Tomasz Górkiewicz: Smutno było po tylu latach odchodzić z Bielska

27.09.2012
- Jest mi niezmiernie miło, że kibice Podbeskidzia pamiętają mnie jako tego, który coś zrobił dla klubu. Bielszczanom nie będzie łatwo odbić się od dna. Przerabiam to w Bytomiu - mówi Tomasz Górkiewicz.
Spotykamy się na meczu BKS-u Stal Bielsko-Biała ze Skrą Częstochowa. Przyjechał pan oglądać drużynę, w której blisko było, żeby pan grał?

Tomasz Górkiewicz: - To pan uważa, że było blisko. Ja tu byłem na treningach, dzięki gościnności trenerów Jana Furlepy i Piotra Czaka. Poprosiłem ich o możliwość potrenowania, póki nie znajdę klubu i tak to wyglądało.

Tematu gry w III lidze więc nie było?

- Temat może by był, gdybym nie miał nic innego. Czekałem aż coś się znajdzie i wierzyłem do końca. Było kilka propozycji, ale w niektórych klubach doszły kwestie finansowe. Na niektóre rzeczy nie mogłem się zgodzić i wyszło jak wyszło.

Takie trwanie w niepewności, mimo rozpoczętego już sezonu, chyba nie ułatwiało przygotowań?

- Na pewno nie. To były dziwne przygotowania do rozgrywek. Raz trenowałem w Łęcznej, później sam w Bielsku, następnie w Bytomiu. Nie wiadomo było czy zakaz transferowy zostanie ściągnięty teraz, czy dopiero w zimie. Także czekałem cały czas, ale wszystko skończyło się w miarę dobrze. Jestem już teraz w Bytomiu i to jest najważniejsze.

Jak odnajduje się pan, grając poza Bielskiem, czy jego okolicami? Takie coś zdarza się panu pierwszy raz w życiu...

- Najważniejsze, że gram. Wystąpiłem w każdym meczu, jestem zadowolony i nie ma co się zastanawiać, czy w Bielsku, czy w Bytomiu. Gram tam, gdzie mnie chcą...

W Polonii Bytom chyba nie jest jednak łatwo. Na razie źle wam się wiedzie w lidze.

- Na pewno wyniki - delikatnie mówiąc - myśleliśmy, że będą trochę lepsze. To jest młody zespół, który cały czas się zgrywa, bo paru chłopaków doszło w ostatniej chwili po zdjęciu zakazu transferowego. Ta drużyna była budowana na drugą ligę. Z wyników na pewno nie jesteśmy zadowoleni, ale patrząc na grę, widać, że jest coraz lepiej. Teraz niewiele nam zabrakło w meczu z GKS-em Katowice, gdzie uważam, że mieliśmy mecz pod kontrolą, a nagle sędzia wymyślił sobie dwa karne, a dla nas wcześniej nie podyktował. Brakuje nam pierwszego zwycięstwa, a później myślę, że będziemy już punkty ciułać.



Zaskoczyło pana, że Piotr Pierścionek wystawił pana w kilku meczach na skrzydle, zamiast na boku obrony? Ja w Bielsku-Białej takiej sytuacji sobie nie przypominam...

- Zdarzyło się to, ale bardzo dawno, bo jeszcze za Tochela, kiedy wystąpiłem w dwóch meczach jako skrzydłowy. Trener zdecydował jednak, żeby przesunąć mnie do przodu, bo cały czas szuka ustawień. Brakuje nam przytrzymania piłki z przodu. Zobaczymy, jak trener mnie ustawi w następnych meczach, ale myślę, że moja pozycja to jednak bok obrony.

Przez lata grał pan w I lidze z Podbeskidziem i po roku przerwy wrócił pan do tych rozgrywek. Coś się zmieniło na zapleczu ekstraklasy?

- Myślę, że się nie zmieniło. Każdy może wygrać z każdym, nieważne, czy jest się z czołówki, z dołu, czy ze środka tabeli. Tu zawsze była walka i tak jest do tej pory. Za wielu zmian nie ma.

Ma pan dopiero 27 lat, ale w Bytomiu jest pan jednym z bardziej doświadczonych zawodników. Pomaga pan wprowadzać młodych chłopaków do seniorskiej piłki?

- Trener mówił, że ode mnie, Jacka Broniewicza, Pawła Gamli, czy Piotra Kulpaki wymaga takiej pomocy. Staramy się tym chłopakom pomagać w różnych sytuacjach boiskowych. Mam nadzieję, że z czasem będzie im łatwiej, bo początek mają naprawdę trudny. Zwłaszcza ci, którzy pierwszy raz grają w I lidze, wyniki mamy słabe, więc mogą się dołować.

Mimo odejścia z klubu, śledzi pan losy Podbeskidzia?

- Oczywiście, że tak. Spędziłem tu sporo dobrych lat, praktycznie grałem w Podbeskidziu od początku mojej przygody z piłką, mam tu dobrych znajomych i często rozmawiamy. Życzę im jak najlepiej.

Chyba przykro się panu patrzy na ten początek sezonu w ich wykonaniu? Zwłaszcza jeśli chodzi o wyniki...

- Oglądałem kilka meczów i faktycznie nie wygląda to najlepiej. Początek mieli jednak ciężki, może teraz będzie łatwiej. Chociaż nie jest łatwo odbić się od dna, przerabiamy to samo w Bytomiu, więc wiem, co mówię. Teraz chłopaki grają z Ruchem Chorzów i jeśli wygrają, to powinno być łatwiej pójść w górę tabeli. Niech zdobywają tych punktów jak najwięcej jesienią, bo wiosną jest o nie zdecydowanie trudniej.

Czuje pan rozżalenie, że po pierwszym sezonie w ekstraklasie podziękowano panu za grę w Podbeskidziu?

- Moja pozycja zawsze była taka, że raz grałem, raz nie grałem, raz byłem w osiemnastce, raz nie byłem. Ja to przyjmowałem, walczyłem o to, żeby być w kadrze, potem w składzie. Trener miał wybrać między mną, a paroma innymi zawodnikami, wybrał, jak wybrał. To jest jego decyzja, wsparta przez zarząd klubu i ja się z tym pogodziłem, choć na pewno było trochę smutno po tylu opuszczać Bielsko, ale w końcu trzeba było gdzieś wybyć i spróbować sił gdzie indziej. Sytuacja w tej chwili wszędzie jest taka, że nie ma pieniędzy, wszyscy szukają oszczędności, więc ja mogę się po prostu cieszyć, że teraz gram. Kontrakt mam podpisany na rok i muszę walczyć, żeby być ciągle w grze.

Nie wiem, na ile pan śledzi opinie kibiców Podbeskidzia, ale ja śledzę i wielu z nich uważa, że największym błędem "Górali" tego lata było pozbycie się pana. Jak pan to odbiera?

- Na pewno mnie to buduje i jest mi niezmiernie miło, że kibice pamiętają mnie jako tego, który coś dla klubu zrobił. Tyle.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również