Trener Jagiellonii: Wracamy z Bielska, ciesząc się przez łzy
01.08.2011
Trener Jagiellonii Białystok raczej nie był zadowolony z remisu, który jego zespół wywalczył w Bielsku-Białej. - Obawialiśmy się tego, że Podbeskidzie jest bardzo wysokim zespołem i to może zaprocentować. Ale w pierwszej połowie zagraliśmy bardzo fajnie, strzeliliśmy dwa gole i mieliśmy sytuacje na kolejne. Po przerwie tak dobrze jednak nie było i olbrzymi wpływ na to miała aura. Zdecydował stały fragment gry, który gospodarze wykorzystali i od tego momentu to oni mieli przewagę psychiczną - analizował szkoleniowiec zespołu z Podlasia.
- Tomek Frankowski mógł zdobyć hat-tricka, ale pech chciał, że w końcówce to Podbeskidzie strzeliło gola. Miało jeszcze sytuację na kolejnego i wychodzi na to, że musimy się cieszyć z remisu. Mecz był jednak absolutnie do wygrania, więc to radość przez łzy - dodał Michniewicz.
- Pierwsza połowa pokazała, że piłkarsko mamy wiele do nauki. Jagiellonia pokazała nam co to będzie ekstraklasa i co to jest strata w strefie obronnej. Paradoks polegał na tym, że drugą bramkę dostaliśmy wtedy, kiedy zaczynaliśmy grać swoje. Później musieliśmy grać pozycyjnie, a na tym boisku to nie było możliwe. Nawet wymienienie dwóch podań graniczyło z cudem. Gratuluję chłopakom determinacji i góralskiego charakteru. Przed meczem remis bralibyśmy w ciemno, jednak teraz jest trochę niedosyt. Inna sprawa, że to byłoby chyba za dużo szczęścia, gdybyśmy w tej 90. minucie zdobyli bramkę - zakończył Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia.
- Tomek Frankowski mógł zdobyć hat-tricka, ale pech chciał, że w końcówce to Podbeskidzie strzeliło gola. Miało jeszcze sytuację na kolejnego i wychodzi na to, że musimy się cieszyć z remisu. Mecz był jednak absolutnie do wygrania, więc to radość przez łzy - dodał Michniewicz.
- Pierwsza połowa pokazała, że piłkarsko mamy wiele do nauki. Jagiellonia pokazała nam co to będzie ekstraklasa i co to jest strata w strefie obronnej. Paradoks polegał na tym, że drugą bramkę dostaliśmy wtedy, kiedy zaczynaliśmy grać swoje. Później musieliśmy grać pozycyjnie, a na tym boisku to nie było możliwe. Nawet wymienienie dwóch podań graniczyło z cudem. Gratuluję chłopakom determinacji i góralskiego charakteru. Przed meczem remis bralibyśmy w ciemno, jednak teraz jest trochę niedosyt. Inna sprawa, że to byłoby chyba za dużo szczęścia, gdybyśmy w tej 90. minucie zdobyli bramkę - zakończył Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia.
Polecane
Ekstraklasa