Tak, w Podbeskidziu został jeszcze jeden Słowak! I właśnie wraca do gry

18.11.2017
Wielu kibiców Podbeskidzia Bielsko-Biała zdążyło już zapomnieć, że nie wszyscy Słowacy opuścili już bielski klub. Blisko 10 miesięcy po transferze do Polski Lubos Kolar w końcu wyleczył się ze swojego urazu i zasiadł już na ławce rezerwowych "Górali". Choć zawodnik nie wszedł choćby na minutę w meczu z Chrobrym, nie ukrywał radości ze zwycięstwa swoich boiskowych kolegów i przyznał, że chciałby jeszcze w tym roku pojawić się na placu gry. 
Rafał Rusek/Press Focus
28-letni Kolar trafił do bielskiego klubu w styczniu tego roku w pakiecie z Peterem Sladkiem. Z dwójką tych zawodników działacze Podbeskidzia łączyli spore nadzieje, gdyż przed transferem do pierwszoligowca występowali w słowackim Spartaku Myjava i przed jego bankructwem byli czołowymi elementami zespołu. Po czasie kibice mogli jednak uznać oba transfery za spore niewypały, bo drugi z wspomnianych zawodników zdążył już wrócić na Słowację na zasadzie wypożyczenia, a Kolar nie zadebiutował jeszcze w pierwszej drużynie "Górali". Pomocnik nie miał jednak możliwości zagrania w oficjalnym meczu pierwszoligowca, gdyż w lutowym sparingu Podbeskidzia z Rakowem Częstochowa nabawił się bardzo poważnej kontuzji. 28-latek zerwał więzadło przednie w lewym kolanie i po blisko 9 miesiącach rehabilitacji dopiero wczoraj został zgłoszony do ligowych rozgrywek i usiadł na ławce rezerwowych w meczu z Chrobrym. -  Oczywiście, cieszę się że udało mi chociaż znaleźć w meczowej kadrze - po raz pierwszy w trakcie mojej przygody z Podbeskidziem. Mam nadzieję, że uda mi jeszcze w tym roku zadebiutować w zespole, chociaż do zakończenia pozostały nam jedynie dwa mecze. Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie - powiedział po meczu Lubos Kolar w rozmowie z naszym portalem. 

Pomocnik, choć nie pojawił się na placu gry we wczorajszym spotkaniu, cieszył się z wygranej swojego zespołu. Wygranej o tyle ważnej, bo dzięki niej "Górale" przełamali trwającą od 30 września serię meczów bez zwycięstwa i złapali kontakt ze środkiem ligowej stawki. - Ostatnio nie wiodło nam się dobrze, bo zdobyliśmy zaledwie 3 punkty w 5 meczach. My swoją pracę wykonujemy na 100% i w każdym meczu staramy się dawać z siebie jak najwięcej. Zwycięstwo bardzo nas cieszy, jednak szybko musimy się już przygotować na kolejnego przeciwnika we wtorek. Chcemy meczem ze Stalą potwierdzić naszą lepszą formę i ponownie zdobyć 3 punkty - przyznał Słowak. 

Po pierwszej połowie niewiele wskazywało jednak na to, że którejkolwiek z drużyn uda się zdobyć chociaż jedną bramkę. Przed drugą częścią gry piłkarze Podbeskidzia musieli sobie powiedzieć w szatni słynne "kilka mocnych słów", gdyż w późniejszym fragmencie gry wyglądali zdecydowanie lepiej od bezbarwnie grających głogowian. - Tak, po pierwszej połowie powiedzieliśmy sobie w szatni, że liczą się tylko 3 punkty. Na szczęście udało nam się utrzymać to prowadzenie, które zapewnił nam Dimitar Iliev i wygraliśmy bardzo ważny mecz. Jeżeli chodzi o naszą grę, to zanalizujemy ją sobie w najbliższych dniach i trener pokaże, co należy jak najszybciej poprawić i co było w naszym wykonaniu dobre - dodaje 28-letni pomocnik Podbeskidzia. 

Przed meczem z Chrobrym trener Adam Nocoń dokonał w składzie kilku znaczących roszad, a jedną z nich była wymiana bramkarza. Rafał Leszczyński, który ostatni raz w lidze pojawił się na placu gry w sierpniowym meczu w Chojnicach, mimo sporej przerwy był bardzo pewny w swoich interwencjach i zagrał naprawdę dobry mecz. - Mamy w klubie dwóch naprawdę utalentowanych i dobrych bramkarzy. Raz broni Rafał, raz Wojtek, jednak pomiędzy nimi jest dobra i zdrowa rywalizacja. Super, że Rafał Leszczyński zagrał dzisiaj na zero z tyłu, notując do tego kilka ważnych interwencji - przyznał Słowak, który być może jeszcze w tym roku zadebiutuje w czerwono-biało-niebieskich barwach.


źródło: własne/sportslaski.pl
autor: Piotr Porębski

Przeczytaj również