Sparing: Podbeskidzie - Termalica 0-0. Fatalna skuteczność "Górali"
13.07.2011
Beniaminek ekstraklasy, który dziś przed południem rozgrywał sparing z Zagłębiem Sosnowiec, zmarnował kilka znakomitych sytuacji, ale trener Robert Kasperczyk i tak względnie zadowolony. - Wiem, co chłopcy robili wczoraj. Jesteśmy w fazie kumulacji wysiłku, praktycznie każdy zagrał dziś po 90 minut. W porównaniu do meczu w Sosnowcu, po południu było zdecydowanie lepiej. Na ten poranny nie dało się po prostu patrzeć - tłumaczył szkoleniowiec.
Po dośrodkowaniu Macieja Rogalskiego z rzutu wolnego już na samym początku meczu "Górale" powinni byli objąć prowadzenie. Nie objęli tylko dlatego, że świetną paradą popisał się Sebastian Nowak, który był przymierzany do Podbeskidzia, i wybił piłkę uderzoną przez Sławomira Cienciałę na słupek. Chwilę później Robert Demjan trafił jeszcze w poprzeczkę.
Druga połowa to już niepodzielne panowanie bielszczan na boisku. Zespół Roberta Kasperczyka przeprowadzał niezwykle koronkowe akcje, po których w idealnych sytuacjach pudłowali podstawowi zawodnicy. Pod bramką nie popisali się m.in. Piotr Malinowski, Rogalski, czy Marek Sokołowski i Michał Osiński. Wszyscy albo z bliska strzelali w bramkarza, albo wysoko ponad bramką. I to ich opiekunowi zdecydowanie się nie podobało...
- Kontrolowaliśmy grę, wymienialiśmy piłki, czego w poprzednich meczach nie było, dlatego nie zgodzę się z tezą, że to był nasz najsłabszy sparing. Ale skuteczność była fatalna! Gdybyśmy taką wykazali w meczu ligowym, to rywal strzeliłby nam dwa gole i byłoby po zawodach. Chłopcy muszą nad tym popracować, bo tu nie może być machania rękami po niewykorzystanej sytuacji. Tu musi być po prostu zimna krew - zaznacza Kasperczyk.
W żadnym z dzisiejszych test-meczów nie pojawił się na boisku Adrian Sikora. - Pojawiły się u niego bóle przemęczeniowe w okolicach przywodzicieli. Obawialiśmy się tego, ale to nic dziwnego, skoro zawodnik trenował przez pół roku indywidualnie. Trzeba go jednak umiejętnie prowadzić, dać mu teraz czas, bo ma olbrzymie możliwości i wierzę, że będzie jesienią naszą gwiazdą - zakończył Robert Kasperczyk.
Po dośrodkowaniu Macieja Rogalskiego z rzutu wolnego już na samym początku meczu "Górale" powinni byli objąć prowadzenie. Nie objęli tylko dlatego, że świetną paradą popisał się Sebastian Nowak, który był przymierzany do Podbeskidzia, i wybił piłkę uderzoną przez Sławomira Cienciałę na słupek. Chwilę później Robert Demjan trafił jeszcze w poprzeczkę.
Druga połowa to już niepodzielne panowanie bielszczan na boisku. Zespół Roberta Kasperczyka przeprowadzał niezwykle koronkowe akcje, po których w idealnych sytuacjach pudłowali podstawowi zawodnicy. Pod bramką nie popisali się m.in. Piotr Malinowski, Rogalski, czy Marek Sokołowski i Michał Osiński. Wszyscy albo z bliska strzelali w bramkarza, albo wysoko ponad bramką. I to ich opiekunowi zdecydowanie się nie podobało...
- Kontrolowaliśmy grę, wymienialiśmy piłki, czego w poprzednich meczach nie było, dlatego nie zgodzę się z tezą, że to był nasz najsłabszy sparing. Ale skuteczność była fatalna! Gdybyśmy taką wykazali w meczu ligowym, to rywal strzeliłby nam dwa gole i byłoby po zawodach. Chłopcy muszą nad tym popracować, bo tu nie może być machania rękami po niewykorzystanej sytuacji. Tu musi być po prostu zimna krew - zaznacza Kasperczyk.
W żadnym z dzisiejszych test-meczów nie pojawił się na boisku Adrian Sikora. - Pojawiły się u niego bóle przemęczeniowe w okolicach przywodzicieli. Obawialiśmy się tego, ale to nic dziwnego, skoro zawodnik trenował przez pół roku indywidualnie. Trzeba go jednak umiejętnie prowadzić, dać mu teraz czas, bo ma olbrzymie możliwości i wierzę, że będzie jesienią naszą gwiazdą - zakończył Robert Kasperczyk.
Polecane
Ekstraklasa