Tomasz Świderski: "Trenerzy raz czekają dłużej, raz krócej"
24.12.2016
Ponad dwa miesiące temu, po porażce na otwarcie Stadionu Miejskiego 0:1 ze Stalą Mielec wraz z trenerem Dariuszem Dźwigała oraz pozostałymi asystentami został pan zwolniony z pełnienia obowiązków na rzecz Podbeskidzia. Odpoczywa pan od piłki czy wręcz przeciwnie?
Tomasz Świderski: Odczuwam niedosyt, ponieważ czekałem na powrót do pracy w roli trenera, doczekałem się, ale krótko pracowałem w Podbeskidziu. Nie mam jednak do nikogo żalu. Takie jest życie, taka jest specyfika tej pracy. Miałem czas na odpoczynek, miałem i nadal mam czas na wiele rzeczy, na które pracując w zawodzie czasu nie miałem. Ciągle jestem blisko piłki nożnej. Oglądam mecze, uczestniczę w szkoleniach, byłem na stażu u trenera Jacka Zielińskiego, w Krakowie spędziłem tydzień. Z optymizmem patrzę w przyszłość i czekam na oferty.
W ostatnim czasie pojawiły się takowe?
Prowadziłem różne, niewiążące rozmowy, do konkretów nie doszło. W życiu potrzebna jest odrobina szczęścia. Czasami trzeba znaleźć się we właściwym miejscu o właściwej porze. Czekam na oferty, a w tym zawodzie raz czeka się dłużej, raz krócej. Pracowałem m.in. jako asystent w Podbeskidziu oraz klubach z Bytowa i Świnoujścia, ale nie wykluczam pracy w niższych ligach w roli pierwszego trener. Tak jak wspomniałem, czekam z optymizmem na oferty.
Gdy Dariusz Dźwigała przejmował Podbeskidzie mówiono o planie dwuletnim zakładającym awans do Ekstraklasy. Niebawem pan dołączył do sztabu, który w październiku z powodu niezadowalających wyników ostał zdymisjonowany. Spodziewaliście się takiego obrotu spraw po serii słabszych spotkań?
Zaczynając pracę w roli asystenta trenera Dźwigały nie rozważałem takiej możliwości. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko rozstaniemy się z klubem. Oczekiwania były bardzo wysokie, w związku z tym presja także. Być może niektóre rzeczy mogliśmy zrobić inaczej, na pewno kilka lepiej, być może mogliśmy podjąć kilka innych decyzji, ale nie chciałbym do tego wracać. Naszą postawę analizowałem, a wyciągnięte wnioski wykorzystam w przyszłości. Postawiliśmy na takich, a nie innych zawodników z różnych względów. Wydawało się nam, że ten zestaw ludzki powinien sprostać zadaniu. Niestety jako zespół nie sprostaliśmy mu. Po zmianie trenera wyniki nie poprawiły się natychmiastowo, bo to nie jest takie proste. I liga, to trudna liga, w której gra wielu dobrych piłkarzy. O awans nie jest łatwo. Przykład GKS-u Katowice o tym świadczy.
Jak wytłumaczyć domową niemoc Podbeskidzia?
Wszystko rozpoczęło się jeszcze w Ekstraklasie. Zespół w grupie spadkowej nie wygrywał, nie tylko u siebie, co u niektórych zawodników zakodowało się w głowach. Być może uśpił nas dobry początek. Wygraliśmy bez większych problemów trzy mecze wyjazdowe. Szkoda zremisowanego pojedynku z Wigrami, bo były szanse, żeby go wygrać. Być może nasza postawa w Bielsku-Białej wyglądałaby w dalszej części rozgrywek inaczej. Następnego domowego meczu nie musieliśmy przegrać. Graliśmy na połowie Chojniczanki, przeważaliśmy, a po przypadkowej akcji straciliśmy gola. Pojawił się kryzys, wróciły wspomnienia z końcówki poprzedniego sezonu. Nie udało nam się tego kryzysu zażegnać. Dobrze, że zespół w ostatnim meczu przełamał niemoc i wygrał u siebie. Wiosną o punkty w Bielsku powinno być łatwiej.
10 punktów traci Podbeskidzie do miejsca premiowanego awansem. Stać „Górali” na odrobienie strat?
10 punktów to jeszcze nie przepaść. Przed drużyną 15 meczów, więc wszystko jest możliwe. Wiosną o punkty zazwyczaj jest jednak trudniej, ponieważ zespoły walczą o realizację celów, o uniknięcie spadku. Ponadto liga jest bardzo wyrównana, ale nie skreślałbym Podbeskidzia. Olimpia Grudziądz pokazała wiosną poprzedniego sezonu, że można wygrywać systematycznie.
Zna pan I ligę, ponieważ wcześniej pracował w Bytovii Bytów i Flocie Świnoujście. Jak pan ocenia pierwszą część rozgrywek?
Pozytywnie zaskoczyła mnie Chojniczanka, która w tamtym sezonie broniła się przed spadkiem. Z meczu na mecz ten zespół rozkręcał się, wskoczył do czołówki z drugiego rzędu. Postawa Pogoni Siedlce i Sandecji Nowy Sącz również zasługuje na słowa uznania. Drużyna z Nowego Sącza zgromadziła 27 punktów, ale do rozegranie ma dwa zaległe mecze. W tym sezonie liga jest bardzo wyrównana, każdy może każdemu urwać punkty. Druga część rozgrywek zapewne dostarczy wielu emocji.
Polecane
I liga