Szypuła krytykuje Glogazę: Klub sportowy to nie fabryka pustaków

06.12.2012
- Było ultimatum dla trenera. W niedzielę trzeba było reagować, a w poniedziałek przedstawić nowego trenera. Czekano chyba dlatego, że urzędnicy w weekend nie pracują... - mówi Władysław Szypuła.
Nasila się krytyka Marka Glogazy, prezesa Podbeskidzia Bielsko-Biała. Po Jerzym Wolasie głos zabrał Władysław Szypuła, były wiceprezes bielskiego klubu. - Można jeszcze wszystko odwrócić. Potrzebna jest przede wszystkim rzetelna ocena sytuacji, określenie przyczyn i założenie planu. 60 procent punktów pozostałych do zdobycia może dać utrzymanie w ekstraklasie. Nie jest jednak tajemnicą, że taki plan wymaga radykalnych działań. Trzeba reagować i podejmować decyzje. Niejaki prezes Marek Glogaza tego nie robi... - mówi Szypuła.

- On wykonuje tylko pozorne ruchy. Trzeba żyć piłką i ją rozumieć. Klub sportowy to nie fabryka pustaków. Trzeba wiedzieć, co się dzieje w szatni, być na bieżąco i podejmować konkretne decyzje. Praca w klubie to nie kilka godzin dziennie. Czasem trzeba pewne rzeczy zrobić niezależnie od pory dnia i nocy. Coś takiego nie istnieje u tego prezesa, bo pracuje on jak urzędnik - ocenia były prezes Piłkarskiej Ligi Polskiej.

Szypule i jego dawnym współpracownikom regularnie dostaje się od Glogazy za rzekome długi, które zastał w klubie. - Jestem zbulwersowany takimi słowami. Przecież Glogaza od jakiegoś czasu był w klubie, więc niech teraz nie mówi, że nie wiedział, jaka jest sytuacja finansowa. To jedna z wielu irracjonalnych wypowiedzi prezesa - mówi. Zdaniem Szypuły, wiele do życzenia pozostawia sposób, w jaki dokonano zmiany trenera. - Nie dokonuje się jej, jeśli nie ma się kandydata na to stanowisko. Mecz z Bełchatowem był w sobotę. Było ultimatum dla trenera, zatem w niedzielę trzeba było reagować, a najdalej w poniedziałek przedstawić nowego szkoleniowca. Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekano. Może dlatego, że urzędnicy nie pracują w weekendy... - ironizuje.

W rozmowie z dziennikiem "Sport", Szypuła podkreśla także, że latem nie zrobiono wszystkiego, by Podbeskidzie było mocniejsze. - Choćby sprawa Sylwestra Patejuka. Był czas na to, by próbować go zatrzymać w klubie, a nie robić to na ostatnią chwilę. Można też było na nim zarobić. Poza tym, kiedy w marcu zespół był już pewny utrzymania i mógł grać o miejsca 6-8 w lidze, ze strony zawodników padła propozycja, by podzielić między nich a klub pieniądze zdobyte w ten sposób. Prezes nie podjął jednak w ogóle tego tematu i wtedy zaczął się ten marazm, który trwa do dziś... - kończy Władysław Szypuła.
źródło: Sport

Przeczytaj również