Robert Kasperczyk: Ja też mam prawo popełnić błąd (wywiad)
07.05.2012
Jak - tak na świeżo - ocenia pan tę rundę wiosenną i cały pierwszy w ekstraklasie sezon pana i całego Podbeskidzia?
Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia: - Ten rok wszystkich nas bardzo dużo nauczył. Chciałbym, żeby nauczył nie tylko trenerów i zawodników... Nie chcę ciągnąć dalej wątku. Powiem, że zapewnienie sobie - jako beniaminkowi z prawdziwego zdarzenia - utrzymania na około siedem kolejek przed zakończeniem sezonu, napawa dużym optymizmem. Matematycznie można było jeszcze kilka kolejek poczekać, ale biorąc pod uwagę terminarz i praktykę, wiedzieliśmy, że jesteśmy utrzymani już po meczu z Lechią Gdańsk. To utrzymanie wprowadziło niesamowitą radość u tych chłopaków i w całym klubie, bo wiedzieliśmy już, że w następnym sezonie TS Podbeskidzie będzie grać w elicie.
Później przyszła jednak seria siedmiu meczów bez zwycięstwa...
- Na pewno kładzie się to cieniem na postawie całego zespołu. Naprawdę się cieszę, jestem szczęśliwy, że ten sezon się skończył. To nie jest przypadek. Na to się złożyło kilka czynników. Wymienię dwa.
Słucham.
- Pierwszy czynnik. Jeżeli tylko będzie cień możliwości, żeby wyjechać zimą do ciepłych krajów, obojętnie gdzie by to nie było, to wyjedziemy. Nie możemy następnym ryzykować, że będzie w lutym temperatura plusowa, albo niewielki minus. To, co myśmy przeżyli na obozie w Grodzisku Wielkopolskim, tego się nie da opisać. Myśmy nie zrobili podstawowych rzeczy z bazy tlenowej. Nie rozbudowaliśmy wytrzymałości tlenowej. Nie było gdzie. Była temperatura bardzo niebezpieczna. Sztab medyczny mnie przestrzegał, żebym nie zrobił chłopakom krzywdy. Ja pamiętam te treningi i to była masakra. Myśmy o tym głośno nie mówili, bo wiedzieliśmy, że to będzie woda na młyn dla rywali. Miałem zapewnienie naszych współpracowników ze sztabu medycznego, że w pierwszych meczach - przekornie - będziemy wyglądać lepiej niż rywale, którzy zjadą z ciepłych krajów. I to się w 100 procentach potwierdziło. Wygraliśmy dwa pierwsze spotkania, przestano nas już traktować jako zespół zagrożony spadkiem, odjechaliśmy od dołu tabeli, poprawiliśmy punktami w meczach z Ruchem Chorzów i Lechią Gdańsk i byliśmy utrzymani. Natomiast później płaciliśmy m.in. cenę za tę zimę.

Krzysztof Dzierżawa/Pressfocus
A jaki jest drugi czynnik?
- To moje odważne indywidualne roszady w składzie. Biorę to całkowicie na klatę. Gdyby ktoś zobaczył, jakim składem graliśmy każdy mecz po Gdańsku, to nie było dwóch meczów pod rząd w tym samym składzie. Chciałem zobaczyć, jak wyglądają poszczególni zawodnicy i poszczególne formacje. Ja nie mogę sobie pozwolić w przyszłym sezonie na to, że przykładowo Rysiek Zajac mi złapie kontuzje, wejdzie do bramki Mateusz Bąk, który nigdzie wcześniej by nie bronił. To nie licuje z profesjonalnym podejściem do sprawy. To samo jeśli chodzi o obrońców, pomocników. I ja ten obraz mam. On się już wyłonił. Podsumowując, te zmiany burzyły harmonię gry. A motoryka? Wszystkich kibiców przyzwyczailiśmy, że drugie połówki zawsze mieliśmy lepsze, a tutaj wcale tak nie było. To nie przypadek. Ja wiem, dlaczego tak jest i obawialiśmy się, że właśnie tak to będzie wyglądać. Ja też mogę popełnić błąd. Pierwszy raz jestem trenerem w ekstraklasie i pewne rzeczy wystarczały na I ligę, a teraz już nie. W okresie zimowym trzeba pewne rzeczy zoptymalizować. W lecie jest łatwiej. Widać było, że standardy ekstraklasowe musimy zachować. To nie jest przypadek, że drużyny od lat jeżdżą zimą do ciepłych krajów i potem wygląda to dużo lepiej.
