Robert Kasperczyk przyznaje: Mieliśmy braki w przygotowaniu fizycznym

07.09.2012
- Pecha miał na Legii Damian Byrtek, bo przy analizie meczu wyszło, że brał udział przy każdej ze straconych bramek. Mam nadzieję, że się nie załamie - mówi Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia.
Jak pan ocenia dzisiejszy sparing z Wisłą?

- Chcieliśmy wykorzystać przerwę na reprezentację Polski po to, by zmierzyć się z dobrym rywalem. Ustaliliśmy z panem trenerem Michałem Probierzem, że wykorzystamy ten czas dla naszych drużyn. To bardzo dobry sprawdzian, by przyjrzeć się całemu inwentarzowi, zobaczyć przynajmniej przez 45 minut każdego zawodnika, który w następnych meczach mógłby wystąpić. Zobaczyliśmy też, w którym miejscu jesteśmy od strony fizycznej. Troszeczkę nam brakowało sił w końcówce meczu. Wczoraj mieliśmy dwie jednostki treningowe, dziś jedną rano. Wykorzystaliśmy ten króciutki mikrocykl - bo pracowaliśmy od środy do piątku - żeby poćwiczyć elementy, które szwankowały w ostatnich meczach. Jutro chłopcy dostają wolne, w niedzielę także, a od poniedziałku przygotowujemy się do meczu ze Śląskiem Wrocław.

Robi się powoli taką dobrą dla was tradycją, że rozgrywacie sparingi z Wisłą, bo zawodnicy mogą się mierzyć z lepszym od siebie rywalem...

- Przyznam, że patrząc na poczynania zawodników w pierwszej połowie, można było z nich wynieść dużo nauki. Przyjemnie patrzeć na zachowanie Cezarego Wilka czy Ivicy Ilieva, oraz innych zawodników, którzy grali w przed przerwą. W drugiej połowie - zarówno w Wiśle, jak i u nas - weszło kilku graczy, którzy się przebijają do składu. W Krakowie wielu młodych, u nas ci, którzy mniej grali i chcieli się pokazać. Podsumowując, to był bardzo pożyteczny sprawdzian, zwłaszcza, że w obu zespołach zakończył się bez urazów.

Nie wszyscy jednak dziś się pokazali. Nie było choćby Damiana Szczęsnego...

- Bardzo mi zależało, żeby zobaczyć w jakiej jest dyspozycji, ale wczoraj w takiej małej grze wewnętrznej w Dankowicach, Krzysiek Król, który notabene wcześniej mi skasował Marka Sokołowskiego, sfaulował Damiana. Nawet nie chcę tego komentować (śmiech). Żałuję, że Damian nie grał przynajmniej 45 minut. Ale nie jest to na tyle poważna kontuzja, żeby go wykluczyła z mikrocyklu treningowego w następnym tygodniu.

A czy wiadomo już coś o Damianie Byrtku, który doznał kontuzji we wczorajszym meczu młodzieżowej reprezentacji Polski?

- Dzwonił do chłopaków i z tego, co wiem, to jest to tylko stłuczenie. Myślę, że będzie do dyspozycji. Natomiast powiedział też ciekawostkę - na meczu było 15 tysięcy ludzi. W meczu reprezentacji młodzieżowych!

Za tydzień czeka was mecz z mistrzem Polski. Już zaczynacie o tym spotkaniu myśleć?

- Chciałbym w meczu ze Śląskiem Wrocław widzieć, że błędy, które robiliśmy do tej pory, nie mają już miejsca. Żebyśmy mądrze rozkładali siły i grali naprawdę jak równy z równym. Jak będzie takie zaangażowanie, jak w meczu z Wisłą Kraków, to będę spokojny o wynik.

Zmartwiła was informacja, że we Wrocławiu doszło do zmiany trenera, czy nie wierzy pan w "efekt nowej miotły"?

- Ciężko powiedzieć. Na dwoje babka wróżyła. Nie wiem, co robią zawodnicy Śląska. Może z punktu widzenia psychologicznego być to pomocne, a może wręcz dobijające. Trudne pytanie.

Pracujecie jakoś nad tym, by nie powtarzały się już bramki tracone jedna po drugiej?

- Pecha miał na Legii Damian Byrtek, bo przy analizie wyszło, że przy każdej z bramek miał udział. Mam nadzieję, że się tym nie załamie, bo jest młodym zawodnikiem, który przebił się do składu i do reprezentacji. Oczywiście, że pracujemy, bo nie może się powtarzać to, że po straconych bramkach spuszczamy nosy i czekamy aż nas rywale dobiją. Jestem przekonany, że ta przerwa przyszła w idealnym dla nas momencie.

Ostatnio często traciliście bramki w końcówkach meczów. Czy problemem jest przygotowanie fizyczne?

- Tu bym widział braki i nad tym głównie pracowaliśmy, nie ukrywam. Zarówno nad sprawami techniczno-taktycznymi, dotyczącymi tych drugich połów, jak i właśnie przygotowaniem fizycznym. Pewne rzeczy podnieśliśmy w treningach, więc można być spokojnym.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również