"Ruch i Podbeskidzie mnie rozczarowały. Za to Górnik prezentuje jakość!"
Jak ocenia pan remis Ruchu z ŁKS-em?
- Jako niemiłą niespodziankę. Wszyscy byli raczej pewni, że ze spadkowiczem chorzowianie zgarną trzy punkty. Ale piłka jest nieprzewidywalna i niestety nastąpiła strata „oczek”… Nikt w tej dyscyplinie punktów za darmo nie daje i każdą zdobycz trzeba rywalowi po prostu wyszarpać. A gdy traci się je na dwie kolejki przed końcem rozgrywek to jest to tylko ze stratą dla siebie.
ŁKS nie jest zbyt silną drużyną. Ich przygotowania do rundy wiosennej pozostawiały wiele do życzenia… a mimo to Ruch stracił z nimi punkty.
- Od przygotowań do sezonu mija już drugi miesiąc, przecież to było pod koniec lutego, a teraz mamy już początek maja. To co zaniedbano w Łodzi w czasie okresu przygotowawczego - już dawno zostało nadrobione. Zresztą, ŁKS nie zasypiał gruszek w popiele. Przypominam ich ostatnie spotkania, gdy tracili punkty, ale czasami dorównywali tym najlepszym. Im bliżej końca sezonu tym ich forma rośnie, bo są dłużej ze sobą. Jako drużyna różnią się teraz od czasu początku rundy. Ale co by nie mówić o tej drużynie - remis z nimi jest stratą punktu. Wicelider grając z przedostatnią drużyną tabeli musi wygrać. Jeśli zespół walczy o mistrzostwo to wiąże się z tym pewna odpowiedzialność.
Strata punktów Ruchu jest o tyle bolesna, że swojego meczu nie wygrała również Legia. „Niebiescy” mogli być już liderem…
- Ruch remisuje, Legia remisuje… Wniosek jest więc prosty: nie można powiedzieć, że mistrzostwo umknęło chorzowianom. Wszystkie zespoły mają kłopoty, nikt nie jest w wysokiej formie i kolejne mecze przychodzą im z trudnością. W zasadzie tylko Lech złapał „wiatr w żagle” i kto wie czy końcówka nie będzie należała nawet do poznaniaków… Została ostatnia prosta - 6 punktów do wzięcia. Ruch musi pokonać Lechię i Cracovię, a wtedy wszystko może się zdarzyć. Naprawdę, każdy scenariusz jest możliwy. Łącznie z tym, że Ruch może zostać mistrzem Polski.
Zostawmy Ruch. W piątek odbyło się spotkanie określane „derbikami” Śląska. Jest pan zaskoczony wynikiem spotkania Górnika z Podbeskidziem?
- Nie, w żadnym wypadku. Zwycięstwo Górnika było w tym meczu spokojne i w pełni zasłużone. Z Bielska od jakiegoś czasu dobiegają głosy o tym, że utrzymali się w lidze i mogą próbować pewnych wariantów, więc można było się spodziewać ich kolejnej porażki. Mnie się to nie bardzo podoba. Profesjonalna piłka wymaga tego, aby w każdym meczu walczyć o zwycięstwo. To, że Podbeskidzie dobrze prezentowało się w trakcie sezonu, przestaje mieć znaczenie. Na ich postawę w ekstraklasie cień kładą właśnie ostatnie wyniki.
Niektórzy chwalą trenera Kasperczyka za to, że właśnie testuje teraz nowych zawodników, rozwiązania taktyczne…
- Nie przesadzajmy z tym. Ilu zawodników, ile nowych rozwiązań jest w stanie przetestować w tym czasie? To taka trochę „mowa-trawa”. Zespół jest od tego, żeby wygrywać! I tyle. Nie ważne czy jest na miejscu trzecim, piątym czy ósmym. Nie podoba mi się to. A co jeśli Podbeskidziu nie będzie szło w przyszłym sezonie? To będą się tłumaczyć, że za późno rozpoczęli testowanie tych nowych wariantów?
Mówi pan, że zespół jest od wygrywania… Ta sztuka całkiem nieźle udaje się na wiosnę Górnikowi.
- Ta runda jest dla Górnika bardzo przyzwoita. To zespół, który prezentuje jakość. Zabrzanie to bardzo pozytywna drużyna w ekstraklasie. Oni właśnie grają o zwycięstwa i udaje im się to realizować.
Bardzo chwalony za te osiągnięcia jest trener Nawałka.
- Rola trenera jest taka, aby wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafi. Jeśli mu się to udaje to satysfakcja jest wtedy ogromna. Są wtedy pochwały z różnych stron; dziennikarzy, działaczy, czy innych trenerów. Z takim przypadkiem mamy do czynienia właśnie w Zabrzu. Trener Nawałka wykonuje świetną pracę i życzę Adamowi krótko: „oby tak dalej”!
Rozmawiał Maciej Smolewski.