Jaki jest ten pana obraz Podbeskidzia?
- Z tego, co mogę na tę chwilę powiedzieć: jest grupa zawodników, która ten egzamin zdała. Przede wszystkim ci, którzy utrzymali tę ligę. Oni w pierwszej kolejności. Gdyby ktoś prześledził kilka kolejek z jesieni, to ostatnich kilka kolejek graliśmy jednym składem. Wiedziałem, że możemy nie uciągnąć tego, ale też nie sądziłem, że - dodając do tego te braki motoryczne - końcówka będzie taka, jaka była. Muszę to wziąć na siebie i to robię z czystym sumieniem. Ja już wiem po prostu na kogo mogę liczyć, a gdzie nam jeszcze brakuje. Zespół na pewno będzie wzmocniony i zmieniony. A ja nie boję się tego powiedzieć, że kilka ruchów transferowych, które zrobiliśmy już na poziomie ekstraklasy, nie chcę użyć kolokwializmu ale było nieudanych. Nie sprostali ci chłopcy, mówiąc najoględniej. Być może nie jest to jeszcze czas na nich, ale my też nie możemy sobie pozwolić na to, by czekać rok czy dwa. W ekstraklasie się nie czeka - gra się ciut słabszy mecz i od razu się dostaje bęcki. W I lidze mogliśmy sobie pozwolić na słabsze spotkania i bieganiem samym wygrywaliśmy 2-1. Tutaj absolutnie tak się nie da.
Wspominał pan wcześniej jeszcze o innych czynnikach...
- O trzecim nie chcę mówić. Ja myślę, że po wizycie u pana prezydenta w ratuszu, po kawie i dwugodzinnej rozmowie, mogę być ucieszony. Jego wizja. Widać, że polityka transferowa ma być troszeczkę inna. Mam zapewnienie od samego prezydenta, że to się za kilka miesięcy wszystko wyprofiluje. Pewne zaległości trzeba będzie jeszcze gdzieś popłacić i naprawdę jestem dużym optymistą, jeżeli chodzi o następny sezon. Bo ja sobie nie wyobrażam - i chyba żaden trener by nie chciał - pracy w drużynie, w której jest tylko jeden temat w szatni. I nie jest to piłka nożna...
Mówi pan o zmianie polityki transferowej, a ostatnio do klubu trafiało sporo piłkarzy z zagranicy. Zwrócicie się znów w stronę młodych graczy z regionu?
- Powiem taką ciekawostkę. W sobotę byłem na meczu bielskiej ligi okręgowej. Drzewiarz Jasienica grał z LKS-em Radziechowy. Emocje do pewnego momentu były niesamowite. Przy 3-0 mecz się praktycznie "skończył" i ostatecznie było 6-0. Tam obserwowaliśmy takiego jednego młodego napastnika...
Mówi pan o Kamilu Adamku?
- Tak. Zobaczymy. Wyszedł z kontuzją i nie wiem, jak sobie ten chłopak poradzi. Nie chcę robić jakiejś kryptoreklamy, bo ktoś go może zgarnąć, ale o niego chodzi. To nie jest tajemnica. Tu mówimy o młodych, ale wiemy, że na pewnych pozycjach musimy mieć ludzi ogranych.
Może pan powiedzieć jakie to pozycje?
