Rekord skorzystał ze słabości przeciwnika i... zrobił sobie trening

13.02.2012
16 bramek strzelonych i żadnej straconej. Taki bilans mają zawodnicy Rekordu Bielsko-Biała w meczach z TPH Polkowice. Bielszczanie jednak nie próżnowali i... w czasie meczu ćwiczyli przed play-offami.
Wojciech Łysoń, zawodnik Rekordu, przyznaje, że rywale nie zawiesili za wysoko poprzeczki. - Nie ma co ukrywać, nie był to dla nas ciężki mecz. Choć wiemy, jak Polkowice zagrały przed tygodniem (wygrały z Pogonią Szczecin 6-2, co było ich pierwszym zwycięstwem w sezonie - przyp. M.T.), więc troszkę się obawialiśmy, mając jeszcze w pamięci dwie porażki z nimi w zeszłym sezonie. No, ale na parkiecie jednak pokazaliśmy, że jesteśmy lepsi - przyznaje gracz wicelidera ekstraklasy futsalu.

Wygrana 7-0 była najwyższym zwycięstwem Rekordu w tym sezonie przed własną publicznością. Więcej bramek bielszczanie strzelili tylko... w jesiennym wyjazdowym meczu z TPH. - Cieszy, że w końcu wykorzystywaliśmy sytuacje, bo nie raz mieliśmy ich całe mnóstwo, a padały jedna - dwie bramki. Może teraz worek się rozwiązał? - zastanawia się Łysoń.

W końcówce, korzystając z wysokiego prowadzenia, trener Andrea Bucciol zdecydował się... wycofać bramkarza. - Ćwiczymy już warianty przed play-offami, bo trzeba się nastawić, że w nich raczej trzeba będzie grać z lotnym bramkarzem. Na treningach nie jest tak, jak na meczu, dlatego próbujemy różnych sposobów, gdy jest taki wynik - przyznaje.

W zakończonej wczoraj kolejce Rekordowi udało się umocnić na drugim miejscu w tabeli. Wszystko dzięki temu, że Gwiazda Ruda Śląska zremisowała na wyjeździe z Gattą Zduńska Wola. - Zagrali pod nas i teraz mamy nad Gattą już pięć punktów przewagi. Zawsze daje to trochę więcej spokoju - kończy Wojciech Łysoń.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również