"Robert Kasperczyk to najlepszy trener w historii Podbeskidzia"
18.08.2011
Tadeusz Wojtyła dziś ma 88 lat i mieszka w cichej bielskiej dzielnicy Komorowice. Nie żyje jednak spokojnie, bowiem minimum co tydzień przeżywa nerwy. Wtedy, kiedy mecze rozgrywa Podbeskidzie Bielsko-Biała. Niedawno miał już poważne problemy zdrowotne, jednak zwycięski marsz jego ukochanej drużyny, zwieńczony awansem do ekstraklasy, dał mu nowe siły. Pasję od jakiegoś czasu dzieli z żoną. - Kiedyś nie była zainteresowana piłką, ale posadziłem ją kiedyś przed telewizorem, gdy grała Barcelona. Zobaczyła i powiedziała: "No i to jest futbol!". Od tego czasu losy Podbeskidzia też śledzi - mówi.
Były, wieloletni działacz Bielsko-Bialskiego Towarzystwa Sportowego, a następnie Podbeskidzia, który za swoją działalność na rzecz sportu został uhonorowany złotą odznaką, teraz śledzi wydarzenia w bielskim zespole z pozycji kibica. Nie zdaje się jednak tylko na relacje prasowe, które skrzętnie kolekcjonuje, czy oglądanie meczów. Wojtyła ma też wiadomości z pierwszej ręki. - I to nie od dziś! - uśmiecha się - kiedy byłem młody, w domu mojego ojca, który był prezesem Włókniarza Bielsko-Biała, odbywały się nocami narady zarządu, trenerów i kapitana drużyny. Ja regularnie je podsłuchiwałem - wspomina.
Oto co sądzi o dzisiejszym Podbeskidziu Bielsku-Biała:
O wierze w awans:
- Kiedy ten klub powstawał, kilkanaście lat temu, w życiu bym nie pomyślał, że ma szansę dojść - po raz pierwszy w historii - na samą górę. Choć wydaje się, że szli jak burza, to w niższych ligach nie zawsze było łatwo. W I lidze też było kilka podejść pod samą ekstraklasę. Trener Marcin Brosz był blisko, ale zaczął popełniać błędy, gubił się. Jemu brakowało rutyny. Szkoleniowiec musi z własnego doświadczenia wiedzieć, jak się zachować w danych sytuacjach. Na początku pracy trenera Roberta Kasperczyka zaczęło być lepiej, bo zespół przynajmniej nie przegrywał. I wtedy zacząłem na nowo wierzyć.
O Robercie Kasperczyku:
- Znałem bardzo wielu szkoleniowców i uważam, że to najlepszy trener, jaki był w tym klubie w całej jego historii. To człowiek, który wie o co w tym sporcie chodzi. Dobry fachowiec, oddany tej drużynie, zawodnicy mu ufają. Zawsze dokładnie sprawdza przeciwnika, analizuje, wyciąga plusy i minusy. Ważne też, że regularnie obserwuje mecze młodzieży, osobiście dogląda postępów, dba o te największe talenty.

Tadeusz Wojtyła przed swoim komorowickim domem - Michał Trela
O piłkarzach:
- Najlepszym zawodnikiem obecnej drużyny jest Marek Sokołowski. Waleczny, ma serce do gry. Widać po nim doświadczenie zebrane w ekstraklasie. Znam go jeszcze z występów w BBTS-ie i już wtedy dało się poznać, że będą z niego ludzie. Sławomir Cienciała, kapitan, to dobry, spokojny, opanowany i trudny do przejścia obrońca. Wielkie nadzieje pokładam też oczywiście w Piotrze Malinowskim. Ostatnio rozczarował mnie Richard Zajac, którego konto obciążają przynajmniej cztery z sześciu goli puszczonych w Bełchatowie. A w I lidze był znakomity. Podobał mi się za to Mateusz Bąk. Wysoki, pewny, dający poczucie spokoju. Cieszę się, że Adrian Sikora powoli dochodzi do dobrej formy.
O zarządzie:
- Był taki mecz na początku pracy prezesa Janusza Okrzesika na tym stanowisku. Podbeskidzie przegrało i piłkarze siedzieli w szatni, czekając na "władzę". Prezes wszedł podobno do szatni i powiedział: - "Każdy z nas ma w życiu słabszy dzień i wy dziś taki mieliście. Nie mam do was pretensji, a macie jakieś takie przestraszone twarze". Zjednał sobie tym drużynę. Teraz zarząd, trenerzy i piłkarze to monolit. Zawodnicy niemal nie chcą stąd odchodzić, a to też świadczy o tym, że szanują pracę zarządu, co nie we wszystkich klubach jest normą.