- Jak powiem, to będzie wiadomo wszystko. Wolę żeby każdy zawodnik dowiedział się ode mnie, jaka jest jego sytuacja, a nie przeczytał to na portalu i potem przychodził do mnie. To byłoby nieprofesjonalne. Natomiast w środę jedziemy oglądać mecz ekstraklasy czeskiej. Bohemians Praga gra z FK Teplice. Tam chcemy zobaczyć jednego zawodnika, którego już wcześniej chcieliśmy pozyskać. Gra w ekstraklasie. Jeśli skłanialibyśmy się ku I czy II-ligowcom musieliby się naprawdę wyróżniać.
W I lidze macie też swojego zawodnika - Damiana Chmiela...
- Strasznie na niego liczę. Nie ukrywam, że bardzo się cieszę, że ten chłopak gra i zrobił takie postępy. Ekstraklasa na niego czeka. To jest gość, z którym mi się bardzo dobrze pracowało. Życzę mu, żeby tylko skończył sezon bez kontuzji i przede wszystkim żeby się jego zespół utrzymał, bo żaden zawodnik nie chce mieć w CV spadku z ligi.
Co z młodymi zawodnikami, którzy już teraz są w Bielsku-Białej?
- Też jeszcze nie wiemy co z tymi, którzy się wyróżniają w Młodej Ekstraklasie. Możliwe, że ich wypożyczymy do II-I ligi. Są młodzieżowcami, więc mają granie zapewnione. Dużo jest jeszcze znaków zapytania i wydaje mi się, że na dzień dzisiejszy jest jeszcze za "gorąco" by je rozstrzygać. Ale to, co usłyszałem u prezydenta jest budujące. Tą samą politykę prowadzą zresztą władze klubu, bo wiadomo, że to musi być jednolite działanie. Wygląda to optymistycznie zwłaszcza w sferze finansowo-organizacyjnej. Wygląda na to, że się to wyprostuje i przestaniemy mówić o rzeczach, o których nie wypada mówić, a jeśli nie wiadomo, o co chodzi to... wiadomo, o co chodzi.
Ten sezon ekstraklasy jest wyjątkowo krótki. Jak więc wyglądają najbliższe plany drużyny?
- Chłopcy teraz dostali tydzień wolnego. Odpoczną także od siebie, bo wydaje mi się, że... czasami trzeba. Jak się patrzy przez rok na te same buzie, to - jako były zawodnik - wiem, że trzeba też nabrać głodu do siebie. Ci chłopcy, którzy mają dużo meczów w nogach, dostaną tydzień na odpoczynek i leczenie mikrourazów. A część już teraz odesłałem do drugiej drużyny, która ma realne szanse na awans do III ligi. Część będzie grała w Młodej Ekstraklasie, chodzi o tych młodych chłopców. Tak więc na niższym szczeblu ten sezon cały czas jeszcze trwa i chciałbym, żeby ci, którzy mniej grali w ekstraklasie, pokazali się właśnie w rezerwach czy w ME. Co prawda nie jest to aż tak miarodajne, ale dyspozycję każdego zawodnika można zobaczyć. Chcielibyśmy skończyć treningi początkiem czerwca. Majowe roztrenowanie będzie okraszone kilkoma sparingami. Dwa mamy już zakontraktowane. Pierwszy - 16 maja - z Cracovią i drugi 22 maja w Dankowicach z Wisłą Kraków. Dogadaliśmy się z trenerem Michałem Probierzem. W tym meczu myślę, że obaj sprawdzimy sobie nowych chłopaków. Jest to wtorek, więc nawet jeśli ktoś zagra w sobotę czy niedzielę, to krzywda mu się nie stanie. Skończylibyśmy treningi po ostatnim meczu drugiej drużyny. Wtedy będziemy wiedzieć, czy jesteśmy w III lidze, czy zostaliśmy w IV. Potem do końca czerwca będą mieli wolne i spotkamy się początkiem lipca, bo wiadomo, że ekstraklasa rozpocznie się dopiero po olimpiadzie w Londynie, 18 sierpnia, a więc bardzo późno. Nie ma potrzeby maltretować chłopaków wcześniejszym spotykaniem się. Oczywiście, będą mieli na czerwiec rozpiski z tym, co każdy ma zrobić.
