Rekord - Pogoń 1-4. Lider za mocny, pierwsza czwórka się oddala
10.03.2013
Jeśli bielszczanie chcieli - a chcieli - powalczyć jeszcze o pozycję w pierwszej czwórce po fazie zasadniczej, musieli pokonać u siebie lidera Pogoń Szczecin. W poprzednich spotkaniach z zespołami z czołówki problem Rekordu polegał jednak na wejściu w mecz. Zawodnicy Andrei Bucciola może i w drugich 20 minutach nie odstawali od rywali. Cóż jednak z tego, skoro w pierwszej połowie tracili kilka bramek. Dziś ten koszmar się powtórzył.
Pierwsza odsłona gry to były - rzadkie w wykonaniu bielszczan - futsalowe szachy. Obie drużyny wyglądały, jakby darzyły się sporym respektem i obawiały się otworzyć. Gospodarze nie mogli zagrozić szczelnie zaryglowanej bramce lidera. Dość powiedzieć, że jedyną w pełni przemyślaną i udaną akcję gracze z Cygańskiego Lasu przeprowadzili na... 18 sekund przed przerwą, gdy Michał Marek przegrał pojedynek z Łukaszem Koszmiderem, bramkarzem szczecinian. Wcześniej sytuację mieli tylko po sytuacyjnym, bardzo przypadkowym strzale Wojciecha Łysonia.
Bielszczanie próbowali zrobić to samo, co Pogoń, jednak przez błędy indywidualne im się to nie udało. Wszystko bezlitośnie wykorzystywał Brazylijczyk Douglas. Raz - z ostrego kąta, pięknym strzałem z woleja w okienko bramki po długim podaniu. Dwa - "szczur" po odbiciu piłki od jednego z bielszczan. Trzy - spokojnie wykorzystana sytuacja sam na sam. Znów Rekord pierwszą połową nie tylko nie zrobił sobie przewagi, ale... narobił problemów.
Druga połowa zmieniła tyle, że... szczecinianie okazali ludzkie oblicze. W kompletnie niegroźnej sytuacji jeden z zawodników próbował podawać głową do bramkarza. Nie zauważył jednak, że między nim a Koszmiderem stał jeszcze Paweł Machura. Najlepszy strzelec bielszczan najpierw próbował golkipera mijać, ale gdy mu się to nie udało, zachował zimną krew, wycofał do Radka Polaszka, a Czech pewnie kopnął do pustej bramki. Rekord złapał jeszcze jakąś nadzieję.
Pogoń niespodziewanie zaczęła się w obronie gubić. Łukasz Mentel znalazł się niepilnowany pod jej bramką, ale szansy nie wykorzystał. Gospodarze jednak wściekle walczyli o odrobienie strat. Na pięć minut przed końcem zagrali va banque, wycofując bramkarza i grając z lotnym, którym był Łukasz Mentel. W niczym to jednak nie pomogło. Zawodnicy Juszczaka pokazali, że potrafią się znakomicie bronić i wywieźli z Cygańskiego Lasu trzy punkty. To zapewniło im mistrzostwo fazy zasadniczej. Rekord teoretycznie może być jeszcze wiceliderem, ale bardziej realnie patrząc, ciężko będzie zająć miejsce w pierwszej czwórce. A to oznaczać będzie konieczność grania pierwszych meczów play-off na wyjazdach i rozgrywanie ewentualnego ostatniego, piątego spotkania w obcej hali.
Pierwsza odsłona gry to były - rzadkie w wykonaniu bielszczan - futsalowe szachy. Obie drużyny wyglądały, jakby darzyły się sporym respektem i obawiały się otworzyć. Gospodarze nie mogli zagrozić szczelnie zaryglowanej bramce lidera. Dość powiedzieć, że jedyną w pełni przemyślaną i udaną akcję gracze z Cygańskiego Lasu przeprowadzili na... 18 sekund przed przerwą, gdy Michał Marek przegrał pojedynek z Łukaszem Koszmiderem, bramkarzem szczecinian. Wcześniej sytuację mieli tylko po sytuacyjnym, bardzo przypadkowym strzale Wojciecha Łysonia.
Bielszczanie próbowali zrobić to samo, co Pogoń, jednak przez błędy indywidualne im się to nie udało. Wszystko bezlitośnie wykorzystywał Brazylijczyk Douglas. Raz - z ostrego kąta, pięknym strzałem z woleja w okienko bramki po długim podaniu. Dwa - "szczur" po odbiciu piłki od jednego z bielszczan. Trzy - spokojnie wykorzystana sytuacja sam na sam. Znów Rekord pierwszą połową nie tylko nie zrobił sobie przewagi, ale... narobił problemów.
Druga połowa zmieniła tyle, że... szczecinianie okazali ludzkie oblicze. W kompletnie niegroźnej sytuacji jeden z zawodników próbował podawać głową do bramkarza. Nie zauważył jednak, że między nim a Koszmiderem stał jeszcze Paweł Machura. Najlepszy strzelec bielszczan najpierw próbował golkipera mijać, ale gdy mu się to nie udało, zachował zimną krew, wycofał do Radka Polaszka, a Czech pewnie kopnął do pustej bramki. Rekord złapał jeszcze jakąś nadzieję.
Pogoń niespodziewanie zaczęła się w obronie gubić. Łukasz Mentel znalazł się niepilnowany pod jej bramką, ale szansy nie wykorzystał. Gospodarze jednak wściekle walczyli o odrobienie strat. Na pięć minut przed końcem zagrali va banque, wycofując bramkarza i grając z lotnym, którym był Łukasz Mentel. W niczym to jednak nie pomogło. Zawodnicy Juszczaka pokazali, że potrafią się znakomicie bronić i wywieźli z Cygańskiego Lasu trzy punkty. To zapewniło im mistrzostwo fazy zasadniczej. Rekord teoretycznie może być jeszcze wiceliderem, ale bardziej realnie patrząc, ciężko będzie zająć miejsce w pierwszej czwórce. A to oznaczać będzie konieczność grania pierwszych meczów play-off na wyjazdach i rozgrywanie ewentualnego ostatniego, piątego spotkania w obcej hali.
Polecane
Futsal Ekstraklasa