Sylwester Patejuk: Nie ma zniżki formy. Poprzednie mecze to była zwyżka
11.03.2012
To od zablokowanego strzału Patejuka po rzucie wolnym, rozpoczęła się w 45. minucie feralna akcja zakończona jedynym golem sobotniego meczu. - Niepotrzebna sytuacja, która wynikła z drobnego nieporozumienia. Stały fragment gry miał być wykonany inaczej. Miała być bezpośrednia wrzutka, zrobiliśmy krótkie rozegranie, strzał i poszła kontra. Legia nie stworzyła sobie za wielu konkretnych sytuacji. Nawet gol padł z kontrataku wcale niespecjalnie przemyślanego, tylko bardziej przypadkowego. Szkoda - przyznaje 30-letni zawodnik.
- Na pewno jesteśmy rozczarowani. Szkoda, że sami strzeliliśmy sobie bramkę. Bo po raz kolejny potrafiliśmy niwelować atuty Legii i ona wcale nie pokazała, że jest od nas jakoś dużo lepsza. Przegraliśmy na własne życzenie, choć do samego końca mieliśmy nadzieję. Wyglądało to zresztą nieźle, poszliśmy do przodu, rzuciliśmy się na nich. Niestety, nie wyszło - dodaje.
Po czterech zwycięstwach z rzędu przyszła kolej na dwie porażki. Patejuka zapytano o to, czy bielszczanom przytrafiła się zniżka formy... - Raczej poprzednie mecze to była zwyżka tej dyspozycji. Myślę, że przeszliśmy oczekiwania działaczy, kibiców, sponsorów, po części też swoje. Wiadomo, że jesteśmy ambitni, chcemy jak najwięcej, ale chyba nikt się nie spodziewał na tym etapie tylu punktów. Te dwie porażki bolą, ale trudno. Trzeba grać dalej - stwierdza Patejuk.
W następnej kolejce bielszczanie spotkają się z Ruchem Chorzów. W przeciwieństwie do wielu komentatorów, Patejuk wymienia "Niebieskich" w gronie głównych kandydatów do mistrzostwa Polski, choć to nie im daje największe szanse. - Ruch puka do czołówki, Śląsk miał dużo szczęścia, ale ostatnio jest w dołku. A Legia jest na fali, prowadzi w tabeli i myślę, że tak pozostanie. To rozwiązanie jest najbardziej prawdopodobne - kończy skrzydłowy Podbeskidzia Bielsko-Biała.
- Na pewno jesteśmy rozczarowani. Szkoda, że sami strzeliliśmy sobie bramkę. Bo po raz kolejny potrafiliśmy niwelować atuty Legii i ona wcale nie pokazała, że jest od nas jakoś dużo lepsza. Przegraliśmy na własne życzenie, choć do samego końca mieliśmy nadzieję. Wyglądało to zresztą nieźle, poszliśmy do przodu, rzuciliśmy się na nich. Niestety, nie wyszło - dodaje.
Po czterech zwycięstwach z rzędu przyszła kolej na dwie porażki. Patejuka zapytano o to, czy bielszczanom przytrafiła się zniżka formy... - Raczej poprzednie mecze to była zwyżka tej dyspozycji. Myślę, że przeszliśmy oczekiwania działaczy, kibiców, sponsorów, po części też swoje. Wiadomo, że jesteśmy ambitni, chcemy jak najwięcej, ale chyba nikt się nie spodziewał na tym etapie tylu punktów. Te dwie porażki bolą, ale trudno. Trzeba grać dalej - stwierdza Patejuk.
W następnej kolejce bielszczanie spotkają się z Ruchem Chorzów. W przeciwieństwie do wielu komentatorów, Patejuk wymienia "Niebieskich" w gronie głównych kandydatów do mistrzostwa Polski, choć to nie im daje największe szanse. - Ruch puka do czołówki, Śląsk miał dużo szczęścia, ale ostatnio jest w dołku. A Legia jest na fali, prowadzi w tabeli i myślę, że tak pozostanie. To rozwiązanie jest najbardziej prawdopodobne - kończy skrzydłowy Podbeskidzia Bielsko-Biała.
Polecane
Ekstraklasa