Sławomir Cienciała: Ja bym w tej ekstraklasie chciał zacząć grać...
17.08.2012
Cienciała był podstawowym zawodnikiem Podbeskidzia, w sezonie, w którym bielszczanie wywalczyli awans do ekstraklasy. Grał też w pamiętnych pucharowych meczach. To on wyprowadził "Górali" na boisko jako kapitan na pierwszy mecz w ekstraklasie przeciwko Jagiellonii Białystok. Jednak pierwsze zderzenie z elitą nie było udane. Prawy obrońca zagrał tylko w ośmiu meczach, a z nim w podstawowym składzie beniaminek ani razu nie wygrał.
Zimą - jak zapewniał trener Robert Kasperczyk - doszedł jednak do wysokiej dyspozycji. Tyle, że w tym momencie przytrafiła mu się ciężka kontuzja. - Rzeczywiście, może powinienem być na prezentacji przedstawiany jako nowy zawodnik - uśmiecha się wychowanek Beskidu Skoczów. - To były długie miesiące żmudnej rehabilitacji, dawno nie było mnie na ligowych boiskach - potwierdza. Wiosną nie pojawił się na nich ani razu. W międzyczasie Marek Sokołowski został cofnięty z boku pomocy na bok obrony i przejął - decyzją trenera - kapitańską opaskę.
- Konkurencja w składzie jest naprawdę spora, na mojej pozycji gra Marek, ale ja chcę powalczyć o miejsce w składzie. W każdej drużynie musi być rywalizacja - zauważa 29-latek. Mimo długiej nieobecności na boiskach kibice o nim nie zapomnieli. Na prezentacji drużyny został przywitany owacjami. Skandowane było też jego nazwisko. - To jest niesamowite uczucie, że ludzie cały czas pamiętają o mnie, o tych chwilach radości, które kiedyś im dałem wraz z kolegami - mówi.
- Czy to prawda, że drugi sezon jest dla beniaminka najtrudniejszy? Szczerze... nie wiem. Pierwszy raz jestem w tej sytuacji, więc to dla mnie też będzie nowe doświadczenie. Przede wszystkim, ja bym wreszcie chciał w tej ekstraklasie zacząć grać... - kończy.
Zimą - jak zapewniał trener Robert Kasperczyk - doszedł jednak do wysokiej dyspozycji. Tyle, że w tym momencie przytrafiła mu się ciężka kontuzja. - Rzeczywiście, może powinienem być na prezentacji przedstawiany jako nowy zawodnik - uśmiecha się wychowanek Beskidu Skoczów. - To były długie miesiące żmudnej rehabilitacji, dawno nie było mnie na ligowych boiskach - potwierdza. Wiosną nie pojawił się na nich ani razu. W międzyczasie Marek Sokołowski został cofnięty z boku pomocy na bok obrony i przejął - decyzją trenera - kapitańską opaskę.
- Konkurencja w składzie jest naprawdę spora, na mojej pozycji gra Marek, ale ja chcę powalczyć o miejsce w składzie. W każdej drużynie musi być rywalizacja - zauważa 29-latek. Mimo długiej nieobecności na boiskach kibice o nim nie zapomnieli. Na prezentacji drużyny został przywitany owacjami. Skandowane było też jego nazwisko. - To jest niesamowite uczucie, że ludzie cały czas pamiętają o mnie, o tych chwilach radości, które kiedyś im dałem wraz z kolegami - mówi.
- Czy to prawda, że drugi sezon jest dla beniaminka najtrudniejszy? Szczerze... nie wiem. Pierwszy raz jestem w tej sytuacji, więc to dla mnie też będzie nowe doświadczenie. Przede wszystkim, ja bym wreszcie chciał w tej ekstraklasie zacząć grać... - kończy.
Polecane
Ekstraklasa