Robert Kasperczyk: Fantastycznie się czuję w Bielsku-Białej
28.11.2011
Trener, który razem ze swoją drużyną debiutował jako szkoleniowiec w ekstraklasie, przyznał, że w pewnych aspektach najwyższa liga w Polsce go zaskoczyła. - Wrażenie robi kultura gry, umiejętności techniczno-taktyczne, bardzo międzynarodowe zespoły, które mają swoją jakość. Między ekstraklasą, a I ligą jest po prostu przepaść. Pokazały to nasze pierwsze mecze, gdy przeciwnicy bezlitośnie wykorzystali nasze błędy przy stałych fragmentach gry, czy przy stracie piłki. W I lidze można to było nadrobić. Tutaj każdy błąd zostanie wykorzystany - tłumaczy Kasperczyk.
Po awansie do ekstraklasy, trener Podbeskidzia powiedział, że traktuje ten sezon jako rodzaj wyzwania. Jego realizacja wychodzi na razie nieźle. - Oprócz sztabu szkoleniowego, który całkowicie debiutuje w ekstraklasie, jest też wielu zawodników, którzy grają tu po raz pierwszy. Sławek Cienciała, Sebastian Ziajka, Piotrek Koman, Sylwek Patejuk, który jest jak wino - czym starszy, tym lepszy. Druga grupa to piłkarze, którzy byli w klubach ekstraklasy, ale kariery tam nie zrobili. Weszliśmy więc do najwyższej klasy rozgrywkowej zupełnie nową drużyną - przypomina.
Początki były jego zdaniem trudne. - Bardzo bolesna weryfikacja nastąpiła w Bełchatowie. Na początku sezonu było widać, że nie wiemy do końca, co chcemy grać - czy to ma być ten ofensywny futbol I-ligowy z dwójką napastników, czy taki szachowy z wyczekiwaniem na kontratak. Wyciągnęliśmy wnioski i po meczu z Ruchem drużyna nabrała pewności siebie. Nie wszystko zaczęliśmy wygrywać, ale nie jest wstydem przegrać 0-1 ze Śląskiem Wrocław. Nabraliśmy do tej ligi pokory i wydaje mi się, że może już być tylko lepiej. Takie mecze jak z Koroną czy z Ruchem na pewno się nie powtórzą - przekonuje Kasperczyk.
Co ważne, trenerowi dobrze żyje się w Beskidach. - Czuję się w Bielsku-Białej fantastycznie. Sprowadziłem do Bielska żonę i tutaj razem mieszkamy. Ona pracuje w szkole w Łodygowicach, jesteśmy więc takimi krakowiako-góralami. Przynajmniej na najbliższy czas chcemy związać przyszłość z Bielskiem-Białą - kończy Robert Kasperczyk.
Po awansie do ekstraklasy, trener Podbeskidzia powiedział, że traktuje ten sezon jako rodzaj wyzwania. Jego realizacja wychodzi na razie nieźle. - Oprócz sztabu szkoleniowego, który całkowicie debiutuje w ekstraklasie, jest też wielu zawodników, którzy grają tu po raz pierwszy. Sławek Cienciała, Sebastian Ziajka, Piotrek Koman, Sylwek Patejuk, który jest jak wino - czym starszy, tym lepszy. Druga grupa to piłkarze, którzy byli w klubach ekstraklasy, ale kariery tam nie zrobili. Weszliśmy więc do najwyższej klasy rozgrywkowej zupełnie nową drużyną - przypomina.
Początki były jego zdaniem trudne. - Bardzo bolesna weryfikacja nastąpiła w Bełchatowie. Na początku sezonu było widać, że nie wiemy do końca, co chcemy grać - czy to ma być ten ofensywny futbol I-ligowy z dwójką napastników, czy taki szachowy z wyczekiwaniem na kontratak. Wyciągnęliśmy wnioski i po meczu z Ruchem drużyna nabrała pewności siebie. Nie wszystko zaczęliśmy wygrywać, ale nie jest wstydem przegrać 0-1 ze Śląskiem Wrocław. Nabraliśmy do tej ligi pokory i wydaje mi się, że może już być tylko lepiej. Takie mecze jak z Koroną czy z Ruchem na pewno się nie powtórzą - przekonuje Kasperczyk.
Co ważne, trenerowi dobrze żyje się w Beskidach. - Czuję się w Bielsku-Białej fantastycznie. Sprowadziłem do Bielska żonę i tutaj razem mieszkamy. Ona pracuje w szkole w Łodygowicach, jesteśmy więc takimi krakowiako-góralami. Przynajmniej na najbliższy czas chcemy związać przyszłość z Bielskiem-Białą - kończy Robert Kasperczyk.
Polecane
Ekstraklasa