Rekord - Polkowice 5-6. "To co zagraliśmy to była katastrofa"
30.10.2010
Dla bielszczan była to trzecia z rzędu porażka we własnej hali. Wcześniej Rekordziści ulegli Wiśle Kraków i Akademii Pniewy. - Tamte przegrane były niejako wkalkulowane, mierzyliśmy się z zespołami, które będą walczyć o tytuł. Może wyniki były wysokie, ale my wtedy graliśmy naprawdę dobre mecze. Dziś nic nas nie usprawiedliwia - mówił kapitan bielskiego zespołu. To był dziwny mecz. Nie można powiedzieć, by Rekord zagrał złe spotkanie. Rozpoczęło się od prowadzenia gospodarzy, które uzyskał Paweł Budniak.
Później bielszczanie grali bardzo efektownie i totalnie stłamsili polkowiczan. W nieprawdopodobnych sytuacjach pudłowali jednak Radek Polasek, Tomasz Dura, Wojciech Łysoń i Piotr Bubec. Tymczasem goście robili to, czego Rekord kompletnie nie umiał - po prostu strzelał gole. Zawodnicy Stanisława Kwiatkowskiego wykazali się niemal 100-procentową skutecznością i na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. - Drugie 10 minut pierwszej połowy było w naszym wykonaniu katastrofalne. Straciliśmy trzy frajerskie bramki. Na tym poziomie to się nie powinno zdarzać - stwierdził Szymura.
Wszyscy spodziewali się huraganowych ataków gospodarzy już od początku drugiej części gry i tak rzeczywiście było. Tyle tylko, że bramki nadal strzelali... goście. Nawet gdy bielszczanom, na niespełna 4 minuty przed końcem, udało się doprowadzić do wyrównania po strzałach Pawła Machury i Radka Polaska, cieszyli się z niego raptem... 23 sekundy. Później polkowiczanie uciekli i nie dali sobie wyrwać sensacyjnego zwycięstwa.
- Wydaje mi się, że przewyższali nas dzisiaj fizycznie. Byli po prostu szybsi. W pierwszych 10 minutach powinniśmy byli strzelić pięć, albo sześć goli. Padł tylko... jeden - wściekał się Łukasz Mentel, który nie wykorzystał przedłużonego rzutu karnego. - Nawet nie wiem, czy to my jesteśmy teraz tacy słabi, czy przeciwnik po prostu miał taki dzień, że każdy strzał wpadał do bramki, co też się czasami zdarza. Dziś zrobiliśmy z bramkarza przeciwników bohatera. Bronił kapitalnie w nieprawdopodobnych sytuacjach - zakończył Szymura.
Później bielszczanie grali bardzo efektownie i totalnie stłamsili polkowiczan. W nieprawdopodobnych sytuacjach pudłowali jednak Radek Polasek, Tomasz Dura, Wojciech Łysoń i Piotr Bubec. Tymczasem goście robili to, czego Rekord kompletnie nie umiał - po prostu strzelał gole. Zawodnicy Stanisława Kwiatkowskiego wykazali się niemal 100-procentową skutecznością i na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. - Drugie 10 minut pierwszej połowy było w naszym wykonaniu katastrofalne. Straciliśmy trzy frajerskie bramki. Na tym poziomie to się nie powinno zdarzać - stwierdził Szymura.
Wszyscy spodziewali się huraganowych ataków gospodarzy już od początku drugiej części gry i tak rzeczywiście było. Tyle tylko, że bramki nadal strzelali... goście. Nawet gdy bielszczanom, na niespełna 4 minuty przed końcem, udało się doprowadzić do wyrównania po strzałach Pawła Machury i Radka Polaska, cieszyli się z niego raptem... 23 sekundy. Później polkowiczanie uciekli i nie dali sobie wyrwać sensacyjnego zwycięstwa.
- Wydaje mi się, że przewyższali nas dzisiaj fizycznie. Byli po prostu szybsi. W pierwszych 10 minutach powinniśmy byli strzelić pięć, albo sześć goli. Padł tylko... jeden - wściekał się Łukasz Mentel, który nie wykorzystał przedłużonego rzutu karnego. - Nawet nie wiem, czy to my jesteśmy teraz tacy słabi, czy przeciwnik po prostu miał taki dzień, że każdy strzał wpadał do bramki, co też się czasami zdarza. Dziś zrobiliśmy z bramkarza przeciwników bohatera. Bronił kapitalnie w nieprawdopodobnych sytuacjach - zakończył Szymura.
Polecane
Futsal Ekstraklasa