Na koniec mam jeszcze dwa pytania personalne. Na testach był u was niedawno Izraelczyk Nir Mansour. Co może pan o nim powiedzieć?
- Fajny chłopak, dynamiczny, ale czy on da nam jakość - tego nie wiem. Musiałbym go zobaczyć w boju. To jest właśnie to, że przychodzą zawodnicy, którzy w okresie przygotowawczym wyglądają kapitalnie. Strzelają bramki w każdym sparingu, a potem przychodzi ligowa młocka. Za wcześnie, by ocenić Mansoura. Nie wiem, czy to jest dobry kierunek. Nie przekonał mnie aż tak, żebym teraz panu powiedział: tak, to jest to.
I pytanie drugie - co, jeśli Sylwester Patejuk zdecyduje się odejść?
- Sylwek zrobił bardzo dużo dla Podbeskidzia. I jakąkolwiek decyzję podejmie, ja ją uszanuję. A sam Sylwek wie, że Podbeskidzie podało mu w pewnym momencie rękę. Dostał szansę tutaj i wypromował się. Jest to więc sprzężenie zwrotne. Wiem, że rozmowy z Sylwkiem są prowadzone od dłuższego czasu. To nie jest tak, że ktoś o nim zapomniał. On nie jest łatwym negocjatorem, ale doskonale go rozumiem. Niech gra nawet do czterdziestki na tym poziomie, ale... lata lecą. On sam sobie zdaje sprawę, że podpisanie wieloletniego kontraktu na profesjonalnym poziomie to może być jego ostatnia umowa. Po tym, co pokazał na boiskach ekstraklasy, zasługuje na to, żeby go docenić. Tak to nazwijmy. Wiem, że gdzieś tam jest już blisko. Ale na dzień dzisiejszy jest jeszcze za wcześnie na konkrety. Jeśliby odszedł, trzeba będzie trochę zmienić kierunek poszukiwań. Trzeba będzie szukać tego typu zawodnika, bo on dał nam bardzo dużo jakości, szczególnie jeśli chodzi o ofensywę.
Rozmawiał Michał Trela.
Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia: - Ten rok wszystkich nas bardzo dużo nauczył. Chciałbym, żeby nauczył nie tylko trenerów i zawodników... Nie chcę ciągnąć dalej wątku. Powiem, że zapewnienie sobie - jako beniaminkowi z prawdziwego zdarzenia - utrzymania na około siedem kolejek przed zakończeniem sezonu, napawa dużym optymizmem. Matematycznie można było jeszcze kilka kolejek poczekać, ale biorąc pod uwagę terminarz i praktykę, wiedzieliśmy, że jesteśmy utrzymani już po meczu z Lechią Gdańsk. To utrzymanie wprowadziło niesamowitą radość u tych chłopaków i w całym klubie, bo wiedzieliśmy już, że w następnym sezonie TS Podbeskidzie będzie grać w elicie.
Później przyszła jednak seria siedmiu meczów bez zwycięstwa...
- Na pewno kładzie się to cieniem na postawie całego zespołu. Naprawdę się cieszę, jestem szczęśliwy, że ten sezon się skończył. To nie jest przypadek. Na to się złożyło kilka czynników. Wymienię dwa.
Słucham.
