Sparing: Rekord - Podbeskidzie 0-5. Strzelili osiem goli jednego dnia!

14.07.2010
Podbeskidzie wygrało drugi dzisiejszy sparing. Tym razem "Górale" nie dali szans IV-ligowemu lokalnemu rywalowi - Rekordowi. Formą błysnął Eryk Kozioł, zdobywca dwóch bramek.
Początkowo wydawało się, że Robert Kasperczyk podzieli kadrę nierównomiernie - najlepsi zagrają ze Skałką, zaś "drugi garnitur" zmierzy się z Rekordem. Było jednak inaczej, wydaje się, że przed południem postawiono na mocniejszy atak, a po południu na teoretycznie lepszą obronę. Paradoks polega na tym, że więcej goli Podbeskidzie zdobyło mając teoretycznie słabsze... przednie formacje. To świadczy o wyrównanej kadrze, ale też - niestety - o klasie rywala. - Przeciwnik faktycznie, nic mu nie ujmując, nie był z najwyższej półki. Chciałem jednak potraktować obu przeciwników poważnie. Mogłem zrobić tak, że w jednym sparingu zagra ligowy skład, a w drugim sama młodzież, ale gdybym na Rekord wystawił młodziutką drużynę, to nie wiem czy byśmy sobie poradzili. A tak myślę, że młodzi poczuli się lepiej, że mogli zagrać 90 minut w otoczeniu zawodników I-ligowych - tłumaczy trener.

Na początku starcia z Rekordem wydawało się, że taki skład będzie miał z lokalnym rywalem spore problemy. W pierwszym kwadransie przewagę osiągnęli "Rekordziści", którzy, głównie za sprawą strzałów Bartosza Woźniaka, byłego piłkarza... Podbeskidzia, stwarzali spore zagrożenie pod bramką Pawła Linki. "Górale", jako drużyna bardziej doświadczona, wytrzymali jednak napór i objęli prowadzenie. Łukasz Matusiak zagrał na prawe skrzydło do Sebastiana Ziajki, który mocnym strzałem z ostrego kąta w krótki róg po raz pierwszy pokonał Macieja Wnętrzaka. Kilka minut później akcję przeprowadził Tomasz Górkiewicz, następnie podał do ustawionego na piątym metrze Eryka Kozioła, a ten podwyższył prowadzenie. W pierwszej połowie Podbeskidzie dobiło Rekord z rzutu karnego, pewnie egzekwowanego przez Krzysztofa Świątka.

Od tego momentu napór gospodarzy mocno zelżał. Na boisku panowali już niepodzielnie I-ligowcy, którzy długim i dokładnym rozgrywaniem akcji zmuszali IV-ligowca do biegania. Żeby nie było żadnych wątpliwości, tuż po przerwie Ziajka podał do Piotra Malinowskiego, a ten wykorzystał sytuację "sam na sam". Warto zauważyć, że w ciągu jednego dnia, gole dla "Górali" zdobywało aż czterech skrzydłowych. Ostra rywalizacja robi swoje. Na 20 minut przed końcem wynik ustalił Kozioł, dla którego było to drugie trafienie w meczu. - Ten pojedynek był troszeczkę szybszy od tego rozegranego przed południem. W Węgierskiej Górce w południe tak prażyło, że tempo gry nie mogło być szybkie. Materiału szkoleniowego wyniosłem jednak więcej z tego pierwszego spotkania - podkreśla Kasperczyk.


autor: Michał Trela

Przeczytaj również