"Szarańcza" w wydaniu Tychów
13.03.2009
- Nic nie powiem, bo zaraz cała liga będzie wiedziała o co chodzi - uśmiecha się trener Grzegorz Morkis, który przywiązuje duża uwagę do stałych fragmentów. Tyską "szarańczę" można opisać w krótki sposób: do piłki podchodzi przynajmniej trzech zawodników. Dwóch z nich rusza i przebiega nad nią, zaś trzeci uderza na bramkę.
- Wymyśliliśmy to znacznie wcześniej niż powstała legenda bytomskiej "szarańczy". Przyznaję, że tylko nazwę zaczerpnęliśmy od Marka Motyki - przyznaje Morkis, który na ławce przeżywa w tym sezonie istne katusze. Jego zawodnicy już nie raz wygrywali kilkoma bramkami, aby roztrwonić cały dorobek. Tak było również ostatnio w Rudzie Śląskiej. GKS Jachym prowadził 4-1, a skończyło się 4-4.
- Bo my jesteśmy tacy... crazy - śmieje się Morkis.
- Wymyśliliśmy to znacznie wcześniej niż powstała legenda bytomskiej "szarańczy". Przyznaję, że tylko nazwę zaczerpnęliśmy od Marka Motyki - przyznaje Morkis, który na ławce przeżywa w tym sezonie istne katusze. Jego zawodnicy już nie raz wygrywali kilkoma bramkami, aby roztrwonić cały dorobek. Tak było również ostatnio w Rudzie Śląskiej. GKS Jachym prowadził 4-1, a skończyło się 4-4.
- Bo my jesteśmy tacy... crazy - śmieje się Morkis.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów