Robert Kasperczyk: Potrzebuję takiego, który będzie dla nich ojcem
08.07.2012
Biorąc pod uwagę, że to był wasz pierwszy sparing, a Żyliny jeden z ostatnich przed Ligą Mistrzów, wynik chyba należy uznać za bardzo dobry?
Robert Kasperczyk: - Obie drużyny wyglądały bardzo podobnie jeśli chodzi o dynamikę, szybkość i tak zwaną piłkarską świeżość. Do pewnego momentu... Od 30. minuty pierwszej i drugiej połowy nas już „nie było“. My mieliśmy bazę tlenową robioną na urlopach, a oni przez kilka tygodni na obozie w Austrii, więc było widać różnicę, jeśli chodzi o wytrzymałość. Dlatego grałem na dwa pełne składy, bo gdybyśmy grali jednym składem dłużej, mogliśmy po prostu nie dać rady. To tempo, które narzuciła nam Żylina od pierwszych minut było bardzo, bardzo szybkie. Mecz wyglądał tak, jak się spodziewałem. Absolutnie się nie podniecam, nie popadam w hurraoptymizm.
Co jest dla pana najważniejsze po tym sparingu?
- Wszyscy chłopcy, którzy grali z nami po raz pierwszy, zaprezentowali się bardzo pozytywnie. Dlatego będziemy mieli spory problem, co zrobić w kolejnych sparingach, kiedy wróci Wojtek Reiman i Liran Cohen, który - jak wiemy - nie ma pozwolenia na grę poza Polską. Fajnie, że wkomponowali się Damian Szczęsny, Fabian Pawela i Kamil Adamek, który grał część meczu w pierwszej linii, a część w bocznej pomocy i spisał się bardzo dobrze. Mówię o tych zawodnikach, którzy już podpisali umowy.
Damian Szczęsny już podpisał kontrakt?
- Będzie z nami na 99 procent, z tego, co pan prezes mówił, ale wolę poczekać aż złoży podpis.
Może pan coś więcej powiedzieć o Paweli? Bo to zawodnik z II ligi, nieznany tutejszym kibicom...
- Sylwek Patejuk był z III ligi. My mamy taką rolę i takie możliwości, które dla tych chłopaków są zbawienne. Lubimy pojeździć po niższych ligach, pooglądać, bo tam czasami można wyłowić dobrego polskiego zawodnika. Ja nie wiem, czy Damian Szczęsny zastąpi Sylwka, może to będzie zupełnie inny styl gry? Czy nie zdecydujemy się na grę dwójką napastników, jeżeli tak to będzie wyglądało? Ta współpraca Roberta Demjana z Pawelą wyglądała bardzo dobrze. Obaj grają świetnie głową, jak widać. Bardzo dobre warunki fizyczne. Mało tego, kilka dni temu robiliśmy testy szybkościowo-siłowe na fotokomórkach i Fabian miał bardzo dobre wyniki, co przy tym wzroście może nie zawsze jest widoczne. Grał w Grecji dużo meczów na przyzwoitym poziomie. Ten chłopak nie zapomniał, jak się gra w piłkę. Poczekajmy jeszcze te kilka tygodni do ligi, nie przesądzajmy niczego. Rywalizacja przy tych naszych ruchach transferowych będzie bardzo duża i obym miał jak największy ból głowy z wybraniem składu na starcie z Jagiellonią Białystok.
Mówił pan, że nowi dobrze się pokazali. Czy to oznacza, że Marcin Siedlarz i Mateusz Niechciał będą dalej trenować w Bielsku?
- Nie wiem, czy z Mateuszem nie podpiszemy już w poniedziałek kontraktu, my nie mamy na co czekać. Ja go bardzo dobrze znam, wprowadzałem go do piłki seniorskiej w Hutniku Kraków, debiutował u mnie. W GKS-ie Katowice grał wiele meczów na lewej obronie. Nie ukrywam, że dwa lata temu, czy półtora roku temu, dwa razy chcieliśmy Mateusza, on był taki niezdecydowany, GKS dwa razy stanął wtedy na przeszkodzie i nie doszło do transferu. Być może on nie jest już na teraz do gry, ale w nim jest taki potencjał, takie możliwości, że wiem, że z niego można coś zrobić. Ma świetną lewą nogę, dobrze nią wrzuca, jest dynamiczny. Szczególnie w meczach u siebie będzie bardzo widoczny.
A co ze środkiem pola?
- Szukamy następcy Liada Elmaleacha. Nie ukrywam, że chciałbym zawodnika troszkę innego pokroju, który ma więcej atutów w przodzie. A Marcin Siedlarz takim jest. To, że debiutował w ekstraklasie jako nastolatek w Górniku Zabrze i grał tyle meczów, o czymś świadczy. Potem jakieś zakręty życiowo-piłkarskie, wyjazd do Sieny, który zdarzył się być może za wcześnie. Było trochę zakrętów, które wiele nauczyły go w życiu. Chcemy mu się przyjrzeć. Pozbieraliśmy informacje od różnych trenerów i menedżerów z II ligi wschodniej i zachodniej. Każdy mówił głównie o Siedlarzu. „Garbarnia? Siedlarz!“. To nie jest przypadek. To chłopak, który jeszcze będzie pracował na pozostanie tutaj. Być może w środę zadecydujemy o jego przyszłości, po sparingu z Dolnym Kubinem. Chcemy też wiedzieć, co z Darkiem Kołodziejem. To są sprzężenia zwrotne. Natomiast z Mateuszem Niechciałem, jeśli dogada się z klubem, chciałbym mieć już sprawę załatwioną i skupić się na szukaniu graczy na inną pozycję.
Jeśli nie będzie przeszkód formalnych, będzie pan chciał dać kolejną szansę Kołodziejowi?
- Tak. Darek w piątek grał 2x30 minut w sparingu z Młodą Ekstraklasą, ta druga połowa zaczęła się jakoś przed 11:00 i... „umarł“, mówiąc kolokwialnie. Widać, że chłopak ma bardzo dużo chęci, chce się przypomnieć kibicom. Przecież wiele zrobił dla Podbeskidzia. Jego charakter, wieczny uśmiech na twarzy, naprawdę robią wrażenie. Poza tym, piłkarskie atuty też nie są mu obce. Umie grać w piłkę. Ale będzie dużo, dużo pracy, jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne. Tyle, że żeby o nim mówić, ja muszę mieć papier. Nieoficjalnie wiemy, że to kwestia poniedziałku, najpóźniej wtorku, ale musimy jeszcze poczekać.
Ivan Ćurić dostanie kolejną szansę w Podbeskidziu? Wydawało się, że odejdzie, tymczasem z Żyliną zagrał 45 minut.
- ...
Rozumiem. W takim razie chciałbym spytać, czy będą jeszcze jakieś transfery w Podbeskidziu?
- Może być taka sytuacja, że będziemy mieć jeszcze jedno wolne miejsce. Ale to musiałby być „złoty strzał“. Te ruchy, które zrobiliśmy, były poprzedzone kilkumiesięcznymi obserwacjami, wyjazdami. Nie chcieliśmy się z tym afiszować. Choćby sprawa Michala Pitera-Buczko. On konkurował z takim Czechem, ale wybraliśmy go, bo ma świetne cechy przywódcze. Teraz tego może nie było tego widać, gdyż dopiero poznaje kolegów. Na to czekam. Ja mam bardzo fajnych chłopaków, ale oni są strasznie spokojni. Ja potrzebuję takiego, który będzie dla nich takim ojcem. I on ma te cechy. Warto też podkreślić, że po długiej przerwie wrócił Sławek Cienciała. Zagrał na przyzwoitym poziomie. Baliśmy się, że on po takiej wyrwie będzie miał problem, a dał sobie radę.
Tak więc Podbeskidzie będzie mocniejsze niż w poprzednim sezonie?
- Zobaczymy, to liga zweryfikuje. Naprawdę, nie podniecajmy się. Podejrzewam, że gdybyśmy grali z Żyliną za dwa tygodnie, gdy oni byliby tuż przed ligą, a nóżki nasze byłyby cięższe, kto wie, co by było. Ale proszę mi wierzyć, na takiej murawie, na takim obiekcie, chłopcy strasznie się sprężają. Widać to było po nich.
Można tylko pozazdrościć?
- Mam nadzieję, że już niedługo. W końcu jest pozwolenie na budowę!
Rozmawiał Michał Trela.
Robert Kasperczyk: - Obie drużyny wyglądały bardzo podobnie jeśli chodzi o dynamikę, szybkość i tak zwaną piłkarską świeżość. Do pewnego momentu... Od 30. minuty pierwszej i drugiej połowy nas już „nie było“. My mieliśmy bazę tlenową robioną na urlopach, a oni przez kilka tygodni na obozie w Austrii, więc było widać różnicę, jeśli chodzi o wytrzymałość. Dlatego grałem na dwa pełne składy, bo gdybyśmy grali jednym składem dłużej, mogliśmy po prostu nie dać rady. To tempo, które narzuciła nam Żylina od pierwszych minut było bardzo, bardzo szybkie. Mecz wyglądał tak, jak się spodziewałem. Absolutnie się nie podniecam, nie popadam w hurraoptymizm.
Co jest dla pana najważniejsze po tym sparingu?
- Wszyscy chłopcy, którzy grali z nami po raz pierwszy, zaprezentowali się bardzo pozytywnie. Dlatego będziemy mieli spory problem, co zrobić w kolejnych sparingach, kiedy wróci Wojtek Reiman i Liran Cohen, który - jak wiemy - nie ma pozwolenia na grę poza Polską. Fajnie, że wkomponowali się Damian Szczęsny, Fabian Pawela i Kamil Adamek, który grał część meczu w pierwszej linii, a część w bocznej pomocy i spisał się bardzo dobrze. Mówię o tych zawodnikach, którzy już podpisali umowy.
Damian Szczęsny już podpisał kontrakt?
- Będzie z nami na 99 procent, z tego, co pan prezes mówił, ale wolę poczekać aż złoży podpis.
Może pan coś więcej powiedzieć o Paweli? Bo to zawodnik z II ligi, nieznany tutejszym kibicom...
- Sylwek Patejuk był z III ligi. My mamy taką rolę i takie możliwości, które dla tych chłopaków są zbawienne. Lubimy pojeździć po niższych ligach, pooglądać, bo tam czasami można wyłowić dobrego polskiego zawodnika. Ja nie wiem, czy Damian Szczęsny zastąpi Sylwka, może to będzie zupełnie inny styl gry? Czy nie zdecydujemy się na grę dwójką napastników, jeżeli tak to będzie wyglądało? Ta współpraca Roberta Demjana z Pawelą wyglądała bardzo dobrze. Obaj grają świetnie głową, jak widać. Bardzo dobre warunki fizyczne. Mało tego, kilka dni temu robiliśmy testy szybkościowo-siłowe na fotokomórkach i Fabian miał bardzo dobre wyniki, co przy tym wzroście może nie zawsze jest widoczne. Grał w Grecji dużo meczów na przyzwoitym poziomie. Ten chłopak nie zapomniał, jak się gra w piłkę. Poczekajmy jeszcze te kilka tygodni do ligi, nie przesądzajmy niczego. Rywalizacja przy tych naszych ruchach transferowych będzie bardzo duża i obym miał jak największy ból głowy z wybraniem składu na starcie z Jagiellonią Białystok.
Mówił pan, że nowi dobrze się pokazali. Czy to oznacza, że Marcin Siedlarz i Mateusz Niechciał będą dalej trenować w Bielsku?
- Nie wiem, czy z Mateuszem nie podpiszemy już w poniedziałek kontraktu, my nie mamy na co czekać. Ja go bardzo dobrze znam, wprowadzałem go do piłki seniorskiej w Hutniku Kraków, debiutował u mnie. W GKS-ie Katowice grał wiele meczów na lewej obronie. Nie ukrywam, że dwa lata temu, czy półtora roku temu, dwa razy chcieliśmy Mateusza, on był taki niezdecydowany, GKS dwa razy stanął wtedy na przeszkodzie i nie doszło do transferu. Być może on nie jest już na teraz do gry, ale w nim jest taki potencjał, takie możliwości, że wiem, że z niego można coś zrobić. Ma świetną lewą nogę, dobrze nią wrzuca, jest dynamiczny. Szczególnie w meczach u siebie będzie bardzo widoczny.
