Robert Kasperczyk: Idziemy w stronę gry dwoma napastnikami
13.07.2012
Jak pan ocenia dzisiejszy sparing z MFK Karvina?
Robert Kasperczyk: - Potwierdziło się, że jesteśmy w zupełnie innej fazie przygotowań niż Słowacy i Czesi. Widać było w drugiej połowie - gdy weszła spora grupa świeżych zawodników - że ustępowaliśmy w środku pola pod każdym względem. Udało nam się nie stracić więcej niż jednej bramki. Na 15 minut przed końcem mieliśmy jeszcze przewagę taktyczną, z której mogły wpaść jakieś bramki dla nas, a w konsekwencji udało nam się utrzymać korzystny wynik.
Rezultaty tych meczów kontrolnych mają dla pana znaczenie?
- To nie jest tak, że machamy ręką na wyniki sparingów, ponieważ morale zespołu z każdym wygranym meczem wzrastają. Cieszymy się z tego zwycięstwa, choć oczywiście indywidualne cenzurki to zupełnie inna rzecz.
Po raz kolejny wraca pytanie o Mateusza Niechciała i Marcina Siedlarza...
- Jesteśmy w pilniejszej potrzebie jeżeli chodzi o Mateusza Niechciała, bo chcemy lewego obrońcę z Polski. Z całym szacunkiem, ale zdecydowaliśmy się ograniczyć liczbę cudzoziemców w zespole. Nie jest łatwo znaleźć dobrego lewonożnego zawodnika na tej pozycji. Natomiast w drugiej linii może być jeszcze szerszy wybór.
Pierwsze dwa tygodnie przygotowań za wami. Jak pan je ocenia?
- Tak naprawdę była to nowość dla nas, bo tak długiej przerwy jeszcze nie mieliśmy. Mistrzostwa Europy w Polsce zdarzają się może nawet jeden raz w życiu. Ta przerwa była bardzo długa i widać to po mikrourazach u niektórych chłopaków, których - dmuchając na zimne - nie stawiamy na siłę na nogi. W końcówce poprzedniego sezonu było już trochę pozorowania i nie było to dobre dla graczy. Ale też nie chcieliśmy rozpocząć przygotowań zbyt wcześnie, żeby chłopaków nie znużyć. Ligę też zresztą zaczynamy późno. Jestem generalnie bardzo zadowolony. Dzisiejszy mecz potwierdził, że pozyskanie Michala Pitera-Buczko może być nie uzupełnieniem, ale wzmocnieniem tej drużyny. Zaczyna nabierać pewności w dyrygowaniu zespołem, młodsi zawodnicy znaleźli u niego duży posłuch. Bramka była ukoronowaniem jego bardzo dobrej postawy w ostatnich sparingach. Pozostali mają walczyć o to, by szkielet drużyny się budował.
Kolejny raz ćwiczycie ustawienie z dwójką w ataku. Co to oznacza?
- Trzeci mecz gramy dwójką napastników i nie ukrywam, że idziemy ku temu, żeby grać na dwóch z przodu. Jeśli chodzi o treningi taktyczne też robimy wszystko, żeby wzmocnić tę linię ataku.
Trzy mecze, trzy zwycięstwa. Sportowo na razie jest dobrze...
- Mamy... dziewięć punktów. Życzylibyśmy sobie tak zacząć rundę. Dwa lata temu mieliśmy najlepszą rundę w historii Podbeskidzia. 39 punktów w 17 meczach. Wtedy, poza meczem z Dolnym Kubinem, gdzie graliśmy testowanymi graczami, wszystkie wygraliśmy. Oby to był dobry omen. Też zaczynaliśmy wówczas z Żyliną. Oczywiście, to jest ekstraklasa, zupełnie inny rozmiar kapelusza, ale my też jesteśmy mądrzejsi o ten rok. Sparing mi bardzo dużo daje, ale przede wszystkim chciałbym, żeby dawał zawodnikom sporo od strony mentalnej. Zwycięstwo buduje atmosferę, wzmaga pewność siebie. Oczywiście, są pewne rzeczy, z którymi trzeba się będzie zmierzyć, jak ciężkie nogi. Być może w danym dniu zespół rywala będzie lepszy.
Od początku przygotowań nie widać w składzie Damiana Nowaka, który tak udanie pokazał się w końcówce poprzedniego sezonu. Dlaczego?
- Pierwszy powód jest prozaiczny - kontuzja, chłopak ma 10 dni nogę w gipsie. Chcielibyśmy go dać na to pół roku do I ligi. Różne mieliśmy opcje. Żeby grał, nabierał pewności, bo po zlikwidowaniu drugiego zespołu, ci chłopcy ciężko mieliby zaistnieć w drużynie seniorskiej. Gra w Młodej Ekstraklasie, biorąc pod uwagę jej poziom, to nie jest szczebel, po którym można zweryfikować przydatność zawodnika. Rok temu w rundzie jesiennej w dwójce wyróżniali się gracze i wskakiwali do pierwszej drużyny. Przeskok w tempie i kulturze gry pomiędzy Młodą Ekstraklasą, a dorosłą, jest przeogromny. Nie jest to dla mnie miarodajne. Chcemy, żeby Damian się dobrze rozwijał. To nie jest siedem kolejek do końca, gdy jesteśmy utrzymani i można eksperymentować. Tu będzie od 1. kolejki taka orka, taka walka o punkty, że może zaistnieć sytuacja, że żaden z tych młodych nie powącha murawy.
Na koniec - wczoraj na posiedzeniu Wydziału Dyscypliny miała się rozstrzygnąć sprawa Dariusza Kołodzieja...
Z tego, co usłyszeliśmy szef tego ciała wraca w poniedziałek i wcześniej nie będzie żadnej decyzji.
Rozmawiał Michał Trela.
Robert Kasperczyk: - Potwierdziło się, że jesteśmy w zupełnie innej fazie przygotowań niż Słowacy i Czesi. Widać było w drugiej połowie - gdy weszła spora grupa świeżych zawodników - że ustępowaliśmy w środku pola pod każdym względem. Udało nam się nie stracić więcej niż jednej bramki. Na 15 minut przed końcem mieliśmy jeszcze przewagę taktyczną, z której mogły wpaść jakieś bramki dla nas, a w konsekwencji udało nam się utrzymać korzystny wynik.
Rezultaty tych meczów kontrolnych mają dla pana znaczenie?
- To nie jest tak, że machamy ręką na wyniki sparingów, ponieważ morale zespołu z każdym wygranym meczem wzrastają. Cieszymy się z tego zwycięstwa, choć oczywiście indywidualne cenzurki to zupełnie inna rzecz.
Po raz kolejny wraca pytanie o Mateusza Niechciała i Marcina Siedlarza...
- Jesteśmy w pilniejszej potrzebie jeżeli chodzi o Mateusza Niechciała, bo chcemy lewego obrońcę z Polski. Z całym szacunkiem, ale zdecydowaliśmy się ograniczyć liczbę cudzoziemców w zespole. Nie jest łatwo znaleźć dobrego lewonożnego zawodnika na tej pozycji. Natomiast w drugiej linii może być jeszcze szerszy wybór.
Pierwsze dwa tygodnie przygotowań za wami. Jak pan je ocenia?
- Tak naprawdę była to nowość dla nas, bo tak długiej przerwy jeszcze nie mieliśmy. Mistrzostwa Europy w Polsce zdarzają się może nawet jeden raz w życiu. Ta przerwa była bardzo długa i widać to po mikrourazach u niektórych chłopaków, których - dmuchając na zimne - nie stawiamy na siłę na nogi. W końcówce poprzedniego sezonu było już trochę pozorowania i nie było to dobre dla graczy. Ale też nie chcieliśmy rozpocząć przygotowań zbyt wcześnie, żeby chłopaków nie znużyć. Ligę też zresztą zaczynamy późno. Jestem generalnie bardzo zadowolony. Dzisiejszy mecz potwierdził, że pozyskanie Michala Pitera-Buczko może być nie uzupełnieniem, ale wzmocnieniem tej drużyny. Zaczyna nabierać pewności w dyrygowaniu zespołem, młodsi zawodnicy znaleźli u niego duży posłuch. Bramka była ukoronowaniem jego bardzo dobrej postawy w ostatnich sparingach. Pozostali mają walczyć o to, by szkielet drużyny się budował.
Kolejny raz ćwiczycie ustawienie z dwójką w ataku. Co to oznacza?
- Trzeci mecz gramy dwójką napastników i nie ukrywam, że idziemy ku temu, żeby grać na dwóch z przodu. Jeśli chodzi o treningi taktyczne też robimy wszystko, żeby wzmocnić tę linię ataku.
Trzy mecze, trzy zwycięstwa. Sportowo na razie jest dobrze...
- Mamy... dziewięć punktów. Życzylibyśmy sobie tak zacząć rundę. Dwa lata temu mieliśmy najlepszą rundę w historii Podbeskidzia. 39 punktów w 17 meczach. Wtedy, poza meczem z Dolnym Kubinem, gdzie graliśmy testowanymi graczami, wszystkie wygraliśmy. Oby to był dobry omen. Też zaczynaliśmy wówczas z Żyliną. Oczywiście, to jest ekstraklasa, zupełnie inny rozmiar kapelusza, ale my też jesteśmy mądrzejsi o ten rok. Sparing mi bardzo dużo daje, ale przede wszystkim chciałbym, żeby dawał zawodnikom sporo od strony mentalnej. Zwycięstwo buduje atmosferę, wzmaga pewność siebie. Oczywiście, są pewne rzeczy, z którymi trzeba się będzie zmierzyć, jak ciężkie nogi. Być może w danym dniu zespół rywala będzie lepszy.
Od początku przygotowań nie widać w składzie Damiana Nowaka, który tak udanie pokazał się w końcówce poprzedniego sezonu. Dlaczego?
- Pierwszy powód jest prozaiczny - kontuzja, chłopak ma 10 dni nogę w gipsie. Chcielibyśmy go dać na to pół roku do I ligi. Różne mieliśmy opcje. Żeby grał, nabierał pewności, bo po zlikwidowaniu drugiego zespołu, ci chłopcy ciężko mieliby zaistnieć w drużynie seniorskiej. Gra w Młodej Ekstraklasie, biorąc pod uwagę jej poziom, to nie jest szczebel, po którym można zweryfikować przydatność zawodnika. Rok temu w rundzie jesiennej w dwójce wyróżniali się gracze i wskakiwali do pierwszej drużyny. Przeskok w tempie i kulturze gry pomiędzy Młodą Ekstraklasą, a dorosłą, jest przeogromny. Nie jest to dla mnie miarodajne. Chcemy, żeby Damian się dobrze rozwijał. To nie jest siedem kolejek do końca, gdy jesteśmy utrzymani i można eksperymentować. Tu będzie od 1. kolejki taka orka, taka walka o punkty, że może zaistnieć sytuacja, że żaden z tych młodych nie powącha murawy.
Na koniec - wczoraj na posiedzeniu Wydziału Dyscypliny miała się rozstrzygnąć sprawa Dariusza Kołodzieja...
Z tego, co usłyszeliśmy szef tego ciała wraca w poniedziałek i wcześniej nie będzie żadnej decyzji.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa