Robert Kasperczyk po obozie: Rowery, konie i... ciężka praca
06.08.2012
Za wami jedyny tego lata obóz przygotowawczy. Jak pan go ocenia?
Robert Kasperczyk: - Bardzo pozytywnie. Jedynym problemem był upał, ale dawaliśmy sobie z nim radę, ponieważ zajęcia organizowaliśmy wcześnie rano i późnym wieczorem. Staraliśmy się z tego słońca uciekać. Poza jedną godziną przelotnego deszczu, mieliśmy bardzo wysokie temperatury, ale praca wykonana w Warce powinna procentować.
W Warce mieliście chyba idealne warunki do treningów?
- Nie jest przypadkiem, że był to ośrodek, w którym mieszkała jedna z reprezentacji na Euro 2012 (Chorwacja – przyp. M.T). Mieliśmy - oprócz standardowych instrumentów służących do przygotowań - atrakcje dodatkowe. Chłopcy zaliczyli wycieczkę rowerową, a niektórzy nawet dwie, bo w meczu z Legionovią jedna ekipa grała, a druga miała trening tlenowy. Mieliśmy ośrodek jazdy konnej obok naszego hotelu, gdzie można było podziwiać – jak dowiedzieliśmy się od specjalistów – 216 najlepszych polskich koni w trzydniowym turnieju. Coś pięknego, coś nowego...
A jak wyglądała praca, którą wykonaliście?
- Było dużo dobrej roboty. Szczęśliwie obyło się bez poważniejszych kontuzji, nie licząc mikrourazów, które się zdarzają w tym okresie wytężonej pracy. Po obozie wracają do nas Jurek Danczik i Bartek Konieczny. Jedynym minusem jest uraz Mateja Nathera, który zaczął odczuwać narastający ból w okolicach kości śródstopia w przedostatnim dniu obozu. Odpuściliśmy mu treningi i czekamy na wynik prześwietlenia. Wtedy będziemy mądrzejsi. Generalnie, naprawdę same pozytywy.
Graliście sparing z Hapoelem Hajfa, co było chyba pierwszym starciem Podbeskidzia z zespołem z Izraela w historii. To było cenne doświadczenie dla pana i pana zawodników?
- To był chyba nasz najtrudniejszy rywal. Patrząc przez pryzmat Izraelczyków, których mamy, lub mieliśmy, w drużynie, zdawało nam się, że to będzie futbol oparty na technice, wymagający dużej ilości miejsca do grania. Absolutnie tak nie było. Hapoel był bardzo agresywny, grający nieprawdopodobnie ostro, na granicy brutalnych czasami fauli. To był niezwykle pożyteczny sprawdzian. Cieszyliśmy się z trenerem rywali, że nikt nie odniósł poważniejszych kontuzji, bo było kilka dość nerwowych spięć. Mecz był bardzo szybki, ale generalnie pod nasze dyktando. Poza jedną - dwoma sytuacjami, które mogły się zakończyć bramkami dla Hapoelu, mieliśmy ze cztery 100-procentowe okazje. A już w ostatnich minutach, Mariusz Sacha mógł dograć do Kamila Adamka, ale pod wpływem chyba już zmęczenia, piłka została mu pod nogami. 2-0 to byłby wynik odzwierciedlający to, co się działo na boisku. Widzieliśmy już wcześniej drużynę Hapoelu w sparingu z Bełchatowem i bardzo nam się podobała. Wydawało nam się, że to zespół z czołówki. Okazało się, że to ekipa adekwatna dla nas, bo zajęła, tak jak my, w poprzednim sezonie 12. miejsce w swojej lidze. Było to bardzo cenne doświadczenie, aczkolwiek to nie był zespół złożony w 100 procentach z Izraelczyków. Tam było wielu zawodników z byłej Jugosławii i to oni wiedli prym. Cieszy zwycięstwo, bo widzieliśmy, że rywale przeżywają mecze kontrolne w sposób niemalże honorowy. Traktowali je jak piłkarskie wojny, ale nie daliśmy się i to też należy zapisać na plus moim chłopakom.
