Tomasz Mikołajko: „Krok w tył, aby wykonać dwa do przodu”

20.05.2016

Poprawa wizerunku klubu i sukces na niwie biznesowej nie poszły w parze z wynikiem sportowym Podbeskidzia Bielsko-Biała. Tomasz Mikołajko w rozmowie na naszym serwisem podsumowuje pierwsze miesiące swojej pracy, zapowiada także zmiany w zespole, który spadł z Ekstraklasy.

Łukasz Laskowski/Press Focus
SportSlaski.pl: Trener Robert Podoliński rozstaje się z klubem i zespołem, bo nie utrzymał drużyny w Ekstraklasie, czy także z innych powodów?
Tomasz Mikołajko:
Praca trenera zakończyła się. Dziękujemy za kilka miesięcy walki o Ekstraklasę dla Bielska-Białej. Do końca wierzyłem w to, co robi. Ale cel nie został zrealizowany. Taka jest piłka, że trzeba się rozstać. Rozmawialiśmy o przyszłości, była refleksja nad tym, co się wydarzyło. Koncepcja budowy zespołu na grę w I lidze przedstawiona przez trenera Podolińskiego nie jest zbieżna z tym, co bym sobie życzył. Doszliśmy do wniosku, że współpracę należy zakończyć, że kontrakt nie zostanie przedłużony.

Kiedy poznamy nazwisko nowego szkoleniowca?
W najbliższych dniach, może w przyszłym tygodniu. Nie chcemy jednak podejmować pochopnych decyzji. Na pewno zorganizujemy konferencję prasową, podczas której przedstawimy nowego trenera i cały sztab. Chciałbym, aby w jego skład weszły osoby związane z klubem. Nie pozwolę na to, aby wszyscy trenerzy byli z zewnątrz. 

W klubie rozważano temat zmiany trenera w trakcie sezonu?
Nie chciałem robić roszad w trakcie rozgrywek. Rywalizację w tym roku zespół rozpoczął dobrze, był blisko grupy mistrzowskiej. Potem było dużo gorzej, ale zmiany podejmowane na kilka kolejek przed końcem sezonu nie zawsze zdają egzamin. Byłem zwolennikiem stabilizacji, nie rewolucji. Niestety wyszło, jak wyszło. W końcówce pojawiły się kontuzje, pojawiły kartki, zabrakło Piacka, Chmiela, Sokołowskiego, Szczepaniaka, zabrakło kilku charakternych zawodników i... zabrakło wyników. 
Na spadek złożyło się kilka elementów. Zabrakło nam jednego punktu, aby znaleźć się w pierwszej ósemce. Rozmawialibyśmy teraz w innych okolicznościach. W grupie spadkowej zabrakło nam natomiast jednego zwycięstwa. Pojawił się problem mentalny, ponieważ zespół na boisku wywalczył udział w grupie mistrzowskiej. Po całym zamieszaniu wokół tej sprawy rozpoczęła się walka o życie, pojawiła się presja, wspomniane kartki i kontuzje. Momentami brakowało szczęścia i... spadliśmy.

Przed meczem w Łęcznej wiadomo było, że jest to mecz o życie. Tymczasem niektórzy piłkarze nie chcieli umierać za Podbeskidzie. Wynik 1:5 mówi sam za siebie...
Powiedziałem po tym meczu w jednym z wywiadów, że wyrzuciłbym wszystkich zawodników. Od zawodowców należy wymagać odpowiedniego podejścia i zaangażowania, w trudnych chwilach także. Zabrakło w Łęcznej walki i zadziorności. Górnik nie był od nas zespołem lepszym, ale przeciwnicy mecz wybiegali. To był pojedynek na przełamanie. Po remisie w Koroną pojawiła się iskierka nadziei. Drużyna wyciągnęła remis z porażki. 

W ślad za zmianą trenera zapewne pójdą roszady personalne w zespole. Ktoś zgłaszał po spadku chęć odejścia? Stać klub na zatrzymanie najważniejszych piłkarzy?
Niektórym zawodnikom kończą się kontrakty, ale to nie znaczy, że odejdą. Decyzji personalnych nie podejmujemy do momentu zatrudnienia trenera. Do niego będzie należeć decydujące słowo. Dużych zmian należy się jednak spodziewać. Do rozmów z piłkarzami usiądziemy, czekają nas negocjacje dotyczące obniżenia kontraktów. Nie utrzymamy pensji, które gwarantowaliśmy w Ekstraklasie. Zostaną z nami zawodnicy, którzy będą chcieli zostać i powalczyć o powrót do Ekstraklasy. Chcemy zbudować zespół liczący się w grze o awans. I liga jest zupełnie inna, ważne będą aspekty mentalne, cechy wolincjonalne. Drużyna moim zdaniem powinna być zbilansowana. Z jednej strony muszą w jej szeregach pojawić się zawodnicy młodzi i ambitni, z chęcią zaistnienia w piłkarskim świecie. Jednocześnie ogranych i doświadczonych nie może w kadrze zabraknąć. Moim zdaniem stawiać powinniśmy na Polaków, którzy mentalnie lepiej pasują do I ligi. Dla zawodników zagranicznych niższy szczebel nie jest już tak atrakcyjny. Chciałbym, aby o sile Podbeskidzia stanowili gracze związani z naszym regionem, ale to się nam nie uda, bo takich piłkarzy jest za mało. Myślę, że w pierwszych treningach uczestniczyć będą zawodnicy wypożyczeni przez nas do innych klubów. Nie wszyscy w swoich I- i II-ligowych drużynach grali, co nie rokuje najlepiej. Nowy sztab szkoleniowy powinien jednak ocenić ich przydatność do zespołu. 

