Robert Kasperczyk: Czasem młodzi ludzie poczują za dużo... miedzi
09.08.2013
Panie trenerze, na początek nie sposób nie spytać, co się z panem dzieje? Coś cicho o panu...
Robert Kasperczyk, były trener Podbeskidzia Bielsko-Biała: - I dobrze, że cicho. Po doświadczeniach ze Stalą Rzeszów zdecydowałem, że nie pójdę nigdzie, dopóki obie strony nie będą do tego w stu procentach przekonane. Dlatego cierpliwie czekam i śledzę ekstraklasę oraz I ligę. Niby mamy lato, więc czas, który sprzyja zmienianiu miejsca na cieplejsze, ale... nie wiem czy jest w tej chwili cieplejsze miejsce niż Polska.
Pewnie więc śledzi pan Podbeskidzie. Jak wrażenia?
- Tak jak podejrzewałem przed sezonem - działacze zaufali tej drużynie, która miała za sobą tak udaną rundę wiosenną. W tyłach nie zmieniło się wiele, ale tak nietuzinkowy zawodnik jak Robert Demjan musiał po sobie pozostawić lukę. Myślę, że jeśli się uda znaleźć klasyczną dziewiątkę, to ta drużyna wróci do swojej dobrej gry. Teraz brakuje jeszcze Damiana Chmiela, a to też ważna postać. Te jego stałe fragmenty gry, bite w punkt, wiele razy siały zagrożenie pod bramkami rywali.
Jak się panu podoba Fabian Pawela w roli wysuniętego napastnika?
- Myślę, że z braku laku to jest najlepsze rozwiązanie lecz podejrzewam, że Fabian nie chciałby grać na tej pozycji na stałe. On zawsze wolał się cofnąć po piłkę, trochę "schować", być pod grą. A na pozycji "dziewiątki" gra się specyficznie - przez większość czasu jest się tyłem do bramki, trzeba się przepychać z silnymi obrońcami, utrzymać przy piłce czy wywalczyć rzut wolny. Fabian grał raczej cofnięty albo jako drugi napastnik, obok Roberta Demjana. Wtedy ich atuty się uzupełniały. Podbeskidzie musi jednak znaleźć klasyczną dziewiątkę.
Wśród braków nie wymienił pan Richarda Zajaca. Przekonuje pana Ladislav Rybansky?
- Rysiek to już legenda tego klubu i zawsze, gdy go nie ma, bardzo go brakuje. Tego nowego chłopaka nawet nie znam i jak oglądałem te mecze, nie spisywał się jakoś rewelacyjnie. Nie chodzi nawet o te puszczone bramki, ale o to, jak się przy nich zachowywała obrona. Przy Zajacu nie czuliby się tak zagubieni. Na pewno lepiej się z nim rozumieją. Póki jednak Ryśka nie ma, trzeba temu chłopakowi dawać jak najwięcej wsparcia.
A pozytywy po tych trzech meczach? Wiele osób chwali Aleksandra Jagiełłę...
- Myślę, że w ogóle ci młodzi mogą się podobać, ale... nie chcę być jak prezesi tych klubów, którzy po dwóch meczach zwalniali trenerów. Powinniśmy poczekać z ocenami przynajmniej do końca rundy, a nie robić to po dwóch czy trzech kolejkach. Widać, że Jagiełło ma pokrętło w nodze, zaliczył piękną asystę w Gdańsku. Poczekajmy jednak aż w tej lidze okrzepnie.
Dziś Podbeskidzie zagra z Zagłębiem, rywalem na papierze mocniejszym, ale akurat z nim bielszczanom zwykle szło nieźle.
- Wyniki były dobre, ale to zawsze były ciężkie spotkania, zawsze kończyły się najwyżej jednobramkowym zwycięstwem. Poza tym, w zespole jest nowy trener, który poczuł szansę, że może zostanie na stałe, więc też na pewno będzie się chciał pokazać. To nie jest łatwa sytuacja. Za wcześnie na mówienie o spotkaniu "o sześć punktów", jednak ten, kto przegra będzie miał coraz bardziej nerwową sytuację, bo oba zespoły zaczęły nie najlepiej.
Myśli pan, że jest coś takiego jak syndrom "zatrucia miedzią"? Młody zawodnik, który dobrze grał w biednym klubie, trafia do Zagłębia i... przestaje grać.
- Problem pewnie jest szerszy. Młodzi ludzie dostają na starcie dużo... "miedzi" i różnie się to kończy. Dlatego tak ważne, by mieć nad sobą rodziców czy trenerów, którzy będą ich cały czas pilnowali przed jakimiś syndromami "sodówki". To nie przypadek, że bardzo często ten, który uchodzi za wielki talent w wieku kilkunastu lat, robi mniejszą karierę niż rówieśnik z małego klubu, którego nikt nie uznawał za talent i nie obsypywał wielkimi pieniędzmi. To wyrabia charakter. Zresztą proszę zobaczyć trójkę z Dortmundu - każdy na którymś etapie kariery miał jakieś większe lub mniejsze problemy. Każdy teraz widzi, gdzie są.
Rozmawiał Michał Trela.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Zagłębie Lubin
piątek, 18:00
Sędzia Tomasz Musiał (Kraków).
Robert Kasperczyk, były trener Podbeskidzia Bielsko-Biała: - I dobrze, że cicho. Po doświadczeniach ze Stalą Rzeszów zdecydowałem, że nie pójdę nigdzie, dopóki obie strony nie będą do tego w stu procentach przekonane. Dlatego cierpliwie czekam i śledzę ekstraklasę oraz I ligę. Niby mamy lato, więc czas, który sprzyja zmienianiu miejsca na cieplejsze, ale... nie wiem czy jest w tej chwili cieplejsze miejsce niż Polska.
Pewnie więc śledzi pan Podbeskidzie. Jak wrażenia?
- Tak jak podejrzewałem przed sezonem - działacze zaufali tej drużynie, która miała za sobą tak udaną rundę wiosenną. W tyłach nie zmieniło się wiele, ale tak nietuzinkowy zawodnik jak Robert Demjan musiał po sobie pozostawić lukę. Myślę, że jeśli się uda znaleźć klasyczną dziewiątkę, to ta drużyna wróci do swojej dobrej gry. Teraz brakuje jeszcze Damiana Chmiela, a to też ważna postać. Te jego stałe fragmenty gry, bite w punkt, wiele razy siały zagrożenie pod bramkami rywali.
Jak się panu podoba Fabian Pawela w roli wysuniętego napastnika?
- Myślę, że z braku laku to jest najlepsze rozwiązanie lecz podejrzewam, że Fabian nie chciałby grać na tej pozycji na stałe. On zawsze wolał się cofnąć po piłkę, trochę "schować", być pod grą. A na pozycji "dziewiątki" gra się specyficznie - przez większość czasu jest się tyłem do bramki, trzeba się przepychać z silnymi obrońcami, utrzymać przy piłce czy wywalczyć rzut wolny. Fabian grał raczej cofnięty albo jako drugi napastnik, obok Roberta Demjana. Wtedy ich atuty się uzupełniały. Podbeskidzie musi jednak znaleźć klasyczną dziewiątkę.
Wśród braków nie wymienił pan Richarda Zajaca. Przekonuje pana Ladislav Rybansky?
- Rysiek to już legenda tego klubu i zawsze, gdy go nie ma, bardzo go brakuje. Tego nowego chłopaka nawet nie znam i jak oglądałem te mecze, nie spisywał się jakoś rewelacyjnie. Nie chodzi nawet o te puszczone bramki, ale o to, jak się przy nich zachowywała obrona. Przy Zajacu nie czuliby się tak zagubieni. Na pewno lepiej się z nim rozumieją. Póki jednak Ryśka nie ma, trzeba temu chłopakowi dawać jak najwięcej wsparcia.
A pozytywy po tych trzech meczach? Wiele osób chwali Aleksandra Jagiełłę...
- Myślę, że w ogóle ci młodzi mogą się podobać, ale... nie chcę być jak prezesi tych klubów, którzy po dwóch meczach zwalniali trenerów. Powinniśmy poczekać z ocenami przynajmniej do końca rundy, a nie robić to po dwóch czy trzech kolejkach. Widać, że Jagiełło ma pokrętło w nodze, zaliczył piękną asystę w Gdańsku. Poczekajmy jednak aż w tej lidze okrzepnie.
Dziś Podbeskidzie zagra z Zagłębiem, rywalem na papierze mocniejszym, ale akurat z nim bielszczanom zwykle szło nieźle.
- Wyniki były dobre, ale to zawsze były ciężkie spotkania, zawsze kończyły się najwyżej jednobramkowym zwycięstwem. Poza tym, w zespole jest nowy trener, który poczuł szansę, że może zostanie na stałe, więc też na pewno będzie się chciał pokazać. To nie jest łatwa sytuacja. Za wcześnie na mówienie o spotkaniu "o sześć punktów", jednak ten, kto przegra będzie miał coraz bardziej nerwową sytuację, bo oba zespoły zaczęły nie najlepiej.
Myśli pan, że jest coś takiego jak syndrom "zatrucia miedzią"? Młody zawodnik, który dobrze grał w biednym klubie, trafia do Zagłębia i... przestaje grać.
- Problem pewnie jest szerszy. Młodzi ludzie dostają na starcie dużo... "miedzi" i różnie się to kończy. Dlatego tak ważne, by mieć nad sobą rodziców czy trenerów, którzy będą ich cały czas pilnowali przed jakimiś syndromami "sodówki". To nie przypadek, że bardzo często ten, który uchodzi za wielki talent w wieku kilkunastu lat, robi mniejszą karierę niż rówieśnik z małego klubu, którego nikt nie uznawał za talent i nie obsypywał wielkimi pieniędzmi. To wyrabia charakter. Zresztą proszę zobaczyć trójkę z Dortmundu - każdy na którymś etapie kariery miał jakieś większe lub mniejsze problemy. Każdy teraz widzi, gdzie są.
Rozmawiał Michał Trela.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Zagłębie Lubin
piątek, 18:00
Sędzia Tomasz Musiał (Kraków).
Polecane
Ekstraklasa