Sebastian Nowak: Czekam na derby i... pieniądze z Górnika (wywiad)

28.02.2012
Grał w Ruchu i Górniku, a latem mógł trafić do Podbeskidzia. Wybrał Termalicę Nieciecza, jednak związków ze Śląskiem nie zerwał. O naszych klubach rozmawiamy z Sebastianem Nowakiem.
W wieku 29 lat po raz pierwszy wyjechał pan grać w klubie spoza Śląska. Jak się panu powodzi w Niecieczy?

Sebastian Nowak: - A, dziękuję, bardzo dobrze. Mamy na ten moment miejsce premiowane awansem do ekstraklasy, więc jest to bardzo dobry wynik. Życzyłbym sobie, żeby się utrzymał do końca rundy rewanżowej, bo to by oznaczało, że Termalica Bruk-Bet Nieciecza będzie grała w ekstraklasie.

Jakie pan widzi na to szanse?

- Stawka jest naprawdę wyrównana. Teraz zespoły są takiego pokroju, że każdy z każdym może wygrać i przegrać. Wydaje się, że Pogoń Szczecin jest bardzo mocna, ale myślę, że też będzie gubić punkty. Walka o awans powinna się rozstrzygnąć między pięcioma - sześcioma zespołami, więc jest to spora grupa i mam nadzieję, że to by będziemy w tej zwycięskiej dwójce.

Wyobraża pan sobie Niecieczę w ekstraklasie? Bo wiele osób tego nie potrafi...

- Dochodzą nas takie słuchy, ale ja powiem tak, pod względem organizacyjnym Termalica zapewnia nam spokój w głowach. Jeśli chodzi o pensje, pod tym względem nie możemy narzekać. Mamy wszystko regulowane na czas, a dobrze wiemy, jak to wygląda w klubach z ekstraklasy. Myślę, że ze strony niektórych to może być zawiść, że klub z niewielkiej miejscowości może grać w najwyższej lidze, ale z drugiej strony niejeden piłkarz chciałby mieć tak spokojną głowę. Termalica nam nie zalega, a ja do tej pory, gdzie bym nie grał, zawsze miałem z tym problem, mimo że to była ekstraklasa... Wielu zawodników chciałoby być na naszym miejscu.

Tymczasem z Zabrza dochodzą słuchy, że Górnik nadal nie spłaca zaległości wobec pana...

- I dobre są to słuchy. Powiem tak: mam już któreś tam porozumienie, do porozumienia, ale jestem w stałym kontakcie z działaczami z Zabrza i mam nadzieję, że wreszcie otrzymam swoje zaległe pieniądze, bo one mi się należą. Ja ich nie ukradłem i jestem już z działaczami po słowie. Tak naprawdę mógłbym oddać sprawę do sądu, ale poczekam jeszcze spokojnie. Termalica zapewnia mi bieżący byt i może dlatego moja cierpliwość jest dość spora. Ale liczę na to, że przed sprawami o licencję na przyszły sezon Górnik wyrówna moje zaległości. Mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku, bo nie chciałbym wchodzić na drogę sądową. To później nie najlepiej się odbija zarówno dla klubu, jak i dla samego poszkodowanego.

Grał pan w Górniku i w Ruchu, a latem był pan bardzo blisko trzeciego klubu z województwa śląskiego - Podbeskidzia. Dlaczego ostatecznie wybrał pan Niecieczę? Zdecydowały względy finansowe, czy pewniejsze miejsce w składzie?

- Nikt mi nie powiedział, że w Termalice będę od razu bronił. Wiadomo, trener Duszan Radolsky znał mnie z naszej współpracy z Ruchu Chorzów, ale nie powiedział mi, że przychodzę tam i na pewno będę grał. O tę bramkę musiałem sam powalczyć.

Oczywiście, ale wydaje się, że w Podbeskidziu byłoby o grę trudniej.

- Na pewno pod tym względem, że Richard Zajac ma bardzo udany sezon. Ale znam się z Robertem Mioduszewskim, trenerem bramkarzy, i sprawę przedstawił jasno, że będziemy rywalizować o miano bramkarza numer jeden. Zdecydowałem się na Termalikę, bo... nie będę oszukiwał, ważne były względy finansowe. Lata lecą, a człowiek tak naprawdę nic nie ma zarobione, bo gdzie nie był, to wiecznie musiał się o swoje pieniądze upominać.

Nieciecza gra jednak ligę niżej...

- Tak, ale zapowiadano, że do Bielska miałbym przyjść walczyć o utrzymanie. Ja miałem już z tym do czynienia, bo spadłem i Ruchem i z Górnikiem. Później udało mi się awansować z tymi drużynami, ale to naprawdę jest ciężkie, a tutaj jednak było powiedziane, że mamy walczyć o górne lokaty. Też miało to jakieś znaczenie. Doszedł jeszcze fakt, że mam dwójkę dzieci. Żona jest z Rzeszowa, a więc wszystkie wyjazdy na zgrupowania czy mecze powodują, że mogę liczyć też na pomoc teściów. Żona tyle lat siedziała ze mną na Śląsku, a teraz ja postanowiłem to zmienić. Wyboru swojego nie żałuję. Mam tylko nadzieję, że kontuzje będą mnie omijały, bo przez te pół roku miałem dwa dość poważne urazy. Nikomu nie życzę kontuzji, bo to i bolesne i wstrzymuje rozwój piłkarski.

Wśród piłkarzy, którzy długo grali na Śląsku, panuje opinia, że finansowo może i kluby z tego regionu nie domagają, ale takiego klimatu dla piłki, jak tam, nie ma nigdzie indziej. Pan by się pod tym podpisał?

- Na pewno się pod tym podpiszę. Mamy mały stadion, często jest nawet nadkomplet, ale atmosfery nie da się porównać do meczów na Śląsku, zwłaszcza derbowych Ruchu z Górnikiem. Jednak pod względem kibicowskim drużyny na Śląsku prezentują się bardzo dobrze i troszkę tego zainteresowania ze strony kibiców tutaj brakuje. Ale być może dla mnie to jest trochę okres wyciszenia, a jak awansujemy, znowu będzie głośno.

Losy Ruchu i Górnika śledzi pan na bieżąco?

- Oczywiście, cały czas jestem w telefonicznym kontakcie z chłopakami z obu drużyn. Śledzę, kibicuję im, żeby wiodło się im jak najlepiej. Z niecierpliwością czekam też na derby. Wiadomo, nie ze wszystkimi ludźmi z tych klubów jestem w dobrych stosunkach, ale mam tam bardzo dobrych kolegów i często do siebie dzwonimy, by porozmawiać o sprawach sportowych i pozasportowych.

Mówi pan, że czeka z niecierpliwością na derby. A komu kibicuje w nich były piłkarz... obu klubów?

- Nie zdradzę tego, żeby mnie o nic nie posądzano. Chciałbym, żeby te najbliższe derby były naprawdę wielkie. Żeby pod względem kibicowskim wszystko było w porządku. Wiadomo, że są to kluby, które nie darzą się sympatią, ale chciałbym, żeby derby były w spokojnej atmosferze, bez burd. Oby kibice skupili się na dopingowaniu swoich drużyn, a nie na ubliżaniu przeciwnikom. I jeszcze żeby o tych derbach było głośno w Polsce pod względem sportowym, a nie z tego, co się działo poza stadionem na przykład.

A jak w takim razie ocenia pan postawę Ruchu i Górnika w tym sezonie?

- Rozmawiałem z chłopakami z Ruchu i oni mieli świadomość tego, że są dobrze przygotowani do rundy i całego sezonu. Tak więc dla mnie postawa chorzowian nie jest zaskoczeniem. Dysponują super atakiem. Maciek Jankowski z Arkiem Piechem świetnie się uzupełniają. Jest jeszcze Paweł Abbott, teraz doszedł Andrzej Niedzielan. Z przodu są bardzo mocni. A Górnik jednak pokazuje charakter. Na początek całkowicie zneutralizowali Legię. Myślę, że zabrzanie powinni mieć punktów troszkę więcej. Aczkolwiek najważniejsze, żeby tam wszystko dobrze zostało poukładane finansowo, a chłopaki na pewno spokojnie się utrzymają. Teraz od działaczy zależy, czy piłkarze będą się mogli skupić na graniu, a nie na tym, kiedy dostaną wypłaty. Ja rozumiem, że na premie można poczekać, ale wypłaty jednak powinni mieć regulowane. W Chorzowie też nie jest różowo pod względem finansowym, ale chyba nie aż tak źle jak w Zabrzu.

A Podbeskidzie - wbrew pana obawom - wcale o utrzymanie nie walczy...

- Pełen respekt za to, co robią. Trener Robert Kasperczyk wykonuje tam świetną robotę, bo nikt się nie spodziewał takich wyników. Wszyscy skazywali jednak Podbeskidzie na walkę o utrzymanie, a oni robią psikusa i potrafią wygrywać z najlepszymi, jak na Legii. Oglądałem też mecz Podbeskidzia z Widzewem i bielszczanie byli zdecydowanie lepsi. Naprawdę szacunek dla beniaminka. Widać, że chce im się grać. Dramatycznej walki o utrzymanie nie ma i dobrze, bo chciałbym, by jak najwięcej śląskich klubów grało w ekstraklasie, bo wtedy są zawsze fajne derby.

To może wiosną awansujecie wspólnie z Piastem Gliwice?

- Powiem szczerze, że nie obraziłbym się na takie rozwiązanie. Myślę, że dla polskiej piłki też byłoby to fajne. Termalica w ekstraklasie byłaby takim egzotycznym przeciwnikiem dla innych zespołów, a Piast ma nowy stadion, fajne zaplecze sportowe. Jeżeli miałoby tak się ułożyć, to byłbym bardzo zadowolony.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również