- Pierwszy czynnik. Jeżeli tylko będzie cień możliwości, żeby wyjechać zimą do ciepłych krajów, obojętnie gdzie by to nie było, to wyjedziemy. Nie możemy następnym ryzykować, że będzie w lutym temperatura plusowa, albo niewielki minus. To, co myśmy przeżyli na obozie w Grodzisku Wielkopolskim, tego się nie da opisać. Myśmy nie zrobili podstawowych rzeczy z bazy tlenowej. Nie rozbudowaliśmy wytrzymałości tlenowej. Nie było gdzie. Była temperatura bardzo niebezpieczna. Sztab medyczny mnie przestrzegał, żebym nie zrobił chłopakom krzywdy. Ja pamiętam te treningi i to była masakra. Myśmy o tym głośno nie mówili, bo wiedzieliśmy, że to będzie woda na młyn dla rywali. Miałem zapewnienie naszych współpracowników ze sztabu medycznego, że w pierwszych meczach - przekornie - będziemy wyglądać lepiej niż rywale, którzy zjadą z ciepłych krajów. I to się w 100 procentach potwierdziło. Wygraliśmy dwa pierwsze spotkania, przestano nas już traktować jako zespół zagrożony spadkiem, odjechaliśmy od dołu tabeli, poprawiliśmy punktami w meczach z Ruchem Chorzów i Lechią Gdańsk i byliśmy utrzymani. Natomiast później płaciliśmy m.in. cenę za tę zimę.

Krzysztof Dzierżawa/Pressfocus
A jaki jest drugi czynnik?
- To moje odważne indywidualne roszady w składzie. Biorę to całkowicie na klatę. Gdyby ktoś zobaczył, jakim składem graliśmy każdy mecz po Gdańsku, to nie było dwóch meczów pod rząd w tym samym składzie. Chciałem zobaczyć, jak wyglądają poszczególni zawodnicy i poszczególne formacje. Ja nie mogę sobie pozwolić w przyszłym sezonie na to, że przykładowo Rysiek Zajac mi złapie kontuzje, wejdzie do bramki Mateusz Bąk, który nigdzie wcześniej by nie bronił. To nie licuje z profesjonalnym podejściem do sprawy. To samo jeśli chodzi o obrońców, pomocników. I ja ten obraz mam. On się już wyłonił. Podsumowując, te zmiany burzyły harmonię gry. A motoryka? Wszystkich kibiców przyzwyczailiśmy, że drugie połówki zawsze mieliśmy lepsze, a tutaj wcale tak nie było. To nie przypadek. Ja wiem, dlaczego tak jest i obawialiśmy się, że właśnie tak to będzie wyglądać. Ja też mogę popełnić błąd. Pierwszy raz jestem trenerem w ekstraklasie i pewne rzeczy wystarczały na I ligę, a teraz już nie. W okresie zimowym trzeba pewne rzeczy zoptymalizować. W lecie jest łatwiej. Widać było, że standardy ekstraklasowe musimy zachować. To nie jest przypadek, że drużyny od lat jeżdżą zimą do ciepłych krajów i potem wygląda to dużo lepiej.
Jaki jest ten pana obraz Podbeskidzia?
- Z tego, co mogę na tę chwilę powiedzieć: jest grupa zawodników, która ten egzamin zdała. Przede wszystkim ci, którzy utrzymali tę ligę. Oni w pierwszej kolejności. Gdyby ktoś prześledził kilka kolejek z jesieni, to ostatnich kilka kolejek graliśmy jednym składem. Wiedziałem, że możemy nie uciągnąć tego, ale też nie sądziłem, że - dodając do tego te braki motoryczne - końcówka będzie taka, jaka była. Muszę to wziąć na siebie i to robię z czystym sumieniem. Ja już wiem po prostu na kogo mogę liczyć, a gdzie nam jeszcze brakuje. Zespół na pewno będzie wzmocniony i zmieniony. A ja nie boję się tego powiedzieć, że kilka ruchów transferowych, które zrobiliśmy już na poziomie ekstraklasy, nie chcę użyć kolokwializmu ale było nieudanych. Nie sprostali ci chłopcy, mówiąc najoględniej. Być może nie jest to jeszcze czas na nich, ale my też nie możemy sobie pozwolić na to, by czekać rok czy dwa. W ekstraklasie się nie czeka - gra się ciut słabszy mecz i od razu się dostaje bęcki. W I lidze mogliśmy sobie pozwolić na słabsze spotkania i bieganiem samym wygrywaliśmy 2-1. Tutaj absolutnie tak się nie da.