A co ze środkiem pola?
- Szukamy następcy Liada Elmaleacha. Nie ukrywam, że chciałbym zawodnika troszkę innego pokroju, który ma więcej atutów w przodzie. A Marcin Siedlarz takim jest. To, że debiutował w ekstraklasie jako nastolatek w Górniku Zabrze i grał tyle meczów, o czymś świadczy. Potem jakieś zakręty życiowo-piłkarskie, wyjazd do Sieny, który zdarzył się być może za wcześnie. Było trochę zakrętów, które wiele nauczyły go w życiu. Chcemy mu się przyjrzeć. Pozbieraliśmy informacje od różnych trenerów i menedżerów z II ligi wschodniej i zachodniej. Każdy mówił głównie o Siedlarzu. „Garbarnia? Siedlarz!“. To nie jest przypadek. To chłopak, który jeszcze będzie pracował na pozostanie tutaj. Być może w środę zadecydujemy o jego przyszłości, po sparingu z Dolnym Kubinem. Chcemy też wiedzieć, co z Darkiem Kołodziejem. To są sprzężenia zwrotne. Natomiast z Mateuszem Niechciałem, jeśli dogada się z klubem, chciałbym mieć już sprawę załatwioną i skupić się na szukaniu graczy na inną pozycję.
Jeśli nie będzie przeszkód formalnych, będzie pan chciał dać kolejną szansę Kołodziejowi?
- Tak. Darek w piątek grał 2x30 minut w sparingu z Młodą Ekstraklasą, ta druga połowa zaczęła się jakoś przed 11:00 i... „umarł“, mówiąc kolokwialnie. Widać, że chłopak ma bardzo dużo chęci, chce się przypomnieć kibicom. Przecież wiele zrobił dla Podbeskidzia. Jego charakter, wieczny uśmiech na twarzy, naprawdę robią wrażenie. Poza tym, piłkarskie atuty też nie są mu obce. Umie grać w piłkę. Ale będzie dużo, dużo pracy, jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne. Tyle, że żeby o nim mówić, ja muszę mieć papier. Nieoficjalnie wiemy, że to kwestia poniedziałku, najpóźniej wtorku, ale musimy jeszcze poczekać.
Ivan Ćurić dostanie kolejną szansę w Podbeskidziu? Wydawało się, że odejdzie, tymczasem z Żyliną zagrał 45 minut.
- ...
Rozumiem. W takim razie chciałbym spytać, czy będą jeszcze jakieś transfery w Podbeskidziu?
- Może być taka sytuacja, że będziemy mieć jeszcze jedno wolne miejsce. Ale to musiałby być „złoty strzał“. Te ruchy, które zrobiliśmy, były poprzedzone kilkumiesięcznymi obserwacjami, wyjazdami. Nie chcieliśmy się z tym afiszować. Choćby sprawa Michala Pitera-Buczko. On konkurował z takim Czechem, ale wybraliśmy go, bo ma świetne cechy przywódcze. Teraz tego może nie było tego widać, gdyż dopiero poznaje kolegów. Na to czekam. Ja mam bardzo fajnych chłopaków, ale oni są strasznie spokojni. Ja potrzebuję takiego, który będzie dla nich takim ojcem. I on ma te cechy. Warto też podkreślić, że po długiej przerwie wrócił Sławek Cienciała. Zagrał na przyzwoitym poziomie. Baliśmy się, że on po takiej wyrwie będzie miał problem, a dał sobie radę.
Tak więc Podbeskidzie będzie mocniejsze niż w poprzednim sezonie?
- Zobaczymy, to liga zweryfikuje. Naprawdę, nie podniecajmy się. Podejrzewam, że gdybyśmy grali z Żyliną za dwa tygodnie, gdy oni byliby tuż przed ligą, a nóżki nasze byłyby cięższe, kto wie, co by było. Ale proszę mi wierzyć, na takiej murawie, na takim obiekcie, chłopcy strasznie się sprężają. Widać to było po nich.
Można tylko pozazdrościć?
- Mam nadzieję, że już niedługo. W końcu jest pozwolenie na budowę!
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa