Rok temu z Bełchatowem zagrał mecz życia. Teraz gra tak... co tydzień

27.09.2011
Zeszłoroczny mecz Pucharu Polski pomiędzy Podbeskidziem Bielsko-Biała a GKS-em Bełchatów był dla Sylwestra Patejuka przełomowy. Od tego momentu - powoli - zaczął się stawać liderem "Górali".
W październiku zeszłego roku bielszczanie zmierzyli się w 1/8 finału krajowego pucharu również z bełchatowianami. Wówczas sytuacja Patejuka w drużynie była zupełnie inna. Po pierwszym sezonie w Bielsku-Białej, w którym został najlepszym strzelcem zespołu walczącego o utrzymanie, stracił miejsce w składzie na rzecz Adama Cieślińskiego i Roberta Demjana, którzy wtedy byli zadziwiająco skuteczni. Mecz z Bełchatowem był więc dla Patejuka jedną z rzadkich szans pokazania się od pierwszej minuty.

Powiedzieć, że zagrał wtedy zjawiskowo, to nic nie powiedzieć. Napastnik był wówczas wszędzie na boisku i wszędzie spisywał się fantastycznie. Strzelił jednego gola, drugiego dołożył Demjan, jednak wynik nie oddaje tego, jak bardzo "Górale", grający w teoretycznie rezerwowym składzie, zmiażdżyli wówczas jedną z czołowych drużyn ligi, występującą w najsilniejszym ustawieniu. O Patejuku, który do tego momentu był skuteczny, lecz raczej chaotyczny, momentami nieokrzesany, jak przystało na zawodnika, który w wieku 28 lat po raz pierwszy trafił na szczebel I ligi. Ten występ pokazał, że wychowanek Hutnika Warszawa może grać tak, jak gra teraz.

Końcem wiosny, gdy rozstrzygały się losy awansu do ekstraklasy, Cieśliński zmagał się już z kontuzją, Demjan był zdecydowanie mniej skuteczny i to właśnie Patejuk "robił" bielszczanom grę z przodu. Wysoką formę utrzymał w letnich sparingach, jednak w lidze na początku nie dostawał szansy. W pierwszym składzie wyszedł na Legię w Warszawie. Znów biegał od jednej linii końcowej do drugiej, strzelił fenomenalnego gola przewrotką, a jego koledzy podkreślają, że to nie przypadek, bo podobne bramki zdobywa na treningach.



- Nie wiem, czy to jest moja życiowa forma, ciężko powiedzieć. Ja dopiero robię pierwsze kroki w tej ekstraklasie. Będę mógł powiedzieć coś więcej jak skończy się sezon - mówi skromnie najlepszy obecnie zawodnik bielszczan. Ekstraklasa chyba nie jest dla pana jednak taka straszna? - dopytujemy. - Nie, ja się tak strasznie nie czuję. Czuję się dobrze, ale nie chciałbym oceniać swojej formy. Jest wiele osób od tego - dodaje.

A więc oceniamy... O tym, w jakiej formie znajduje się obecnie Patejuk, najdobitniej świadczy sytuacja z drugiej połowy meczu Podbeskidzia z Lechią. Jeden z zawodników dogrywa wysoką piłkę z rzutu rożnego na 20. metr, gdzie jest ustawiony ten napastnik, on potężnie uderza piłkę z woleja i z trudem łapie ją bramkarz. Ośmiu na dziesięciu zawodników ekstraklasy nie trafiłoby w piłkę. Ten, który by trafił, posłałby piłkę poza stadion.

Zaś o jego nastawieniu psychicznym do ekstraklasy świadczy akcja bramkowa z tego samego meczu, gdy Brazylijczyk Deleu miał do piłki pięć metrów, a Patejuk piętnaście, jednak popędził do niej, dopadł daleko przed linią końcową i dograł Piotrowi Malinowskiemu, który strzelił jedynego gola. Przez blisko rok od ostatniego pucharowego meczu z Bełchatowem w grze Patejuka dokonał się największy przełom. Nikt nie robi postępów w takim tempie.

Dlatego teraz blondwłosego napastnika raczej zabraknie w podstawowym składzie. Zmienił się bowiem jego status w drużynie - teraz to inni mogą dostać szansę. Chodzi m.in. o Mariusza Sachę, który w tym sezonie w ekstraklasie nie zagrał jeszcze ani minuty. - Mam nadzieję, że z Bełchatowem wskoczę do składu, bo jestem bardzo głodny gry. Dlaczego dotychczas nie grałem? Nie chodzi o zaległości treningowe, bo tych nie miałem. Po prostu trener decydował się na innych zawodników, a ja musiałem się z tym pogodzić... - mówi zawodnik pozyskany z Cracovii.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - GKS Bełchatów
wtorek, 19:00
Sędziuje Paweł Raczkowski (Warszawa).
autor: Michał Trela

Przeczytaj również