Robert Kasperczyk nie chce uciekać z Podbeskidzia
19.10.2012
Sobotni mecz z Bełchatowem może być ostatnim, w którym trener poprowadzi zespół z Bielska-Białej. Jeżeli Podbeskidzie przegra z ostatnią drużyną w tabeli, to samo osiądzie na dnie. Choć w ekipie "Górali" od dawna jest źle, Robert Kasperczyk nie myślał o tym, aby zrezygnować z prowadzenia drużyny.
- Dymisja kojarzy mi się z ucieczką. Takie określenie jest bardzo pejoratywne. Można oddać się do dyspozycji zarządu, ale w naszym społeczeństwie zostałoby to odebrane jako "szczurza" ucieczka. Oczywiście, może przyjść taki moment, kiedy uznam, że nic nie jestem w stanie temu zespołowi dać. Wtedy na pewno zmiana będzie potrzebna. Ale na to muszą złożyć się określone czynniki. Dziś takiej sytuacji nie ma - uważa Kasperczyk.
Szkoleniowiec wierzy, że jego zespół wygra, a potem - prawem serii - przyjdą kolejne zwycięstwa. Na podobny scenariusz liczą też w Bełchatowie.
- Dymisja kojarzy mi się z ucieczką. Takie określenie jest bardzo pejoratywne. Można oddać się do dyspozycji zarządu, ale w naszym społeczeństwie zostałoby to odebrane jako "szczurza" ucieczka. Oczywiście, może przyjść taki moment, kiedy uznam, że nic nie jestem w stanie temu zespołowi dać. Wtedy na pewno zmiana będzie potrzebna. Ale na to muszą złożyć się określone czynniki. Dziś takiej sytuacji nie ma - uważa Kasperczyk.
Szkoleniowiec wierzy, że jego zespół wygra, a potem - prawem serii - przyjdą kolejne zwycięstwa. Na podobny scenariusz liczą też w Bełchatowie.
Polecane
Ekstraklasa