywał rozgoryczenia.
Trener Podbeskidzia: Dziś straciliśmy nie tylko zwycięstwo...
09.12.2012
- Byliśmy dobrze zmobilizowani na to spotkanie, chcieliśmy je wygrać, a pięć minut przed końcem spotkania zwycięstwo uciekło nam z rąk. Doświadczony zespół powinien prowadzenie "dociągnąć" do końca meczu i nie tracić gola w takich okolicznościach - po potyczce z Widzewem Marcin Sasal kręcił głową z niedowierzaniem.
Trener "Górali" szczegółowo opisał przebieg spotkania. - Pierwszą bramkę sprokurowaliśmy sobie sami. Faul Danczika był niepotrzebny, bo piłka już wychodziła poza boisko. W przerwie w szatni panowała jednak mobilizacja i brak negatywnych emocji. Wierzyliśmy w odmienienie losów spotkania.
- Momentem zwrotnym meczu była dobra zmiana Paweli za Jelenia i zdołaliśmy wyjść na prowadzenie. Ale co z tego? Gdy prowadzi się 2-1 i podnosi się po rzucie karnym, to trzeba takie spotkanie wygrać. Było bardzo blisko, ale od kilku meczów ciągle czegoś nam brakuje. Wszystko wali się jak domek z kart przez błędy z tyłu, brak jakości i pewności w grze. Na przykład nie rozumiem wybicia piłki w środek boiska, bez przeciwnika, tak doświadczonego piłkarza, jakim jest Marek Sokołowski.
Trener "Górali" na koniec swojej wypowiedzi wspomniał o zmianach, które dokonają się w Podbeskidziu w trakcie przerwy zimowej. - To będzie ciężka zima. Zwycięstwem mogliśmy sobie dać impuls do pracy, a tak - czekają nas smutne święta.
- W przerwie czekają nas rozmowy z zarządem. Jeśli chcemy utrzymać Ekstraklasę to nie możemy grać folkloru w obronie. Być może część zawodników jest tu za długo? Na pewno trzeba dokonać wzmocnień, które pozwolą wygrywać takie mecze jak dziś. Ja się nie załamuję i mam nadzieję, że chłopaki też. Poza tym, zimą w Ekstraklasie mogą się zdarzyć bardzo różne rzeczy. Nie tylko sportowe, spójrzmy na przykład na ekonomiczną sytuację - zakończył trener Sasal.
Z kolei Radosław Mroczkowski był nieco mniej wylewny. - Straciliśmy dwa punkty. Nie spodziewałem się, że po pierwszej połowie mój zespół zgubi koncentrację. Szkoda, że nie potrafiliśmy dobrze skontrować rywali w pierwszej połowie i podwyższyć wyniku spotkania. Wtedy na pewno byłoby spokojniej. Jednak plus dla chłopaków za grę i gonitwę wyniku do końca i chęć zremisowania za wszelką cenę. Dobrze też, ze to obyło się bez kontuzji. To był trudny mecz ze względu na warunki i boisko, które kryło wiele niespodzianek.
Trener "Górali" szczegółowo opisał przebieg spotkania. - Pierwszą bramkę sprokurowaliśmy sobie sami. Faul Danczika był niepotrzebny, bo piłka już wychodziła poza boisko. W przerwie w szatni panowała jednak mobilizacja i brak negatywnych emocji. Wierzyliśmy w odmienienie losów spotkania.
- Momentem zwrotnym meczu była dobra zmiana Paweli za Jelenia i zdołaliśmy wyjść na prowadzenie. Ale co z tego? Gdy prowadzi się 2-1 i podnosi się po rzucie karnym, to trzeba takie spotkanie wygrać. Było bardzo blisko, ale od kilku meczów ciągle czegoś nam brakuje. Wszystko wali się jak domek z kart przez błędy z tyłu, brak jakości i pewności w grze. Na przykład nie rozumiem wybicia piłki w środek boiska, bez przeciwnika, tak doświadczonego piłkarza, jakim jest Marek Sokołowski.
Trener "Górali" na koniec swojej wypowiedzi wspomniał o zmianach, które dokonają się w Podbeskidziu w trakcie przerwy zimowej. - To będzie ciężka zima. Zwycięstwem mogliśmy sobie dać impuls do pracy, a tak - czekają nas smutne święta.
- W przerwie czekają nas rozmowy z zarządem. Jeśli chcemy utrzymać Ekstraklasę to nie możemy grać folkloru w obronie. Być może część zawodników jest tu za długo? Na pewno trzeba dokonać wzmocnień, które pozwolą wygrywać takie mecze jak dziś. Ja się nie załamuję i mam nadzieję, że chłopaki też. Poza tym, zimą w Ekstraklasie mogą się zdarzyć bardzo różne rzeczy. Nie tylko sportowe, spójrzmy na przykład na ekonomiczną sytuację - zakończył trener Sasal.
Z kolei Radosław Mroczkowski był nieco mniej wylewny. - Straciliśmy dwa punkty. Nie spodziewałem się, że po pierwszej połowie mój zespół zgubi koncentrację. Szkoda, że nie potrafiliśmy dobrze skontrować rywali w pierwszej połowie i podwyższyć wyniku spotkania. Wtedy na pewno byłoby spokojniej. Jednak plus dla chłopaków za grę i gonitwę wyniku do końca i chęć zremisowania za wszelką cenę. Dobrze też, ze to obyło się bez kontuzji. To był trudny mecz ze względu na warunki i boisko, które kryło wiele niespodzianek.
Polecane
Ekstraklasa