Sparing: Podokręg Żywiec - Podbeskidzie 0-4. Tempo, jak w Polonezie
24.07.2010
Po tym, jak Podbeskidzie w ostatnich trzech meczach sparingowych zdobyło 18 goli nie tracąc żadnego, wydawało się, że wynik meczu z Podokręgiem Żywiec będzie jeszcze bardziej hokejowy. - Może być różnie, bo rywale mają świetny bilans w niedawnych spotkaniach, a my gramy ze sobą pierwszy raz. Wielu najlepszym zawodnikom daliśmy odpocząć, więc średnia wieku w mojej drużynie wynosi... około 20 lat - śmiał się przed pierwszym gwizdkiem Maciej Mrowiec, dziś trener gospodarzy, na co dzień opiekujący się Koszarawą Żywiec. Jego drużyna składała się z piłkarzy grających we wspomnianej Koszarawie, Czarnych-Góralu i Sole Żywiec, a także w Skałce Żabnica. Początek meczu wcale nie pokazywał wielkiej przepaści. Żywczanie grali ambitnie, ustawiali się bardzo defensywnie, dlatego bielszczanie mieli pewne problemy. Zwłaszcza że świetnej sytuacji nie wykorzystał Piotr Koman, który głową trafił prosto w golkipera, będąc... trzy metry od bramki. Gola udało się zdobyć dopiero po 20 minutach. Po podaniu Adama Cieślińskiego uderzał Sebastian Ziajka. Jego pierwszy strzał został zablokowany, ale dobitka z woleja okazała się skuteczna.
Nie minęło 120 sekund, a goście podwyższyli prowadzenie. Dariusz Kołodziej zdobył gola... kompletnie nie w swoim stylu. Lekkim, mierzonym strzałem z pola karnego. Kilka minut później "Kołek" trafił po raz kolejny, w sposób do którego wszystkich przyzwyczaił, choć... też nie do końca. Wychowanek Hutnika Kraków huknął pięknie z dystansu, ale tym razem, co rzadkie, uczynił to prawą nogą. W tym momencie, prowadząc po 30 minutach trzema bramkami, Podbeskidzie stanęło i wyglądało jakby nie bardzo zależało mu na kolejnych golach. - Wczoraj mieliśmy bardzo ciężki trening, wewnętrzną grę w nieprawdopodobnym upale i to się odbiło na dzisiejszej formie. Nie traktowaliśmy tego meczu nawet jako sparing, bo to jest bardziej święto. Nie będę się tu pastwił nad swoimi zawodnikami, bo wiem co przeżyli wczoraj. Mają teraz wolne do wtorku i do tego czasu wypoczną. Mamy tydzień do ligi, chłopcy widzieli klasę rywala, który bardzo się starał, ale umiejętnościami odstawał, więc czasami cofali nogę, nie chcąc nabawić się urazu. Jesteśmy już myślami przy Stróżach! - tłumaczył swoich zawodników Kasperczyk.
Podbeskidzie jeszcze tylko raz zdecydowało się przyspieszyć i to od razu zakończyło się czwartą bramką. Akcję rozpoczął Łukasz Matusiak, który zagrał na lewe skrzydło do Mateusza Żyły. Ten oddał piłkę Mariuszowi Mikodzie, a młody obrońca "Górali" prostopadle podał do Sylwestra Patejuka. Napastnik wycofał piłkę do niekrytego Damiana Chmiela, który podwyższył na 0-4. Cała akcja została przeprowadzona na pełnej szybkości, a futbolówka krążyła jak po sznurku.
Nie minęło 120 sekund, a goście podwyższyli prowadzenie. Dariusz Kołodziej zdobył gola... kompletnie nie w swoim stylu. Lekkim, mierzonym strzałem z pola karnego. Kilka minut później "Kołek" trafił po raz kolejny, w sposób do którego wszystkich przyzwyczaił, choć... też nie do końca. Wychowanek Hutnika Kraków huknął pięknie z dystansu, ale tym razem, co rzadkie, uczynił to prawą nogą. W tym momencie, prowadząc po 30 minutach trzema bramkami, Podbeskidzie stanęło i wyglądało jakby nie bardzo zależało mu na kolejnych golach. - Wczoraj mieliśmy bardzo ciężki trening, wewnętrzną grę w nieprawdopodobnym upale i to się odbiło na dzisiejszej formie. Nie traktowaliśmy tego meczu nawet jako sparing, bo to jest bardziej święto. Nie będę się tu pastwił nad swoimi zawodnikami, bo wiem co przeżyli wczoraj. Mają teraz wolne do wtorku i do tego czasu wypoczną. Mamy tydzień do ligi, chłopcy widzieli klasę rywala, który bardzo się starał, ale umiejętnościami odstawał, więc czasami cofali nogę, nie chcąc nabawić się urazu. Jesteśmy już myślami przy Stróżach! - tłumaczył swoich zawodników Kasperczyk.
Podbeskidzie jeszcze tylko raz zdecydowało się przyspieszyć i to od razu zakończyło się czwartą bramką. Akcję rozpoczął Łukasz Matusiak, który zagrał na lewe skrzydło do Mateusza Żyły. Ten oddał piłkę Mariuszowi Mikodzie, a młody obrońca "Górali" prostopadle podał do Sylwestra Patejuka. Napastnik wycofał piłkę do niekrytego Damiana Chmiela, który podwyższył na 0-4. Cała akcja została przeprowadzona na pełnej szybkości, a futbolówka krążyła jak po sznurku.
Polecane
I liga