Zimą wzmocniliście zespół, do którego dołączyli: Paweł Baranowski, Jozef Piacek, Oleg Veretilo, Samuel Stefanik i Paweł Tarnowski. Jak Pan ocenia postawę wymienionych zawodników?
Zimowe transfery pozwalały nam wierzyć w skuteczną walkę o utrzymanie. Przychodziłem do klubu w trudnym momencie. Zespół był na ostatnim miejscu w tabeli, większość nas już skreślała. Myślę, że udało nam się przeprowadzić ciekawe transfery. Veretilo grał w Dynamie Mińsk, Piacek w Żylinie, Stefanik z Slovanie Bratysława, Baranowski wrócił do Podbeskidzia, dołączył do nas charakterny Tarnowski. Wydawało się, że wzmocniliśmy defensywę i wywalczymy utrzymanie. Zespół wiosną tracił mniej bramek, początek roku był bardzo dobry. Byliśmy nawet na trzecim miejscu w tabeli wiosennej części rozgrywek. Piacek dał spokój w obronie, Stefanik jakość w ofensywie. 

W obliczu spadku nastąpi otwarcie pozostałych trybun Stadionu Miejskiego. Jak je zapełnić?
Przede wszystkim zespół musi prezentować dobry poziom sportowy. Kibic przychodząc na mecz liczy na dobre widowisko. Na pewno będziemy poprzez różne akcje marketingowe zachęcać kibiców do przybycia na stadion. Wiosną udało nam się kilka razy zapełnić otwarte trybuny. Nie wszystkie mecze I ligi będą transmitowane. Zobaczymy w jakim stopniu telewizja wpływa na frekwencję. Wyniki są jednak najważniejsze, to przede wszystkim one zachęcają do przyjścia na mecz.

Jak na spadek zareagowali sponsorzy – akcjonariusz spółki, czyli firma Murapol, sponsorzy główni firmy Bielbet, Łukosz? 
Przede wszystkim chciałbym podziękować Władzom Miasta, Panu Prezydentowi, Sponsorom za sygnały, że klub jest dla nich ważny i że możemy liczyć na ich pomoc. To dla na bardzo ważne. Daje nam to możliwość budowy nowego zespołu w oparciu o zawodników, którzy powalczą o awans. Jestem w stałym kontakcie ze wszystkimi partnerami, tymi większymi i mniejszymi. Wszyscy zapewniają, że zostają z nami.

Kibice mogą liczyć na szybki powrót drużyny do Ekstraklasy?
Chcielibyśmy awansować jak najszybciej, ale I liga nie jest ligą łatwą. W jej szeregach jest kilka klubów, które również chcą wrócić do Ekstraklasy bądź awansować. Żeby się liczyć w grze o awans trzeba wygrać około 20 spotkań, a to nie jest zadanie proste. 

Biznesowo i organizacyjnie udało się Podbeskidziu w trakcie w ostatnich miesięcy zaliczyć awans, sportowo spadło z ligi. Jak oceniasz pierwsze miesiące swojej kadencji?
Tak to niestety bywa. Ktoś musiał spaść, bo taki jest sport. Udało nam się poprawić sytuację finansową, udało się zmienić i ocieplić wizerunek klubu, udało się zachęcić kibiców do zasiadania na trybunach, natomiast wynik sportowy pozostawia sporo do życzenia. Liga nie uciekła nam jednak w trakcie miesiąca. Poniekąd jest to efekt pracy wykonywanej w klubie w latach poprzednich. Podbeskidzie po awansie niemal za każdym razem walczyło tylko o utrzymanie, za każdym razem spadek było blisko. Klub się nie rozwijał, budżet był stabilny, ale niezbyt wysoki, często zmieniali się trenerzy, w zespole brakowało wychowanków. Czasami trzeba wykonać krok w tył, aby następnie zrobić dwa do przodu. Liczę na to, że weźmiemy przykład z Piasta Gliwice czy Zagłębia Lubin. Oba kluby spadły, wróciły do Ekstraklasy, a teraz skutecznie walczyły o puchary.
autor: Krzysztof Biłka

Przeczytaj również