Tomasz Mikołajko: "To była dziwna jesień"

02.12.2016
Na łamach zaprzyjaźnionego portalu SportoweBeskidy.pl ukazała się obszerna rozmowa z prezesem Podbeskidzia Bielsko-Biała. Tomasz Mikołajko odniósł się do kwestii związanych z nieudaną rundą jesienną, zapowiedział także zmiany personalne w drużynie. 
Łukasz Sobala/PressFocus
Nie tak wyobrażali sobie kibice Podbeskidzie po spadku z Ekstraklasy. To nie była udana jesień...
Tomasz Mikołajko: To była dziwna jesień. Z jednej strony kolejne rekordy frekwencji i tu należą się ogromne brawa kibicom, że byli z drużyną i stale w nią wierzyli, to także podpisanie kolejnych ważnych dla klubu umów sponsorskich, to rozwój Akademii Podbeskidzie, to wreszcie znakomite wyniki grup młodzieżowych. Jeśli chodzi o pierwszy zespół to lider biorąc pod uwagę wyniki na wyjeździe, ale i bardzo słaba postawa u siebie. Wszyscy życzylibyśmy sobie lepszych wyników. Przed trenerem Kocianem dużo pracy z drużyną, ale zaczyna się długi okres przygotowawczy i jestem pewien, że dobrze go wykorzystamy.
 
Sezon zaczął się w każdym razie znakomicie. Co stało się później z drużyną? Dlaczego nastąpiła aż tak bolesna weryfikacja w meczach z teoretycznie słabszymi rywalami?
T.M.: Kwestia słabszy, czy mocniejszy rywal jest właśnie tylko teoretyczna. Przedmeczowe prognozy, czy medialne oceny drużyn na boisku tracą wartość, ponieważ nie biorą pod uwagę elementów niewymiernych, takich jak mentalność, psychika, nastawienie do meczu. W każdym meczu na Stadionie Miejskim rywale byli podwójnie zmotywowani, chcieli się pokazać na tle spadkowicza, udowodnić swoją wartość na efektownym stadionie. To ich niesamowicie napędzało w meczach przeciwko Podbeskidziu. Trudno się gra, gdy przeciwnicy w większości murują bramkę i czekają na kontry. W meczach z zespołami grającymi otwartą piłkę – z Zagłębiem i Górnikiem – widać było potencjał Podbeskidzia, ale wtedy z kolei zabrakło nam szczęścia. Podobnie na wyjazdach, gdzie gospodarze zmuszeni byli do gry nieco bardziej ofensywnej – tam tylko cztery razy traciliśmy punkty, z czego dwa razy po bramce w ostatniej minucie. Każdy mecz można rozpatrywać indywidualnie.
 
Trener Dariusz Dźwigała to był niewypał patrząc z perspektywy czasu? Dlaczego ten mariaż nie powiódł się?
T.M.: Nie powiem, że to był niewypał. Przecież mówiąc o udanym początku rundy mówimy o meczach, w których trener Dźwigała prowadził Podbeskidzie. Niestety w pewnym momencie chyba zbyt szybko drużyna uwierzyła, że tak będzie ta liga wyglądała i po pierwszych niepowodzeniach zespół wpadł w kryzys. Trener Dźwigała nie potrafił z niego wyjść, a my nie mogliśmy dłużej czekać. Drużyna potrzebowała zmiany, impulsu.

Cała rozmowa TUTAJ.
 

Przeczytaj również