Stoper Podbeskidzia: Trzeba przestać gadać i wziąć się do roboty
04.08.2013
Stoper i kapitan Podbeskidzia po meczu z Legią był bardzo niezadowolony. - Nie wiem czym byliśmy sparaliżowani, ale w pierwszej połowie mieliśmy więcej otwierających podań w stronę własnej bramki niż w kierunku bramki Legii. Potem wydawało się, że udało się uspokoić nerwy i akurat dostaliśmy "bramę" - rozkładał ręce. To właśnie Konieczny nie upilnował w tej sytuacji Marka Saganowskiego. - Było tu widać cały jego kunszt. Może gdybym go popchnął to coś by to pomogło? - zastanawiał się.
- Dostaliśmy cztery bramki na własne życzenie. Oprócz tego nie strzeliliśmy tego, co mieliśmy pod bramką rywali. Pracujemy nad skutecznością, bo dochodzimy do sytuacji i ich nie wykorzystujemy. Ale przy czterech golach straconych nie ma dla nas rozgrzeszenia - kajał się Konieczny.
W porównaniu do poprzednich meczów w Warszawie, bielszczanie próbowali tym razem utrzymać się dłużej przy piłce, zamiast od razu się jej pozbywać długimi podaniami do przodu. - Trener Michniewicz cały czas stara się nam wpoić, że piłka nożna to jest gra, a nie wybijanie przed siebie. Staramy się, ale w stolicy wychodziło to zgoła odwrotnie.
Bielszczanie szybko wrócili do strefy spadkowej, w której spędzili większą część poprzedniego sezonu. - To jest dla nas ostrzegawczy sygnał i bodziec do pracy. Trzeba zaprzestać gadać, wziąć się do roboty i pokazać charakter. Drużyny się nie poznaje po sukcesie, ale po porażce - podkreślił.
- Dostaliśmy cztery bramki na własne życzenie. Oprócz tego nie strzeliliśmy tego, co mieliśmy pod bramką rywali. Pracujemy nad skutecznością, bo dochodzimy do sytuacji i ich nie wykorzystujemy. Ale przy czterech golach straconych nie ma dla nas rozgrzeszenia - kajał się Konieczny.
W porównaniu do poprzednich meczów w Warszawie, bielszczanie próbowali tym razem utrzymać się dłużej przy piłce, zamiast od razu się jej pozbywać długimi podaniami do przodu. - Trener Michniewicz cały czas stara się nam wpoić, że piłka nożna to jest gra, a nie wybijanie przed siebie. Staramy się, ale w stolicy wychodziło to zgoła odwrotnie.
Bielszczanie szybko wrócili do strefy spadkowej, w której spędzili większą część poprzedniego sezonu. - To jest dla nas ostrzegawczy sygnał i bodziec do pracy. Trzeba zaprzestać gadać, wziąć się do roboty i pokazać charakter. Drużyny się nie poznaje po sukcesie, ale po porażce - podkreślił.
Polecane
Ekstraklasa