"Śląskie z nogą w głowie": Melodie przeszłości

13.07.2013
Czasem mam wrażenie, że w Podbeskidziu lubią tylko te melodie, które znają. Nieważne, co się z danym zawodnikiem działo przez lata, kiedy go w Bielsku-Białej nie było. Ważne, że kiedyś był!
Czemu tu się zresztą dziwić, kiedy sam prezes Wojciech Borecki wyjeżdża z Bielska jak Nicolas Cage z miasteczka Red Rock – już ma wyjechać, ale zawsze coś go cofnie, więc wraca. Tak samo zawodnicy. Z całej masy powrotów do Podbeskidzia udały się dwa, a tak naprawdę jeden. Ale co tam, zawsze warto spróbować! Wszyscy zawsze powiedzą: a może a nuż „odpali” i wtedy wszystkim będzie łyso, co? „Odpali”. Tego legendarnego odpalenia nigdy nie widziałem. Jest jak yeti. Jak ktoś gra dobrze, to albo dlatego, że ma talent, albo formę, ale „odpalenie” pod te kategorie nie podchodzi – odpalenie ma w sobie coś magicznego. Ktoś przychodzi i z soboty na niedzielę odpala. Takie rzeczy tylko w filmach. 130 zawodnik rankingu wygrywa Wimbledon tylko w filmie „Wimbledon”. W życiu dochodzi najwyżej do ćwierćfinału.

Wszystkich prezesów Podbeskidzia dzieliło bardzo wiele, ale łączyło to, że uwielbiali powroty. Wracali więc do Bielska – lekką licząc – Grzegorz Bogdan, Mariusz Sacha, Mieczysław Sikora, Adrian Sikora, Marek Sokołowski, Tomasz Górkiewicz, Dariusz Kołodziej, a gdyby się udało wróciliby też Sylwester Patejuk, Maciej Szmatiuk, Marcin Radzewicz czy Kamil Adamek. No, a teraz Chrapek.

PRZECZYTAJ CAŁY TEKST "MELODIE PRZYSZŁOŚCI" NA "ŚLĄSKIM Z NOGĄ W GŁOWIE"

Nie ma co się z tego śmiać, bo to jest naprawdę dramatyczna historia. Tego chłopaka strasznie szkoda, bo się rozsypał totalnie i stracił najlepsze lata kariery. Życzę mu z całych sił powrotu do dawnej formy. Obrana początkowo droga była dobra – najpierw okręgówka, w niej parę goli, potem spokojne przygotowanie w III lidze, runda albo sezon tam i jeśli wszystko będzie w porządku to wtedy można pomyśleć o powrocie do Podbeskidzia. Wszystkim zawróciły jednak w głowie te gole strzelane w sparingach. Fajnie, że je strzelił, ale to NIC nie znaczy. Podbeskidzie jest jednak klubem ekstraklasowym – wiem, że patrząc na jego organizację, „marketing”, stronę itd. ciężko to stwierdzić, ale jednak – i powinno stawiać jakiekolwiek wymagania. Każdy doskonale wiedział, że Chrapek nie był nigdy jakimś doskonałym piłkarzem. Cała jego siła to był zryw, przyspieszenie, błysk, iskra. Kiedyś to miał. Tyle, że to było kiedyś, cztery kontuzje i dwa wypadki temu. Czy dalej to ma? Nie wiem. Może tak. Ale sęk w tym, że Borecki i Michniewicz też tego nie wiedzą. Nie widzieli go. Nie wiedzą, czy ma coś jeszcze. Nie wiedzą, czy po dwóch tygodniach treningów z ekstraklasowymi obciążeniami się nie rozsypie.

Pewnym rozwiązaniem mogłoby być podpisanie kontraktu takiego, jak Górnik swego czasu z Bartłomiejem Grzelakiem, o którym też wiadomo było, że jest ze szkła – do pierwszej kontuzji. Wytrzymał cztery dni. Ale Podbeskidzie takiego kontraktu z Chrapkiem nie podpisze. Nie wierzę. Przecież jest nasz, „może odpali”.
Chrapek odgraża się, że jest brany pod uwagę w kontekście pierwszej drużyny i że w ogóle nie ma tematu stałych występów w rezerwach, a jednocześnie mówi, że jak nie wyjdzie z Podbeskidziem to będzie grał na tym samym poziomie, co te rezerwy. Trochę lodu na głowę. Niech najpierw sam sprawdzi czy jeszcze jest piłkarzem czy już tylko byłym piłkarzem.

PRZECZYTAJ CAŁY TEKST "MELODIE PRZYSZŁOŚCI" NA "ŚLĄSKIM Z NOGĄ W GŁOWIE"
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również