Tomasz Podgórski: "Musimy jako zespół mieć rundę życia"

07.03.2017
Piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Biała wrócili na ligowe boiska. Ostatnie pół roku było dla bielszczan średnio udane, ale w klubie wierzą, że runda wiosenna może być jeszcze dla "Górali" przełomowa. Jak na najbliższe miesiące w Bielsku zapatruje się najlepszy ligowy strzelec Podbeskidzia - Tomasz Podgórski?
Rafał Rusek/Press Focus
Piotr Porębski: Ostatnie miesiące w bielskim klubie były niezwykle pracowite. Czy idealnym odzwierciedleniem zimy w Podbeskidziu będzie słowo „rewolucja”?
Tomasz Podgórski: Nie wiem, czy rewolucja będzie odpowiednim słowem, być może bardziej będzie tu pasować wytężona praca. Zarówno zawodnicy, jak i sztab szkoleniowy i działacze zrobili wszystko, żeby ta wiosna wyglądała znacznie lepiej niż jesień. Nie jesteśmy zadowoleni ze swojej pozycji z rundy jesiennej, bo każdy liczył na zdecydowanie więcej, a tak się nie stało. Dlatego te ostatnie miesiące stały pod znakiem wytężonej pracy i poszukiwania odpowiednich, najlepszych rozwiązań.
 
 
Wspomniałem o rewolucji, ponieważ do klubu zimą przyszło aż 10 zawodników. Któryś z nich ma dużą szansę odmienić grę Podbeskidzia i stać się gwiazdą zaplecza najwyższej klasy rozgrywkowej?
Ja nie jestem od oceniania swoich kolegów, ponieważ od tego są media. Wszystko zweryfikuje boisko i postawa na nim. Jakby nie patrząc, przez cały okres przygotowawczy staraliśmy się nie wyróżniać żadnego piłkarza jako gwiazdy, nazwiska, ale myśleliśmy nad ulepszeniem gry całego zespołu. Powiedzmy sobie szczerze – jeżeli w przekroju całego sezonu zespół chce wyglądać znacznie lepiej, to nawet jeden zawodnik w wybitnej formie nie pomoże. Nasz zespół musi być lepszy zarówno w ofensywie, jak i w defensywie – na szczęście mieliśmy dobre warunki, żeby się przygotować do rundy.
 
Jednym z nowopozyskanych piłkarzy został Łukasz Hanzel. Miło zobaczyć w klubie znajomą twarz z Ruchu Chorzów i Piasta Gliwice?
Na pewno, ponieważ Łukasz Hanzel jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, grałem z nim zarówno w Ruchu jak i w Piaście, ponadto reprezentował barwy Zagłębia Lubin. Jego dodatkowym atutem jest także fakt, że jest to człowiek z regionu bielskiego, mieszka blisko miasta i bardzo utożsamia się z tym regionem. Działacze szukali zimą wzmocnień w tym obszarze i fajnie, że postawili na Łukasza. Najważniejsze jest jednak to, że to bardzo doświadczony zawodnik i będzie dużym wzmocnieniem w środku pola drużyny Podbeskidzia. 
 
 
Nie da się ukryć, że podczas okresu przygotowawczego rozegraliście dużą ilość sparingów. Wiadomo, te rządzą się swoimi prawami, jednak czy waszą drużynę mocno zaniepokoiły przegrane np. z dość nisko notowaną ekipą z Węgier? 
Ten okres przygotowawczy był naprawdę długi i w sparingach występowaliśmy w różnych ustawieniach personalnych. To był czas dla nas, dla sztabu szkoleniowego, by wyszukać odpowiednie rozwiązania i dopasować nowozakupionych piłkarzy do ich optymalnych pozycji. Wiadomo, nie przywiązuje się aż tak dużej wagi do wyników tych sparingów, aczkolwiek uważam, że jednak zwycięstwa budują morale zespołu. 
Ważna była także nasza postawa w tych spotkaniach, która nie może być przez ogół zweryfikowana, bo nie było żadnej konkretnej transmisji z naszych sparingów w Turcji. Moim zdaniem w większości meczów spisywaliśmy się dobrze, jednak czasami pechowo traciliśmy bramki. Wszystko było jednak przygotowane, żebyśmy byli gotowi na pierwsze mecze ligowe i myślę, że zrobiliśmy wszystko, by ten początek był dla nas udany.
 
