Trener "Górali": Prosiliśmy go, żeby się nad sobą nie użalał

27.05.2010
- Ten chłopak dojrzał, coraz więcej daje drużynie i wiele można od niego oczekiwać. Może być pociechą Podbeskidzia, zwłaszcza że ma tylko 22 lata - mówi o Ndabenculu Ncube trener Robert Kasperczyk.
Jeszcze dwa miesiące temu jego sytuacja w drużynie była zupełnie inna. O tym, że ma duży talent, nie trzeba było nikogo przekonywać, ale mimo to rzadko pojawiał się w wyjściowym składzie. Najpierw leczył kontuzję, później występował - nie za dobrze zresztą - w V-ligowych rezerwach. Trener mówił o nim, że ma swój świat, ciężko się z nim dogadać, a czasami robi kompletnie co innego niż mu się nakazuje.

Pierwszy sygnał, że zawodnik z Zimbabwe dochodzi do formy, można było odebrać po meczu z Widzewem. Afrykański napastnik miał udział przy obu bramkach dla bielszczan i nie odstawał od najlepszych obrońców w lidze. Później przyszedł zeszłotygodniowy występ okraszony zwycięskim golem w Katowicach i Ncube zadomowił się w podstawowej jedenastce.

Po starciu z GKP szkoleniowiec "Górali" bardzo chwalił swojego zawodnika. - Ładnie się zaprezentował w Katowicach, teraz też był aktywny. Myślę, że dojrzał i można od niego wiele oczekiwać. Więcej daje drużynie i w przyszłości może być pociechą Podbeskidzia. Pamiętajmy, że ma tylko 22 lata - powiedział Kasperczyk.

Dlaczego więc zdecydował się go zdjąć z boiska już na początku drugiej połowy? - To była wymuszona zmiana. "Bafana" zgłosił kontuzję już w przerwie. Ubłagaliśmy go, żeby się nie użalał nad sobą, tylko jeszcze pociągnął, ile się da. Niestety, dwie minuty po przerwie zasygnalizował, że nie da rady. Było nam przykro, bo chłopak przecież długo nie grał. Jego kontuzja bardzo nam przeszkodziła, bo przy mało zwrotnych obrońcach GKP jego dynamika mogła odegrać znaczącą rolę - zakończył trener.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również