Sandecja - Podbeskidzie 0-1. "Górale" uciekają przeciwnikom w tabeli
30.10.2010
Bielszczanie rozpoczęli arcyważny mecz bardzo odważnie. Podbeskidzie grało wysokim pressingiem i pokazało, że obrona rywali wcale nie jest najpewniejsza. Pierwszą sytuację stworzyli jednak gospodarze. Maciej Kowalczyk dobrze podał do Vladimira Kukola, który uciekł Michałowi Osińskiemu i... uderzył wysoko nad bramką. W odpowiedzi gola powinien zdobyć Robert Demjan, ale w idealnej sytuacji nie trafił w piłkę głową.
"Górale" nie poddawali się i ich starania zostały wynagrodzone pod koniec pierwszej połowy. Sebastian Ziajka fantastycznie podał z własnej połowy za plecy obrońców do Sylwestra Patejuka, który spokojnie wyczekał bramkarza i posłał futbolówkę do siatki. - Sytuacja sam na sam jest jedną z łatwiejszych, jaka może się zdarzyć, dlatego nie miałem problemów ze zdobyciem gola. Dobrze realizowaliśmy przedmeczowe założenia, ale gdybyśmy tego nie robili, nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy - tłumaczył strzelec gola w przerwie.
W drugiej połowie bielszczanie nadal kontrolowali grę i mieli więcej sytuacji bramkowych. Szczególnie groźne było piękne uderzenie z woleja Sebastiana Ziajki, który huknął pod poprzeczkę, ale fantastycznie interweniował Marek Kozioł. Bramkarz Sandecji uratował też swoją drużynę w ostatnim kwadransie, kiedy po dośrodkowaniu Ziajki nożycami uderzył Robert Demjan. W końcówce Jano Frohlich, kapitan Sandecji, faulował słowackiego napastnika Podbeskidzia, za co obejrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Gospodarze grali przez całe zawody bardzo niedokładnie, przez co nie udało im się stworzyć klarownych sytuacji. W końcówce okazje bramkowe mieli jeszcze Piotr Malinowski i Łukasz Matusiak, ale obaj minimalnie spudłowali. Bielszczanie wygrali więc szlagierowy mecz i odskoczyli grupie pościgowej - Piastowi Gliwice i Sandecji na pięć punktów.
"Górale" nie poddawali się i ich starania zostały wynagrodzone pod koniec pierwszej połowy. Sebastian Ziajka fantastycznie podał z własnej połowy za plecy obrońców do Sylwestra Patejuka, który spokojnie wyczekał bramkarza i posłał futbolówkę do siatki. - Sytuacja sam na sam jest jedną z łatwiejszych, jaka może się zdarzyć, dlatego nie miałem problemów ze zdobyciem gola. Dobrze realizowaliśmy przedmeczowe założenia, ale gdybyśmy tego nie robili, nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy - tłumaczył strzelec gola w przerwie.
W drugiej połowie bielszczanie nadal kontrolowali grę i mieli więcej sytuacji bramkowych. Szczególnie groźne było piękne uderzenie z woleja Sebastiana Ziajki, który huknął pod poprzeczkę, ale fantastycznie interweniował Marek Kozioł. Bramkarz Sandecji uratował też swoją drużynę w ostatnim kwadransie, kiedy po dośrodkowaniu Ziajki nożycami uderzył Robert Demjan. W końcówce Jano Frohlich, kapitan Sandecji, faulował słowackiego napastnika Podbeskidzia, za co obejrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Gospodarze grali przez całe zawody bardzo niedokładnie, przez co nie udało im się stworzyć klarownych sytuacji. W końcówce okazje bramkowe mieli jeszcze Piotr Malinowski i Łukasz Matusiak, ale obaj minimalnie spudłowali. Bielszczanie wygrali więc szlagierowy mecz i odskoczyli grupie pościgowej - Piastowi Gliwice i Sandecji na pięć punktów.
Polecane
I liga