W czasie obozu dość niespodziewanie dołączył do was Mateusz Janeczko, który pierwotnie miał być wypożyczony. Skąd ta zmiana planów?
- Było kilku zawodników, nad którymi się zastanawialiśmy i zastanawiamy. Wiadomo, że ciężko młodym wejść od razu do drużyny. Profil wprowadzania młodych piłkarzy w naszym klubie musi ulec zmianie, ze względu na to, że nie ma już drugiej drużyny, a gra w Młodej Ekstraklasie to nie do końca jest weryfikacja ich przydatności do zespołu seniorskiego. Jedynym rozwijającym tych chłopaków rozwiązaniem jest wypożyczenie ich do dorosłych drużyn. Życie pokazuje, że to daje im najpiękniejszy rozkwit. Tak samo planowaliśmy uczynić z Mateuszem, ale bardzo dobrze zaprezentował się wśród swoich rówieśników z kadry do lat 19. i wydaje mi się, że dla tego chłopaka będzie lepiej – skoro i tak jeździ co kilka tygodni na zgrupowania i nie będzie grał w innym klubie wszystkich meczów – trenować z naszym pierwszym zespołem, a zawsze jak będzie u nas, to będzie mógł grać. Jeśli nie znajdzie się w „osiemnastce” to zagra w Młodej Ekstraklasie. A tych zgrupowań kadry zapowiada się jesienią sporo, więc weźmiemy go pod opiekę. Myślę, że na tym nie straci.
Jak wygląda sytuacja innego młodego - Damiana Nowaka?
- Trenuje cały czas z GieKSą, ale jej zakaz transferów nie został zdjęty. Też istnieje prawdopodobieństwo, że nie będziemy go na siłę gdzieś wypożyczać, tylko zostanie z nami. Ale na razie poczekamy, bo dla rozwoju tego chłopaka, gra w I lidze byłaby naprawdę super sprawą.
Przed wami ostatni tydzień przygotowań. W środę zagracie ostatni sparing z Koroną Kielce, a w sobotę mecz Pucharu Polski z Wartą Poznań. Jak pan potraktuje w tym roku rozgrywki pucharowe?
- Oba mecze będziemy traktować jak dwa ostatnie generalne sprawdziany przed ligą. Wydaje się, że jeszcze tym chłopakom brakuje dynamiki, ale po to było przedwczorajsze wolne popołudnie, wczorajszy cały dzień i dziś niemal cały wolny, bo spotykamy się dopiero wieczorem, żeby troszeczkę odpoczęli także psychicznie. Wydaje mi się, że nie ma innej drogi niż traktowanie Korony i Warty, jako generalnych testów jeżeli chodzi o skład, taktykę i realizację założeń.
Na koniec spytam o bramkarzy. Rywalizacja Mateusza Bąka i Richarda Zajaca wygląda na bardzo wyrównaną. Zamierza pan przed sezonem ogłosić, który będzie numerem jeden, czy może się powtórzyć sytuacja z poprzedniego sezonu, gdy obaj zagrali niemal w równej ilości meczów?
- Ja nie jestem specjalistą od bramkarzy. Wszystkie sprawy ich dotyczące zawsze konsultuję z trenerem Robertem Mioduszewskim i przyznam się szczerze, że po obserwacji tych chłopaków i dyskusjach z wymienionym szkoleniowcem, żaden z nas nie zdecyduje się w tej chwili na to, żeby postawić na tego, a nie innego „konia”. Dlatego ostatnią możliwością podjęcia prawidłowej decyzji są te dwa mecze w tym tygodniu. Mogę zdradzić, że w meczu z Koroną jeden z nich będzie bronił przez 90 minut, w meczu z Wartą kolejny. Jeżeli nam te dwa spotkania pomogą, to bardzo dobrze. Ale liczę się z tym, że po raz kolejny obaj zaprezentują się bardzo dobrze i będziemy się zastanawiać w tygodniu poprzedzającym mecz w Białymstoku i, jak znam życie, decyzję podejmę dzień przed 1. kolejką ekstraklasy...
