Rocznica tragicznej śmierci kapitana Podbeskidzia. "To było straszne"
09.04.2011
Bielszczanie grali wówczas w IV lidze, a klub ledwo wiązał koniec z końcem. Zrozumiałe więc było, że piłkarze byli amatorami i równolegle musieli pracować. Zaledwie 23-letni kapitan pracował w elektrociepłowni. 9 kwietnia 1997 roku spadł z 20 metrowego komina, ponosząc śmierć na miejscu. Ten dzień dobrze pamięta Marek Sokołowski, który wtedy dopiero zaczynał karierę, miał 19 lat i na sześć dni przed tragedią grał z kapitanem w jednej drużynie w meczu przeciwko Unii Kędzierzyn-Koźle, przegranym 0-3.
- To było straszne wydarzenie. Mariusz był facetem w sile wieku i nikt nie dowierzał w to co się stało. Byłem na jego pogrzebie. Znałem go od bardzo dawna, chodziliśmy nawet do jednej podstawówki. On był ode mnie trochę starszy, ale już od trampkarzy graliśmy razem - mówi obecny pomocnik I-ligowca. Rozbita psychicznie drużyna spadła pod koniec sezonu z IV ligi i przeniosła się do Komorowic, rozpoczynając nowy rozdział w historii klubu.
- To było straszne wydarzenie. Mariusz był facetem w sile wieku i nikt nie dowierzał w to co się stało. Byłem na jego pogrzebie. Znałem go od bardzo dawna, chodziliśmy nawet do jednej podstawówki. On był ode mnie trochę starszy, ale już od trampkarzy graliśmy razem - mówi obecny pomocnik I-ligowca. Rozbita psychicznie drużyna spadła pod koniec sezonu z IV ligi i przeniosła się do Komorowic, rozpoczynając nowy rozdział w historii klubu.
Polecane
I liga