Trener "Górali": Ważne są analizy, a nie pajacowanie pod publiczkę

30.03.2011
Robert Kasperczyk, opiekun Podbeskidzia, stwarza wrażenie trenera spokojnego i stonowanego. - Arsene Wenger mówił kiedyś, że postawa żywiołowa to robienie z siebie pajaca - przypomina.
Po zwycięstwach uśmiechnięty i szczęśliwy, zdarza mu się nawet wbiec na boisko, by wyściskać strzelca bramki, ale nie robi szaleństw, nie ślizga się po błotnistej murawie. Po porażkach zdenerwowany, jednak stara się zawsze wyciągać wnioski z gry i szukać przyczyn niepowodzenia. Nie rzuca bidonami, nie pokazuje groźnych min. Robert Kasperczyk należy do grona trenerów, którzy spokój uznają za jedną z największych cnót, a nie wadę.

- Nie zawsze jestem taki spokojny i zawodnicy dobrze to wiedzą. Mnie uczono, że ważna jest analiza gry,  a nie pajacowanie pod publiczkę. W czasie kariery piłkarskiej miałem trenerów i takich, i takich. Szatnia jest jednak tylko dla mnie i drużyny i tam widać moją trochę inną twarz - mówi Kasperczyk przed kamerami TVP Katowice.

A gdy sam był piłkarzem, zdarzało mu się nawet trochę zaszaleć. - Kiedy grałem w ekstraklasie w Hutniku Kraków, robiliśmy różne żarty. Zrobiliśmy kiedyś jeden poważny trenerowi - taki, że zastanawialiśmy się, czy będzie miał na tyle dystansu, żeby to zaakceptować. Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale reperkusje były dość poważne i po latach myślę, że sam bym dziś tak zareagował, jak wówczas ten szkoleniowiec. Człowiek z wiekiem mądrzeje i zachowuje się inaczej - stwierdza z uśmiechem trener Podbeskidzia.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również