Rekord z medalem niespodziewanym i... dawno niewidzianym

09.05.2011
15 lat czekał Rekord Bielsko-Biała na medal ekstraklasy futsalu. Udało się w sezonie, który miał być bardzo trudny. Drugi rok po awansie, dla bardzo wielu drużyn w różnych dyscyplinach często jest najgorszy.
Choć zespół z Cygańskiego Lasu był jednym z założycieli polskich rozgrywek futsalowych, a w tabeli wszech czasów jest na jednym z czołowych miejsc, to nie może się pochwalić wielkimi sukcesami. Raptem jeden srebrny medal w sezonie 1995/1996 i... to wszystko. Poprzednie rozgrywki, pierwsze po powrocie do ekstraklasy, były znakomite, bo bielszczanie zajęli czwarte miejsce. A po ich zakończeniu rozstano się z trenerem Marcinem Biskupem.

Zastąpił go Andrea Bucciol i przez długi czas wydawało się, że podobnie jak w przypadku siatkarek BKS-u Bielsko-Biała potwierdzi się przysłowie "Lepsze jest wrogiem dobrego". Rekordziści tracili punkty, przegrywali we własnej hali. Przede wszystkim grali w "kratkę". Jesienią rozegrali fenomenalny, wybitny mecz z Pogonią Szczecin, a w krótkim odstępie czasu zostali totalnie upokorzeni przez przeciętne TPH Polkowice.

Na wiosnę bielszczanie ustabilizowali formę. Mają wyrównany, zgrany skład, który zaczął rozumieć, o co chodzi włoskiemu trenerowi. Zawodnicy bardzo chcieli trzeciego miejsca, bowiem strata do prowadzących zespołów z Pniew i Krakowa była już zbyt duża. I to miejsce na podium, dające nagrodę w postaci 7 tysięcy złotych (zgodnie z regulaminem Polskiej Ekstraklasy Futsalu), ma o wiele większą wartość. To duży krok w kierunku popularyzacji futsalu w Bielsku, potwierdzenie, że w Rekordzie obrali dobrą drogę.

Warto też wspomnieć o tym, że po raz pierwszy od 15 lat, Rekord na koniec sezonu będzie najlepszą drużyną województwa śląskiego. Nie dość, że uplasuje się w czołówce, podczas gdy inni walczą o utrzymanie, to już 20 i 21 maja stoczy walkę o Puchar Polski z krakowskimi Wisłą i Kupczykiem oraz Gattą Zduńska Wola.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również