 
Pechowo traciliście bramki także w spotkaniu z Rakowem Częstochowa, jednak większym nieszczęściem, związanym z tamtym spotkaniem, była z pewnością poważna kontuzja Lubosa Kolara. Po jego bilansie bramkowym i boiskowych poczynaniach widać, że bardzo dobrze wpasował się w bielski zespół.
Na pewno, gdyż przyszedł do nas dopiero w tym okresie, ale z miejsca wskoczył do składu i zaczął strzelać bramki w sparingach. Ponadto dobrze prezentował się na treningach i tym bardziej szkoda, że nabawił się urazu w ostatnim sparingu na sztucznej murawie. Niestety, takie jest życie piłkarza – jednak wszyscy w klubie wierzymy w to, że Lubos szybko przejdzie zabieg, rehabilitacje i będziemy mieli z niego sporą pociechę w następnych miesiącach. Życzymy mu zdrowia, bo dla tego piłkarza to jest wielki dramat, gdyż ten z pewnością liczył na pewne miejsce w pierwszym składzie Podbeskidzia. Pierwsze dni byliśmy w klubie naprawdę przejęci zaistniałą sytuacją, ale na szczęście zdajemy sobie sprawę, że są w klubie zawodnicy, którzy mają papiery na to, by Lubosa zastąpić. W ostatnim dniu okienka doszedł do nas wypożyczony z Żyliny napastnik (Nermin Haksić – przyp. Red.) i myślę, że po czasie fajnie wkomponuje się w nasz zespół. 
 
 
Odbiegając od tematu okresu przygotowawczego –  Jak ocenia Pan swój na razie półroczny pobyt w Bielsku-Białej pod względem organizacyjnym i sportowym?
Przychodząc do klubu wiedziałem, że zespół jest budowany pod kątem szybkiego powrotu do Ekstraklasy. Prezes może tego głośno nie mówił w rozmowach przed podpisaniem kontraktu, ale w klubie wszyscy liczyli na to, że po pewnych zmianach personalnych uda się z marszu wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nasze miejsce w tabeli po pierwszej rundzie nie jest dobre, gdyż mamy 10-punktową stratę do zespołów, aspirujących do walki o Ekstraklasę. Jeżeli chcemy jeszcze włączyć się w pierwszym roku do batalii o awans, musimy jako cały zespół mieć rundę życia i w każdym meczu musimy punktować – nie tylko remisami, ale także zwycięstwami. Jest to ciężkie zadanie, ale z pewnością do zrobienia. 
Odnośnie mojej osoby, to zawsze może być lepiej, gdyż zawsze podchodzę do siebie i swoich poczynań krytycznie. Weryfikuje się i utożsamiam się z wynikami zespołu i jeżeli zespół spisuje się przeciętnie i miejsce w tabeli nie jest takie, jak wszyscy sobie życzyli, to ja też nie jestem zadowolony, mimo jednego czy dwóch dobrych meczy. 
 
 
Czy oprócz oferty z Bielska-Białej, dostał Pan jakieś konkretne zapytania z innych klubów? Miał Pan możliwość ewentualnego pozostania w Ekstraklasie?
Akurat Podbeskidzie było najbardziej konkretne i niedługo się zastanawiałem nad tą propozycją. Wiedziałem, że klub jest bardzo dobrze zorganizowany, posiada fajnych kibiców, nowy stadion, także pozostało mi tylko przystać na propozycję klubu. Nie ukrywajmy – pół roku temu też były spore rotacje w składzie, wielu zawodników odchodziło i przychodziło, wszystko było wielką niewiadomą. Mi się jednak wszystko w tej  ofercie podobało i nawet nie zastanawiałem się nad innymi opcjami.
 
 
Gdyby nie naprawdę znakomity bilans w meczach wyjazdowych, rundę jesienną w Bielsku można by było uznać za bardzo nieudaną?
Zawsze tak jest, że zespół gdzieś gra lepiej. Akurat my zdobyliśmy więcej punktów na wyjeździe, co jest sporym paradoksem, gdyż mieliśmy dużo meczów u siebie, które powinniśmy wygrać, a się nie udało. Dopiero w ostatnim meczu udało nam się przełamać ten fatalny bilans. Gdyby nie mecze wyjazdowe, nasza sytuacja byłaby dużo gorsza, jednak odwracając pytanie – byłaby dużo lepsza, gdybyśmy zdobyli trochę więcej punktów na własnym boisku. To była nasza największa bolączka w tym sezonie, gdyż nie można bić się o pierwsze miejsca w tabeli, nie wygrywając meczów u siebie. Istnieje taka niepisana zasada, że awanse w poprzednich latach robiły mocne u siebie drużyny, jednocześnie przywożące komplet punktów co drugi-trzeci mecz wyjazdowy. 
 
 
Czyli można powiedzieć, że podstawowym celem zespołu Podbeskidzia na wiosnę jest przede wszystkim zbudowanie na nowo bielskiej twierdzy, z której „górale” niegdyś słynęli?
Myślę, że tak – po tym ostatnim spotkaniu u siebie (z Drutexem Bytovią Bytów – przyp. Red.) ewidentnie nam ulżyło, bo mecz na początku nie ułożył się tak, jakbyśmy chcieli. Dopiero później odwróciliśmy losy spotkania i udało nam się odnieść upragnione zwycięstwo. Wówczas ciśnienie z nas zeszło i mam nadzieję, że to będzie dla nas nowe rozdanie i w tej rundzie nasz stadion będzie nieprzyjemny dla drużyn przyjezdnych i damy dużo radości naszym kibicom. Ci nie odwrócili się od nas, mimo tego, że w pierwszej rundzie nie spisywaliśmy się tutaj dobrze.  
 
Z pewnością śledzi Pan wyniki Piasta Gliwice, czyli ekipy, w której spędził Pan niemal całe piłkarskie życie. Co może być powodem tak słabej dyspozycji gliwiczan w ostatnim czasie? Można powiedzieć, że Piast stał się „ofiarą własnego sukcesu”?
Dobrze Pan to ujął – coś w tym jest, gdyż często zespołom, które nie grają regularnie o czołowe miejsca, udaje się osiągnąć pojedynczy sukces. Poprzedni sezon niewątpliwie był bardzo udany dla Piasta i myślę, że długo takiego wyniku nie uda się w Gliwicach powtórzyć. Abstrahując od tego, po wielkim wyczynie ten sezon jest bardzo trudny. Trzeba się szybko przestawić, że zespoły które były za Piastem, nie drzemały i solidnie przepracowały okres przygotowawczy, ulepszając swoją grę. Trzeba przyznać, że zespół z Gliwic nie ma szczęścia, bo choć rozgrywał w tym sezonie dobre mecze, nie posiada aż takiej dawki szczęścia jak w zeszłym sezonie, kiedy Piastowi wychodziło niemal wszystko. Szybko trzeba się przestawić na walkę o utrzymanie, co też nie jest łatwe, pokazując nawet na przykładzie Podbeskidzia. Była sytuacja, w której zespół z Bielska był w pierwszej „8”, wypadł z niej, po czym nie potrafił w ostatnich 7 meczach zapunktować i ostatecznie spadł z Ekstraklasy. Ciężka praca czeka nowego trenera Piasta, ale wierzę w tych zawodników, w ten klub – gdyż jest niezwykle bliski mojemu sercu – i liczę na to, że klub utrzyma się w lidze. Znam wielu chłopaków z tamtej drużyny i wiem, że mają na tyle umiejętności i charakteru, że poradzą sobie z wyznaczonym celem. 
autor: Piotr Porębski

Przeczytaj również