Tomasz Mikołajko: "Podbeskidzie powinno być liderem"

12.10.2016
W bielskim Podbeskidziu po minionej kolejce, w której zespół przegrał u siebie 0:1 ze Stalą Mielec, doszło do zmiany trenera. Dariusza Dźwigałę zastąpił Jan Kocian. Na łamach zaprzyjaźnionego z nami portalu SportoweBeskidy.pl ukazał się wywiad z prezesem klubu. Tomasz Mikołajko odnosi się o postawy zespołu w lidze oraz korekt personalnych. 
Łukasz Laskowski/Press Focus

Po ostatnim meczu doszło w klubie spod Klimczoka do „przesilenia”. Podbeskidzie po raz szósty grało przed własną publicznością, po raz szósty nie potrafiło rozstrzygnąć pojedynku na swoją korzyść. Łączny bilans Dariusza Dźwigały to: 4 zwycięstwa, 3 remisy, 5 porażek. – Mecz ze Stalą Mielec był niestety kolejnym, w którym nie było widać zmiany stylu gry na lepsze. Uznałem, że to właściwa pora, by postawić na kogoś innego – mówi Tomasz Mikołajko. – Rozumiem zniecierpliwienie kibiców, ale nie patrzmy na początek obecnego sezonu tylko negatywnie. Z wszystkich ekip I ligi mamy najlepszy bilans wyjazdowy, a to też o czymś świadczy. Faktycznie niepokoją natomiast wyniki uzyskiwane w meczach domowych, to one stały się podłożem decyzji o zmianie trenera – dodaje.

Wraz z trenerem Dźwigała z klubem rozstał się cały sztab szkoleniowy. – Od początku podkreślałem, że za wyniki odpowiedzialny jest tak pierwszy trener, jak również cały jego sztab. Nie mogło tu być innej decyzji, tym bardziej, że nowy szkoleniowiec chcę pracować z ludźmi, których dobrze zna i ma przekonanie co do ich jakości – klaruje prezes Podbeskidzia.

W klubie z Bielska-Białej postawiono na Jana Kociana, którego kontrkandydatem był Jurij Szatałow. – O trenerze Kocianie myślałem już od dawna. Miałem w głowię tę postać doskonale mi znaną ze spotkań Ruchu Chorzów, choćby w Gliwicach, gdzie wcześniej pracowałem. To człowiek o dużym autorytecie, wiedzy, a przy tym emanujący spokojem. Często jest tak, że chce się mieć u siebie jakiegoś szkoleniowca, ale z różnych względów to w danym momencie niemożliwe. Teraz nasze drogi się spotkały. Telefon z Podbeskidzia zaciekawił trenera Kociana, wspólnie uznaliśmy, że warto taką współpracę podjąć, choć trener był już bardzo blisko podpisania kontraktu w Azji, gdzie w przeszłości pracował – zdradza szczegóły sternik „Górali”.


Cały wywiad TUTAJ.

Przeczytaj również