Rozmawiał Michał Trela.
Robert Kasperczyk: - Bardzo pozytywnie. Jedynym problemem był upał, ale dawaliśmy sobie z nim radę, ponieważ zajęcia organizowaliśmy wcześnie rano i późnym wieczorem. Staraliśmy się z tego słońca uciekać. Poza jedną godziną przelotnego deszczu, mieliśmy bardzo wysokie temperatury, ale praca wykonana w Warce powinna procentować.
W Warce mieliście chyba idealne warunki do treningów?
- Nie jest przypadkiem, że był to ośrodek, w którym mieszkała jedna z reprezentacji na Euro 2012 (Chorwacja – przyp. M.T). Mieliśmy - oprócz standardowych instrumentów służących do przygotowań - atrakcje dodatkowe. Chłopcy zaliczyli wycieczkę rowerową, a niektórzy nawet dwie, bo w meczu z Legionovią jedna ekipa grała, a druga miała trening tlenowy. Mieliśmy ośrodek jazdy konnej obok naszego hotelu, gdzie można było podziwiać – jak dowiedzieliśmy się od specjalistów – 216 najlepszych polskich koni w trzydniowym turnieju. Coś pięknego, coś nowego...
A jak wyglądała praca, którą wykonaliście?
- Było dużo dobrej roboty. Szczęśliwie obyło się bez poważniejszych kontuzji, nie licząc mikrourazów, które się zdarzają w tym okresie wytężonej pracy. Po obozie wracają do nas Jurek Danczik i Bartek Konieczny. Jedynym minusem jest uraz Mateja Nathera, który zaczął odczuwać narastający ból w okolicach kości śródstopia w przedostatnim dniu obozu. Odpuściliśmy mu treningi i czekamy na wynik prześwietlenia. Wtedy będziemy mądrzejsi. Generalnie, naprawdę same pozytywy.
Graliście sparing z Hapoelem Hajfa, co było chyba pierwszym starciem Podbeskidzia z zespołem z Izraela w historii. To było cenne doświadczenie dla pana i pana zawodników?
- To był chyba nasz najtrudniejszy rywal. Patrząc przez pryzmat Izraelczyków, których mamy, lub mieliśmy, w drużynie, zdawało nam się, że to będzie futbol oparty na technice, wymagający dużej ilości miejsca do grania. Absolutnie tak nie było. Hapoel był bardzo agresywny, grający nieprawdopodobnie ostro, na granicy brutalnych czasami fauli. To był niezwykle pożyteczny sprawdzian. Cieszyliśmy się z trenerem rywali, że nikt nie odniósł poważniejszych kontuzji, bo było kilka dość nerwowych spięć. Mecz był bardzo szybki, ale generalnie pod nasze dyktando. Poza jedną - dwoma sytuacjami, które mogły się zakończyć bramkami dla Hapoelu, mieliśmy ze cztery 100-procentowe okazje. A już w ostatnich minutach, Mariusz Sacha mógł dograć do Kamila Adamka, ale pod wpływem chyba już zmęczenia, piłka została mu pod nogami. 2-0 to byłby wynik odzwierciedlający to, co się działo na boisku. Widzieliśmy już wcześniej drużynę Hapoelu w sparingu z Bełchatowem i bardzo nam się podobała. Wydawało nam się, że to zespół z czołówki. Okazało się, że to ekipa adekwatna dla nas, bo zajęła, tak jak my, w poprzednim sezonie 12. miejsce w swojej lidze. Było to bardzo cenne doświadczenie, aczkolwiek to nie był zespół złożony w 100 procentach z Izraelczyków. Tam było wielu zawodników z byłej Jugosławii i to oni wiedli prym. Cieszy zwycięstwo, bo widzieliśmy, że rywale przeżywają mecze kontrolne w sposób niemalże honorowy. Traktowali je jak piłkarskie wojny, ale nie daliśmy się i to też należy zapisać na plus moim chłopakom.
