TAK TO WIDZĘ: Lider, czerwona latarnia, gra w kratkę i wielka niewiadoma

18.11.2015
Termin na mecze reprezentacyjne zakończył oficjalnie pierwszą część sezonu zasadniczego w naszej Ekstraklasie. Chociaż formalnie liga trwa nadal, to za nami 15. kolejek Ekstraklasy. Czas zatem na pierwsze podsumowania. Patrząc na tabelę ze śląskiej perspektywy mamy w niej wszystko. Lidera, czerwoną latarnię i drużyny środka.
SportSlaski.pl
Piast to jedyny zespół ze Śląska, o którego nie obawiałbym się, że… spadnie z Ekstraklasy. Gdyby nie to sztuczne tworzenie emocji po 30. kolejce napisałbym, że Piast jest zespołem idącym po rekordowy wynik w Ekstraklasie. Po medal. Nie podoba mi się, że Piast to zespół, w którym gra najmniejsza liczba Polaków. Wolałbym, żeby więcej szans otrzymywali Mateusz Mak czy Sebastian Musiolik.  Z drugiej strony skoro grają najlepsi, to wyżej wymienieni mają się od kogo uczyć. Poza tym, pod okiem Radoslava Latala -  który dla mnie jest największym objawieniem trenerskim tego sezonu - duże postępy zrobili Radosław Murawski, Marcin Pietrowski czy Kornel Osyra.

To, co złe dla Piasta, kilkanaście kilometrów dalej wyczekiwane jest jak zbawienie.  Górnik może okazać się w tym roku największym beneficjentem podziału punktów. Oczywiście pod warunkiem, że uda mu się zmienić fatalny bieg wydarzeń. Od początku sezonu w klubie z Roosvelta nie dzieje się dobrze. Zespół źle wystartował i mimo zmiany trenera nie był w stanie zmienić tego trendu. Górnik ma zawodników, którzy indywidualnie spokojnie radzą sobie w ekstraklasie, ale (na razie) nie ma zespołu, który stać na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej.  Dla mnie w Zabrzu czkawką odbija się brak strategii klubu i dobrego zarządzania. Pierwszy przykład z brzegu? Kiedy zwalniano Roberta Warzychę w klubie nie było pieniędzy na transfery. Po przyjściu na jego miejsce Leszka Ojrzyńskiego nagle znalazły się fundusze na nowe twarze. To tylko jeden z wielu przykładów pokazujący brak konsekwencji w działaniu klubu.  

Do Ruchu Chorzów najbardziej pasuje mi powiedzenie, że zespół gra w kratkę. Sześć zwycięstw, trzy remisy i sześć porażek. Ruchowi brakuje stabilności dyspozycji. Dobre lub bardzo dobrą mecze przeplata słabymi lub bardzo słabymi. Często ma to też związek z tym, że gra i bieganie w jednej połowie diametralnie różni się od drugiej. Uważam, że walka o pierwszą ósemkę będzie dla zespołu Waldemara Fornalika wielkim wyzwaniem. Największym problemem Niebieskich jest łatwy do odszyfrowania sposób gry, największy atutem mała liczba obcokrajowców. To pozwala podtrzymywać charakter, który – mimo dużych problemów finansowych – wciąż scala szatnię Ruchu.

Na koniec Podbeskidzie, w którym wielu upatrywało kandydata do spadku. Tak było do momentu przyjścia trenera Roberta Podolińskiego.  Czapki z głów dla nowego trenera, że udało mu się odmienić zespół w najtrudniejszym momencie pracy trenerskiej – w trakcie sezonu. Zespół nie przegrał sześciu meczów z rzędu. Przypadek? Raczej nie, choć osobiście „Górale” dla mnie to wciąż wielka niewiadoma. Na pewno z punktu widzenia fizycznego widać, że zawodnicy dużo lepiej poruszają się po boisku. Swoją grą natomiast jeszcze mnie nie przekonują. Podbeskidzie jest za mało kreatywne w ataku pozycyjnym.  Gra jest zbyt schematyczna i nastawiona tylko na szybki kontratak.  Fakt, że nie udało się wygrać ani jednego meczu na własnym obiekcie jest tego najlepszym dowodem.

Na Śląsku mamy więc lidera, czerwoną latarnie i drużyny środka. Złośliwy powie: do wyboru – do koloru. Tyle, że nikt nie spodziewał się, że tą pierwszą i ostatnią drużyną będą Piast i Górnik. Mamy zatem największe niespodzianki rundy jesiennej. Do końca zimowej przerwy zostało jeszcze sporo, bo sześć meczów do rozegrania. Wątpię, by w starym roku, w tej hierarchii wiele uległo zmianie. 

Filip Surma
dziennikarz NC+
filip.surma@ncplus.pl
źródło: SportSlaski.pl
autor: Filip Surma

Przeczytaj również