O ekstraklasie:
- Różnica między I ligą a ekstraklasa jest duża i to widać już od początku. Następne mecze pokażą, gdzie jest Podbeskidzie. Nikomu źle nie życzę, ale myślę, że z ligi spadnie jednak ŁKS Łódź. Naszym powinno się udać, jak nabiorą trochę rutyny. Wiem, że patrzę na to trochę jednostronnie, ale jestem teraz już tylko kibicem...
Były, wieloletni działacz Bielsko-Bialskiego Towarzystwa Sportowego, a następnie Podbeskidzia, który za swoją działalność na rzecz sportu został uhonorowany złotą odznaką, teraz śledzi wydarzenia w bielskim zespole z pozycji kibica. Nie zdaje się jednak tylko na relacje prasowe, które skrzętnie kolekcjonuje, czy oglądanie meczów. Wojtyła ma też wiadomości z pierwszej ręki. - I to nie od dziś! - uśmiecha się - kiedy byłem młody, w domu mojego ojca, który był prezesem Włókniarza Bielsko-Biała, odbywały się nocami narady zarządu, trenerów i kapitana drużyny. Ja regularnie je podsłuchiwałem - wspomina.
Oto co sądzi o dzisiejszym Podbeskidziu Bielsku-Biała:
O wierze w awans:
- Kiedy ten klub powstawał, kilkanaście lat temu, w życiu bym nie pomyślał, że ma szansę dojść - po raz pierwszy w historii - na samą górę. Choć wydaje się, że szli jak burza, to w niższych ligach nie zawsze było łatwo. W I lidze też było kilka podejść pod samą ekstraklasę. Trener Marcin Brosz był blisko, ale zaczął popełniać błędy, gubił się. Jemu brakowało rutyny. Szkoleniowiec musi z własnego doświadczenia wiedzieć, jak się zachować w danych sytuacjach. Na początku pracy trenera Roberta Kasperczyka zaczęło być lepiej, bo zespół przynajmniej nie przegrywał. I wtedy zacząłem na nowo wierzyć.
O Robercie Kasperczyku:
- Znałem bardzo wielu szkoleniowców i uważam, że to najlepszy trener, jaki był w tym klubie w całej jego historii. To człowiek, który wie o co w tym sporcie chodzi. Dobry fachowiec, oddany tej drużynie, zawodnicy mu ufają. Zawsze dokładnie sprawdza przeciwnika, analizuje, wyciąga plusy i minusy. Ważne też, że regularnie obserwuje mecze młodzieży, osobiście dogląda postępów, dba o te największe talenty.

Tadeusz Wojtyła przed swoim komorowickim domem - Michał Trela
O piłkarzach:
- Najlepszym zawodnikiem obecnej drużyny jest Marek Sokołowski. Waleczny, ma serce do gry. Widać po nim doświadczenie zebrane w ekstraklasie. Znam go jeszcze z występów w BBTS-ie i już wtedy dało się poznać, że będą z niego ludzie. Sławomir Cienciała, kapitan, to dobry, spokojny, opanowany i trudny do przejścia obrońca. Wielkie nadzieje pokładam też oczywiście w Piotrze Malinowskim. Ostatnio rozczarował mnie Richard Zajac, którego konto obciążają przynajmniej cztery z sześciu goli puszczonych w Bełchatowie. A w I lidze był znakomity. Podobał mi się za to Mateusz Bąk. Wysoki, pewny, dający poczucie spokoju. Cieszę się, że Adrian Sikora powoli dochodzi do dobrej formy.
O zarządzie:
- Był taki mecz na początku pracy prezesa Janusza Okrzesika na tym stanowisku. Podbeskidzie przegrało i piłkarze siedzieli w szatni, czekając na "władzę". Prezes wszedł podobno do szatni i powiedział: - "Każdy z nas ma w życiu słabszy dzień i wy dziś taki mieliście. Nie mam do was pretensji, a macie jakieś takie przestraszone twarze". Zjednał sobie tym drużynę. Teraz zarząd, trenerzy i piłkarze to monolit. Zawodnicy niemal nie chcą stąd odchodzić, a to też świadczy o tym, że szanują pracę zarządu, co nie we wszystkich klubach jest normą.
O ekstraklasie:
- Różnica między I ligą a ekstraklasa jest duża i to widać już od początku. Następne mecze pokażą, gdzie jest Podbeskidzie. Nikomu źle nie życzę, ale myślę, że z ligi spadnie jednak ŁKS Łódź. Naszym powinno się udać, jak nabiorą trochę rutyny. Wiem, że patrzę na to trochę jednostronnie, ale jestem teraz już tylko kibicem...
Polecane
Ekstraklasa