W czasie obozu dość niespodziewanie dołączył do was Mateusz Janeczko, który pierwotnie miał być wypożyczony. Skąd ta zmiana planów?- Było kilku zawodników, nad którymi się zastanawialiśmy i zastanawiamy. Wiadomo, że ciężko młodym wejść od razu do drużyny. Profil wprowadzania młodych piłkarzy w naszym klubie musi ulec zmianie, ze względu na to, że nie ma już drugiej drużyny, a gra w Młodej Ekstraklasie to nie do końca jest weryfikacja ich przydatności do zespołu seniorskiego. Jedynym rozwijającym tych chłopaków rozwiązaniem jest wypożyczenie ich do dorosłych drużyn. Życie pokazuje, że to daje im najpiękniejszy rozkwit. Tak samo planowaliśmy uczynić z Mateuszem, ale bardzo dobrze zaprezentował się wśród swoich rówieśników z kadry do lat 19. i wydaje mi się, że dla tego chłopaka będzie lepiej – skoro i tak jeździ co kilka tygodni na zgrupowania i nie będzie grał w innym klubie wszystkich meczów – trenować z naszym pierwszym zespołem, a zawsze jak będzie u nas, to będzie mógł grać. Jeśli nie znajdzie się w „osiemnastce” to zagra w Młodej Ekstraklasie. A tych zgrupowań kadry zapowiada się jesienią sporo, więc weźmiemy go pod opiekę. Myślę, że na tym nie straci.
Jak wygląda sytuacja innego młodego - Damiana Nowaka?
- Trenuje cały czas z GieKSą, ale jej zakaz transferów nie został zdjęty. Też istnieje prawdopodobieństwo, że nie będziemy go na siłę gdzieś wypożyczać, tylko zostanie z nami. Ale na razie poczekamy, bo dla rozwoju tego chłopaka, gra w I lidze byłaby naprawdę super sprawą.
Przed wami ostatni tydzień przygotowań. W środę zagracie ostatni sparing z Koroną Kielce, a w sobotę mecz Pucharu Polski z Wartą Poznań. Jak pan potraktuje w tym roku rozgrywki pucharowe?
- Oba mecze będziemy traktować jak dwa ostatnie generalne sprawdziany przed ligą. Wydaje się, że jeszcze tym chłopakom brakuje dynamiki, ale po to było przedwczorajsze wolne popołudnie, wczorajszy cały dzień i dziś niemal cały wolny, bo spotykamy się dopiero wieczorem, żeby troszeczkę odpoczęli także psychicznie. Wydaje mi się, że nie ma innej drogi niż traktowanie Korony i Warty, jako generalnych testów jeżeli chodzi o skład, taktykę i realizację założeń.
Na koniec spytam o bramkarzy. Rywalizacja Mateusza Bąka i Richarda Zajaca wygląda na bardzo wyrównaną. Zamierza pan przed sezonem ogłosić, który będzie numerem jeden, czy może się powtórzyć sytuacja z poprzedniego sezonu, gdy obaj zagrali niemal w równej ilości meczów?
- Ja nie jestem specjalistą od bramkarzy. Wszystkie sprawy ich dotyczące zawsze konsultuję z trenerem Robertem Mioduszewskim i przyznam się szczerze, że po obserwacji tych chłopaków i dyskusjach z wymienionym szkoleniowcem, żaden z nas nie zdecyduje się w tej chwili na to, żeby postawić na tego, a nie innego „konia”. Dlatego ostatnią możliwością podjęcia prawidłowej decyzji są te dwa mecze w tym tygodniu. Mogę zdradzić, że w meczu z Koroną jeden z nich będzie bronił przez 90 minut, w meczu z Wartą kolejny. Jeżeli nam te dwa spotkania pomogą, to bardzo dobrze. Ale liczę się z tym, że po raz kolejny obaj zaprezentują się bardzo dobrze i będziemy się zastanawiać w tygodniu poprzedzającym mecz w Białymstoku i, jak znam życie, decyzję podejmę dzień przed 1. kolejką ekstraklasy...
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa