Trener Cleareksu Chorzów: Sukcesem jest brak rewolucji
24.08.2012
Panie trenerze, na inaugurację turnieju przegraliście z Energią Lwów, mistrzem Ukrainy, 2-7. To przepaść, jaka jest między polskimi a ukraińskimi zespołami, czy po prostu różnica etapów przygotowań?
Rafał Barszcz, trener Cleareksu Chorzów: - Myślę, że etap nie ma znaczenia, ale przepaści też nie ma. Wiadomo, że zespoły z czołówki ukraińskiej prezentują wysoki poziom. Nie ma co ukrywać, że środki finansowe, poziom szkolenia i ilość treningów w środku tygodnia robią swoje. Zespół Energii ma doświadczonych zawodników, a my mamy młodzież. Nie było widać różnicy jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, a to zawsze było siłą zespołów ukraińskich. Tu wyglądaliśmy równorzędnie.
Czego więc zabrakło?
- Myślę, że doświadczenia. Energia wykorzystywała nasze błędy, zawsze gdy byliśmy źle ustawieni, traciliśmy bramkę. My mieliśmy również sporo sytuacji, ale ich nie wykorzystywaliśmy i to jest ta różnica. Poziom generalnie zaczyna się jednak wyrównywać. Czasem w lidze to wygląda gorzej, niż było tutaj. Po pierwszej połowie to my mogliśmy prowadzić dwoma - trzema bramkami. W drugiej połowie się otworzyliśmy, a to kończyło się kontratakami...
Taki turniej jak Beskidy Futsal Cup jest dla was chyba cennym elementem przygotowań, bo pozwala zobaczyć inny styl futsalu?
- Dokładnie tak. Z polskimi zespołami znamy się bardzo dobrze. Mało kto jest nas w stanie zaskoczyć, tak samo my kogoś. A tutaj my nie znamy ich, oni nie znają nas. Pokazali umiejętność gry piłką, stałe fragmenty gry, każdy element mają opanowany do perfekcji. Widać, że mają silną ligę, muszą walczyć w każdym meczu i to procentuje. Warto mierzyć się z takimi zespołami. To zresztą budujące, że dwa tygodnie temu Energia łatwo poradziła sobie z Wisłą Kraków, a my postawiliśmy jej twarde warunki. Może jednak w końcówce zabrakło nam sił?
Pana drużyna latem chyba niezbyt mocno się zmieniła?
- Sukcesem jest to, że nie było rewolucji. Zwykle wiele osób od nas odchodziło, teraz konkurencja też chciała zawodników wyciągnąć, ale nikt znaczący nie odszedł. Przyszło kilku ciekawych zawodników w polu, dobry młody bramkarz. Myślę, że zespół jest stosunkowo mocny.
Ciekawostką w składzie Cleareksu jest obecność Piotra Łopucha, który do niedawna grał w I lidze, ale... piłkarskiej, w barwach Ruchu Radzionków. Jak się odnajduje?
- Jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne, jest to piłkarz typowo szybkościowy, było zresztą widać, że w tym elemencie momentami przewyższał Ukraińców. Ale tempo operowania piłką jest dla niego momentami trochę za szybkie i to jest najgorsze. Nie potrafi tak szybko zmieniać ustawienia i reagować odpowiednio. Tyle, że jest to zawodnik, który już grał w futsal, prowadziłem go kiedyś w Pyskowicach, więc podstawy ma. A co najważniejsze, jest świetnie wyszkolony technicznie.
Rozmawiał Michał Trela.
Rafał Barszcz, trener Cleareksu Chorzów: - Myślę, że etap nie ma znaczenia, ale przepaści też nie ma. Wiadomo, że zespoły z czołówki ukraińskiej prezentują wysoki poziom. Nie ma co ukrywać, że środki finansowe, poziom szkolenia i ilość treningów w środku tygodnia robią swoje. Zespół Energii ma doświadczonych zawodników, a my mamy młodzież. Nie było widać różnicy jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, a to zawsze było siłą zespołów ukraińskich. Tu wyglądaliśmy równorzędnie.
Czego więc zabrakło?
- Myślę, że doświadczenia. Energia wykorzystywała nasze błędy, zawsze gdy byliśmy źle ustawieni, traciliśmy bramkę. My mieliśmy również sporo sytuacji, ale ich nie wykorzystywaliśmy i to jest ta różnica. Poziom generalnie zaczyna się jednak wyrównywać. Czasem w lidze to wygląda gorzej, niż było tutaj. Po pierwszej połowie to my mogliśmy prowadzić dwoma - trzema bramkami. W drugiej połowie się otworzyliśmy, a to kończyło się kontratakami...
Taki turniej jak Beskidy Futsal Cup jest dla was chyba cennym elementem przygotowań, bo pozwala zobaczyć inny styl futsalu?
- Dokładnie tak. Z polskimi zespołami znamy się bardzo dobrze. Mało kto jest nas w stanie zaskoczyć, tak samo my kogoś. A tutaj my nie znamy ich, oni nie znają nas. Pokazali umiejętność gry piłką, stałe fragmenty gry, każdy element mają opanowany do perfekcji. Widać, że mają silną ligę, muszą walczyć w każdym meczu i to procentuje. Warto mierzyć się z takimi zespołami. To zresztą budujące, że dwa tygodnie temu Energia łatwo poradziła sobie z Wisłą Kraków, a my postawiliśmy jej twarde warunki. Może jednak w końcówce zabrakło nam sił?
Pana drużyna latem chyba niezbyt mocno się zmieniła?
- Sukcesem jest to, że nie było rewolucji. Zwykle wiele osób od nas odchodziło, teraz konkurencja też chciała zawodników wyciągnąć, ale nikt znaczący nie odszedł. Przyszło kilku ciekawych zawodników w polu, dobry młody bramkarz. Myślę, że zespół jest stosunkowo mocny.
Ciekawostką w składzie Cleareksu jest obecność Piotra Łopucha, który do niedawna grał w I lidze, ale... piłkarskiej, w barwach Ruchu Radzionków. Jak się odnajduje?
- Jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne, jest to piłkarz typowo szybkościowy, było zresztą widać, że w tym elemencie momentami przewyższał Ukraińców. Ale tempo operowania piłką jest dla niego momentami trochę za szybkie i to jest najgorsze. Nie potrafi tak szybko zmieniać ustawienia i reagować odpowiednio. Tyle, że jest to zawodnik, który już grał w futsal, prowadziłem go kiedyś w Pyskowicach, więc podstawy ma. A co najważniejsze, jest świetnie wyszkolony technicznie.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Futsal Ekstraklasa