Wspominał pan wcześniej jeszcze o innych czynnikach...- O trzecim nie chcę mówić. Ja myślę, że po wizycie u pana prezydenta w ratuszu, po kawie i dwugodzinnej rozmowie, mogę być ucieszony. Jego wizja. Widać, że polityka transferowa ma być troszeczkę inna. Mam zapewnienie od samego prezydenta, że to się za kilka miesięcy wszystko wyprofiluje. Pewne zaległości trzeba będzie jeszcze gdzieś popłacić i naprawdę jestem dużym optymistą, jeżeli chodzi o następny sezon. Bo ja sobie nie wyobrażam - i chyba żaden trener by nie chciał - pracy w drużynie, w której jest tylko jeden temat w szatni. I nie jest to piłka nożna...
Mówi pan o zmianie polityki transferowej, a ostatnio do klubu trafiało sporo piłkarzy z zagranicy. Zwrócicie się znów w stronę młodych graczy z regionu?
- Powiem taką ciekawostkę. W sobotę byłem na meczu bielskiej ligi okręgowej. Drzewiarz Jasienica grał z LKS-em Radziechowy. Emocje do pewnego momentu były niesamowite. Przy 3-0 mecz się praktycznie "skończył" i ostatecznie było 6-0. Tam obserwowaliśmy takiego jednego młodego napastnika...
Mówi pan o Kamilu Adamku?
- Tak. Zobaczymy. Wyszedł z kontuzją i nie wiem, jak sobie ten chłopak poradzi. Nie chcę robić jakiejś kryptoreklamy, bo ktoś go może zgarnąć, ale o niego chodzi. To nie jest tajemnica. Tu mówimy o młodych, ale wiemy, że na pewnych pozycjach musimy mieć ludzi ogranych.
Może pan powiedzieć jakie to pozycje?
- Jak powiem, to będzie wiadomo wszystko. Wolę żeby każdy zawodnik dowiedział się ode mnie, jaka jest jego sytuacja, a nie przeczytał to na portalu i potem przychodził do mnie. To byłoby nieprofesjonalne. Natomiast w środę jedziemy oglądać mecz ekstraklasy czeskiej. Bohemians Praga gra z FK Teplice. Tam chcemy zobaczyć jednego zawodnika, którego już wcześniej chcieliśmy pozyskać. Gra w ekstraklasie. Jeśli skłanialibyśmy się ku I czy II-ligowcom musieliby się naprawdę wyróżniać.
W I lidze macie też swojego zawodnika - Damiana Chmiela...
- Strasznie na niego liczę. Nie ukrywam, że bardzo się cieszę, że ten chłopak gra i zrobił takie postępy. Ekstraklasa na niego czeka. To jest gość, z którym mi się bardzo dobrze pracowało. Życzę mu, żeby tylko skończył sezon bez kontuzji i przede wszystkim żeby się jego zespół utrzymał, bo żaden zawodnik nie chce mieć w CV spadku z ligi.
Co z młodymi zawodnikami, którzy już teraz są w Bielsku-Białej?
- Też jeszcze nie wiemy co z tymi, którzy się wyróżniają w Młodej Ekstraklasie. Możliwe, że ich wypożyczymy do II-I ligi. Są młodzieżowcami, więc mają granie zapewnione. Dużo jest jeszcze znaków zapytania i wydaje mi się, że na dzień dzisiejszy jest jeszcze za "gorąco" by je rozstrzygać. Ale to, co usłyszałem u prezydenta jest budujące. Tą samą politykę prowadzą zresztą władze klubu, bo wiadomo, że to musi być jednolite działanie. Wygląda to optymistycznie zwłaszcza w sferze finansowo-organizacyjnej. Wygląda na to, że się to wyprostuje i przestaniemy mówić o rzeczach, o których nie wypada mówić, a jeśli nie wiadomo, o co chodzi to... wiadomo, o co chodzi.
Ten sezon ekstraklasy jest wyjątkowo krótki. Jak więc wyglądają najbliższe plany drużyny?
- Chłopcy teraz dostali tydzień wolnego. Odpoczną także od siebie, bo wydaje mi się, że... czasami trzeba. Jak się patrzy przez rok na te same buzie, to - jako były zawodnik - wiem, że trzeba też nabrać głodu do siebie. Ci chłopcy, którzy mają dużo meczów w nogach, dostaną tydzień na odpoczynek i leczenie mikrourazów. A część już teraz odesłałem do drugiej drużyny, która ma realne szanse na awans do III ligi. Część będzie grała w Młodej Ekstraklasie, chodzi o tych młodych chłopców. Tak więc na niższym szczeblu ten sezon cały czas jeszcze trwa i chciałbym, żeby ci, którzy mniej grali w ekstraklasie, pokazali się właśnie w rezerwach czy w ME. Co prawda nie jest to aż tak miarodajne, ale dyspozycję każdego zawodnika można zobaczyć. Chcielibyśmy skończyć treningi początkiem czerwca. Majowe roztrenowanie będzie okraszone kilkoma sparingami. Dwa mamy już zakontraktowane. Pierwszy - 16 maja - z Cracovią i drugi 22 maja w Dankowicach z Wisłą Kraków. Dogadaliśmy się z trenerem Michałem Probierzem. W tym meczu myślę, że obaj sprawdzimy sobie nowych chłopaków. Jest to wtorek, więc nawet jeśli ktoś zagra w sobotę czy niedzielę, to krzywda mu się nie stanie. Skończylibyśmy treningi po ostatnim meczu drugiej drużyny. Wtedy będziemy wiedzieć, czy jesteśmy w III lidze, czy zostaliśmy w IV. Potem do końca czerwca będą mieli wolne i spotkamy się początkiem lipca, bo wiadomo, że ekstraklasa rozpocznie się dopiero po olimpiadzie w Londynie, 18 sierpnia, a więc bardzo późno. Nie ma potrzeby maltretować chłopaków wcześniejszym spotykaniem się. Oczywiście, będą mieli na czerwiec rozpiski z tym, co każdy ma zrobić.
Na koniec mam jeszcze dwa pytania personalne. Na testach był u was niedawno Izraelczyk Nir Mansour. Co może pan o nim powiedzieć?
- Fajny chłopak, dynamiczny, ale czy on da nam jakość - tego nie wiem. Musiałbym go zobaczyć w boju. To jest właśnie to, że przychodzą zawodnicy, którzy w okresie przygotowawczym wyglądają kapitalnie. Strzelają bramki w każdym sparingu, a potem przychodzi ligowa młocka. Za wcześnie, by ocenić Mansoura. Nie wiem, czy to jest dobry kierunek. Nie przekonał mnie aż tak, żebym teraz panu powiedział: tak, to jest to.
I pytanie drugie - co, jeśli Sylwester Patejuk zdecyduje się odejść?
- Sylwek zrobił bardzo dużo dla Podbeskidzia. I jakąkolwiek decyzję podejmie, ja ją uszanuję. A sam Sylwek wie, że Podbeskidzie podało mu w pewnym momencie rękę. Dostał szansę tutaj i wypromował się. Jest to więc sprzężenie zwrotne. Wiem, że rozmowy z Sylwkiem są prowadzone od dłuższego czasu. To nie jest tak, że ktoś o nim zapomniał. On nie jest łatwym negocjatorem, ale doskonale go rozumiem. Niech gra nawet do czterdziestki na tym poziomie, ale... lata lecą. On sam sobie zdaje sprawę, że podpisanie wieloletniego kontraktu na profesjonalnym poziomie to może być jego ostatnia umowa. Po tym, co pokazał na boiskach ekstraklasy, zasługuje na to, żeby go docenić. Tak to nazwijmy. Wiem, że gdzieś tam jest już blisko. Ale na dzień dzisiejszy jest jeszcze za wcześnie na konkrety. Jeśliby odszedł, trzeba będzie trochę zmienić kierunek poszukiwań. Trzeba będzie szukać tego typu zawodnika, bo on dał nam bardzo dużo jakości, szczególnie jeśli chodzi o ofensywę.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa