Rekord - Wisła 3-8. "Ten rezultat jest bardzo mylący"
03.10.2010
- To są mecze na najwyższym poziomie, dlatego w każdym aspekcie trzeba grać na 100 procent. U nas wszystko funkcjonowało maksymalnie na 80 procent i dlatego przegraliśmy - próbował tłumaczyć porażkę Szymura. Inną koncepcję miał Krystian Brzenk, bramkarz, który tradycyjnie był jednym z najlepszych graczy Rekordu. - Strasznie nam brakowało szczęścia, tymczasem Wisła miała go aż nadto. To jakie im gole wpadały, to coś niesamowitego. Facet się przewracał, miał zamknięte oczy, kopnął na ślepo, piłka odbiła się od obu słupków i wpadła do bramki - załamywał się golkiper. - Limit szczęścia wyczerpaliśmy chyba tydzień temu w meczu z Cleareksem Chorzów - dodał.
Brzenk powyżej w obrazowy sposób opisał ostatniego gola zdobytego przez krakowian, autorstwa Łukasza Noconia. Po pierwszej połowie na taki pogrom wcale się jednak nie zapowiadało. Ba, to bielszczanie pierwsi wyszli na prowadzenie - po dwójkowym kontrataku Tomasza Dury i Pawła Machury, ten drugi skierował piłkę do pustej bramki. Krakowianie zdołali wyjść na prowadzenie jeszcze w pierwszej części gry, po dwóch fantastycznych strzałach z dystansu Douglasa Ferreiry i Błażeja Korczyńskiego.
Drugie 20 minut gospodarze rozpoczęli od akcji, która niezaprzeczalnie była najpiękniejszą w meczu. Twarda i nieustępliwa obrona krakowian stała się na moment bezradna, bo bielszczanie tak szybko wymieniali między sobą piłkę. W końcu futsalówka trafiła do Piotra Pawełka, który z linii bramkowej wpakował ją do siatki, wzbudzając ogromny aplauz publiczności. Krakowianie szybko się jednak odgryźli po golach Korczyńskiego i Andrzeja Szłapy. - Musieliśmy zaryzykować, wycofaliśmy bramkarza, ale oni świetnie się bronili i wyprowadzali kontry. Gra w przewadze przyniosła nam tylko szkody - tłumaczył Szymura. - Te bramki, które straciliśmy, nie powinny były wpaść. My musieliśmy się otworzyć, a Wisła nas wypunktowała. O naszej porażce zadecydowały detale - mówił Paweł Budniak.
W końcówce Rekord grał bardzo nerwowo i niedokładnie, zaś krakowianie coraz bardziej się rozkręcali, a ich obrona była nie do przejścia. Fantastyczne zawody rozegrał zwłaszcza bramkarz Bartłomiej Nawrat. Gospodarze nie potrafili wykorzystać nawet przedłużonych rzutów karnych, które wykonywali Dura i Radek Polasek. - Taki jest sport. Teraz przed nami ciężki wyjazd do Chojnic i mecz u siebie z Akademią Pniewy, mistrzem Polski. Jeżeli chcemy się liczyć w czołówce, to musimy te spotkania wygrać - zakończył Szymura.
Brzenk powyżej w obrazowy sposób opisał ostatniego gola zdobytego przez krakowian, autorstwa Łukasza Noconia. Po pierwszej połowie na taki pogrom wcale się jednak nie zapowiadało. Ba, to bielszczanie pierwsi wyszli na prowadzenie - po dwójkowym kontrataku Tomasza Dury i Pawła Machury, ten drugi skierował piłkę do pustej bramki. Krakowianie zdołali wyjść na prowadzenie jeszcze w pierwszej części gry, po dwóch fantastycznych strzałach z dystansu Douglasa Ferreiry i Błażeja Korczyńskiego.
Drugie 20 minut gospodarze rozpoczęli od akcji, która niezaprzeczalnie była najpiękniejszą w meczu. Twarda i nieustępliwa obrona krakowian stała się na moment bezradna, bo bielszczanie tak szybko wymieniali między sobą piłkę. W końcu futsalówka trafiła do Piotra Pawełka, który z linii bramkowej wpakował ją do siatki, wzbudzając ogromny aplauz publiczności. Krakowianie szybko się jednak odgryźli po golach Korczyńskiego i Andrzeja Szłapy. - Musieliśmy zaryzykować, wycofaliśmy bramkarza, ale oni świetnie się bronili i wyprowadzali kontry. Gra w przewadze przyniosła nam tylko szkody - tłumaczył Szymura. - Te bramki, które straciliśmy, nie powinny były wpaść. My musieliśmy się otworzyć, a Wisła nas wypunktowała. O naszej porażce zadecydowały detale - mówił Paweł Budniak.
W końcówce Rekord grał bardzo nerwowo i niedokładnie, zaś krakowianie coraz bardziej się rozkręcali, a ich obrona była nie do przejścia. Fantastyczne zawody rozegrał zwłaszcza bramkarz Bartłomiej Nawrat. Gospodarze nie potrafili wykorzystać nawet przedłużonych rzutów karnych, które wykonywali Dura i Radek Polasek. - Taki jest sport. Teraz przed nami ciężki wyjazd do Chojnic i mecz u siebie z Akademią Pniewy, mistrzem Polski. Jeżeli chcemy się liczyć w czołówce, to musimy te spotkania wygrać - zakończył Szymura.
Polecane
Futsal Ekstraklasa