Rozmawiamy z kapitanami naszych klubów. Cienciała bywa niemiłym kolegą
04.09.2011
To był jeden z bardziej przejmujących momentów w ostatnich latach na meczach bielszczan. Drużyna, która miała walczyć o awans, przegrywała spotkanie za spotkaniem. Właśnie w listopadowej wichurze, przy niemal pustym stadionie, zawodnicy Marcina Brosza przegrali z GKS-em Katowice 1-3. Nieliczni kibice obrzucali piłkarzy bluzgami, więc ci po ostatnim gwizdku szybko uciekli do szatni. Tylko jeden Cienciała pozostał na boisku i zaczął iść w stronę "młyna". To radykalnie zmieniło nastroje kibiców, którzy zaczęli skandować "Jedyny góral, Cienciała jedyny góral".
Ta sytuacja sprzed ledwie dwóch lat bardzo dobrze pokazuje charakter Cienciały. Otwarty dla wszystkich, ale potrafiący iść pod prąd. Jaki jest w szatni dla reszty drużyny? - Staram się być dobrym kolegą, ale... czasem muszę być niemiłym kolegą i powiedzieć co, kto ma zrobić. Takie zadania ma kapitan. Oprócz tego mam też więcej obowiązków, sporo na głowie. Nie chodzi tylko o kontakty z mediami, bo to akurat jest przyjemne. Jakby nikt nie przychodził to by znaczyło, że nic się nie dzieje - uśmiecha się prawy obrońca.
Choć dziś wychowanek Beskidu Skoczów ma 28 lat i rankingu najmłodszych kapitanów wyprzedził go Tomasz Podgórski z Piasta Gliwice, to jednak Cienciała również bardzo szybko dostał opaskę. Zdarzało mu się ją nosić wcześniej, lecz na stałe przejął ją po odejściu Łukasza Merdy w wieku 26 lat. - Tak się jakoś zawsze zdarzało, że trenerzy obdarzali mnie tym zaufaniem. To jest wielka przyjemność wyprowadzić chłopaków na boisko. Zwłaszcza na mecze ekstraklasy - podkreśla.
Prawy obrońca w Bielsku-Białej przeżył tak wiele, jak nikt inny. Trafił do klubu już w 2004 roku i - z przerwą na roczne wypożyczenie do Beskidu Skoczów - gra w nim do dziś. Przetrwał całą epokę, czasy dobre, bardzo złe i ponownie dobre. Skąd jednak brała się opaska na jego ręce? Decydowali o tym trenerzy, czy też demokratyczne wybory? - Zazwyczaj jednak to szkoleniowcy decydowali, że będę nosił opaskę. Jeśli jednak trzeba będzie się poddać głosowaniu wewnątrz drużyny to chętnie to zrobię. Nie chciałbym bym być żadnym dyktatorem. Na razie ją noszę, a co będzie dalej, zobaczymy w grudniu - kończy kapitan Podbeskidzia.
Ta sytuacja sprzed ledwie dwóch lat bardzo dobrze pokazuje charakter Cienciały. Otwarty dla wszystkich, ale potrafiący iść pod prąd. Jaki jest w szatni dla reszty drużyny? - Staram się być dobrym kolegą, ale... czasem muszę być niemiłym kolegą i powiedzieć co, kto ma zrobić. Takie zadania ma kapitan. Oprócz tego mam też więcej obowiązków, sporo na głowie. Nie chodzi tylko o kontakty z mediami, bo to akurat jest przyjemne. Jakby nikt nie przychodził to by znaczyło, że nic się nie dzieje - uśmiecha się prawy obrońca.
Choć dziś wychowanek Beskidu Skoczów ma 28 lat i rankingu najmłodszych kapitanów wyprzedził go Tomasz Podgórski z Piasta Gliwice, to jednak Cienciała również bardzo szybko dostał opaskę. Zdarzało mu się ją nosić wcześniej, lecz na stałe przejął ją po odejściu Łukasza Merdy w wieku 26 lat. - Tak się jakoś zawsze zdarzało, że trenerzy obdarzali mnie tym zaufaniem. To jest wielka przyjemność wyprowadzić chłopaków na boisko. Zwłaszcza na mecze ekstraklasy - podkreśla.
Prawy obrońca w Bielsku-Białej przeżył tak wiele, jak nikt inny. Trafił do klubu już w 2004 roku i - z przerwą na roczne wypożyczenie do Beskidu Skoczów - gra w nim do dziś. Przetrwał całą epokę, czasy dobre, bardzo złe i ponownie dobre. Skąd jednak brała się opaska na jego ręce? Decydowali o tym trenerzy, czy też demokratyczne wybory? - Zazwyczaj jednak to szkoleniowcy decydowali, że będę nosił opaskę. Jeśli jednak trzeba będzie się poddać głosowaniu wewnątrz drużyny to chętnie to zrobię. Nie chciałbym bym być żadnym dyktatorem. Na razie ją noszę, a co będzie dalej, zobaczymy w grudniu - kończy kapitan Podbeskidzia.
Polecane
Ekstraklasa