Rekord nie popełni błędu z poprzedniego sezonu? "Wtedy sobie zawaliliśmy"
21.01.2013
Bielszczanie zaczęli sezon bardzo przeciętnie. Mocni kandydaci do medali, a nawet do mistrzowskiego tytułu grali bardzo w kratkę. Potrafili wprawdzie ograć na wyjeździe GKS Tychy 12-3, ale zdarzyło im się też przyjąć u siebie siedem bramek od Remedium Pyskowice. Grudniowy mecz z AZS-em UŚ Katowice, zakończony bezbramkowym remisem, przyniósł totalną odmianę. Zakończyła się runda i Rekord "odpalił".
Jeszcze przed świętami bielszczanie pewnie rozbili beniaminka z Gdańska. To jeszcze nikogo specjalnie nie wzruszyło, bowiem AZS UG to najsłabsza drużyna ligi. Później przyszły jednak zwycięstwa z GKS-em Tychy, wiceliderem Red Devils Chojnice i zajmującym trzecie miejsce Marwitem Toruń. Te cztery wygrane z rzędu sprawiły, że zespół z Cygańskiego Lasu wspiął się z pogranicza stref walki o utrzymanie i play-offów o mistrzostwo, na trzecie miejsce w tabeli. Dziś traci do prowadzącej dwójki z Chojnic i Szczecina ledwie sześć punktów.
- Fajnie, że tak się to układa. Jesień była dla nas ciężka i musieliśmy to przetrwać. Wiemy, jak wyrównana jest teraz liga, są te play-offy, więc dobrze, że zaczęliśmy się wspinać w tabeli. Forma przyszła i z meczu na mecz będzie coraz lepiej - zapowiada Wojciech Łysoń, gracz Rekordu. Bielszczanie nie chcą popełnić błędu z poprzedniego sezonu, gdzie wystrzelili na początku, zajęli drugie miejsce w fazie zasadniczej i w jej końcówce mogli sobie pozwolić na mocne spuszczenie z tonu. Tymczasem gdy przyszły play-offy dobra forma pozostała już tylko wspomnieniem. Zdobycie trzeciego miejsca było wówczas maksimum możliwości Rekordu, choć jesień wskazywała co innego...
- Dokładnie, w zeszłym roku za szybko zapewniliśmy sobie drugie miejsce. Słabsza końcówka siedziała w głowach. Zawaliliśmy sobie wszystko. Mieliśmy wtedy świetny początek, a potem wpadliśmy w dołek. I tak dużo wtedy ugraliśmy... - dodaje.
Teraz natomiast forma bielszczan wygląda na coraz wyższą. Wczoraj pokonali u siebie Marwit Toruń. - To był bardzo ciężki mecz, zwłaszcza, że oni byli nad nami w tabeli. I na pewno są mocni. Od samego początku agresywnie podeszli i strzelili bramkę już w 11. sekundzie. Kolejny raz zdarza nam się tracić gola na początku, musimy coś z tym zrobić, bo potem trzeba gonić wynik. Najważniejsze jednak, że się udało - uśmiecha się Łysoń, który na dobre wrócił do składu po ciężkiej kontuzji....
- Nie ma już po niej śladów. To był właśnie mój pierwszy mecz od pierwszej minuty po kontuzji. Wszystko jest już OK. To był mój pierwszy tak groźny uraz, więc obawiałem się bariery psychicznej, ale nic takiego nie ma. Wyrzuciłem to z głowy - kończy Wojciech Łysoń.
Jeszcze przed świętami bielszczanie pewnie rozbili beniaminka z Gdańska. To jeszcze nikogo specjalnie nie wzruszyło, bowiem AZS UG to najsłabsza drużyna ligi. Później przyszły jednak zwycięstwa z GKS-em Tychy, wiceliderem Red Devils Chojnice i zajmującym trzecie miejsce Marwitem Toruń. Te cztery wygrane z rzędu sprawiły, że zespół z Cygańskiego Lasu wspiął się z pogranicza stref walki o utrzymanie i play-offów o mistrzostwo, na trzecie miejsce w tabeli. Dziś traci do prowadzącej dwójki z Chojnic i Szczecina ledwie sześć punktów.
- Fajnie, że tak się to układa. Jesień była dla nas ciężka i musieliśmy to przetrwać. Wiemy, jak wyrównana jest teraz liga, są te play-offy, więc dobrze, że zaczęliśmy się wspinać w tabeli. Forma przyszła i z meczu na mecz będzie coraz lepiej - zapowiada Wojciech Łysoń, gracz Rekordu. Bielszczanie nie chcą popełnić błędu z poprzedniego sezonu, gdzie wystrzelili na początku, zajęli drugie miejsce w fazie zasadniczej i w jej końcówce mogli sobie pozwolić na mocne spuszczenie z tonu. Tymczasem gdy przyszły play-offy dobra forma pozostała już tylko wspomnieniem. Zdobycie trzeciego miejsca było wówczas maksimum możliwości Rekordu, choć jesień wskazywała co innego...
- Dokładnie, w zeszłym roku za szybko zapewniliśmy sobie drugie miejsce. Słabsza końcówka siedziała w głowach. Zawaliliśmy sobie wszystko. Mieliśmy wtedy świetny początek, a potem wpadliśmy w dołek. I tak dużo wtedy ugraliśmy... - dodaje.
Teraz natomiast forma bielszczan wygląda na coraz wyższą. Wczoraj pokonali u siebie Marwit Toruń. - To był bardzo ciężki mecz, zwłaszcza, że oni byli nad nami w tabeli. I na pewno są mocni. Od samego początku agresywnie podeszli i strzelili bramkę już w 11. sekundzie. Kolejny raz zdarza nam się tracić gola na początku, musimy coś z tym zrobić, bo potem trzeba gonić wynik. Najważniejsze jednak, że się udało - uśmiecha się Łysoń, który na dobre wrócił do składu po ciężkiej kontuzji....
- Nie ma już po niej śladów. To był właśnie mój pierwszy mecz od pierwszej minuty po kontuzji. Wszystko jest już OK. To był mój pierwszy tak groźny uraz, więc obawiałem się bariery psychicznej, ale nic takiego nie ma. Wyrzuciłem to z głowy - kończy Wojciech Łysoń.
Polecane
Futsal Ekstraklasa