Rekord - Marwit 3-3. Outsider rzutem na taśmę wywozi punkty

21.03.2010
W Bielsku-Białej przykra niespodzianka. Walczący o podium piłkarze Rekordu tylko zremisowali z przedostatnim Marwitem Toruń. Wynik rozstrzygnął się na 28 sekund przed końcem!
Mocne uderzenie na początek, mocne uderzenie na koniec. Taki przebieg miało spotkanie Rekordu z Marwitem. Nie wszyscy zdążyli usadowić się na krzesełkach, a już Piotr Szymura przymierzył z dystansu w samo okienko bramki strzeżonej przez Jurija Vasylchenkę. Na zegarze była wtedy dopiero 28 sekunda. Ta liczba miała się jeszcze w tym meczu powtórzyć...

Dalej obie drużyny grały cios za cios. Oglądaliśmy kawał dobrego futsalu i zgodnie z tym co mówił Szymura przed meczem, goście postawili twarde warunki. Walczyli "o życie" dużo biegali, byli bardzo zdeterminowani. Do przerwy na tablicy widniał wynik 2-2, ale co ciekawe, przewagę mieli torunianie, którzy kilka razy powinni byli objąć prowadzenie, ale zawsze w beznadziejnej sytuacji bielszczan ratował Krystian Brzenk.

Druga połowa rozpoczęła się świetnie dla Rekordu. W 23 minucie i 26 sekundzie, Andrzej Szymański uderzył z bardzo ostrego kąta w samo okienko. Od tego momentu drużyna Marcina Biskupa kontrolowała grę, spokojnie rozgrywała piłkę. Do czasu... W siedemnastej minucie trener Oleg Zozulya wycofał bramkarza. Gra w przewadze nie przynosiła efektu aż do 39 minuty i 32 sekundy, kiedy to w zamieszaniu piłkę do siatki skierował kapitan gości, Marcin Mikołajewicz. Teraz z kolei bielszczanie zagrali z lotnym golkiperem i na cztery sekundy przed końcem mieli piłkę meczową, jednak w sobie tylko znany sposób remis Marwitowi uratował Vasylchenko.

Po meczu "Rekordziści" długo leżeli na parkiecie nie mogąc się pogodzić z porażką. - Znowu tracimy bramkę w końcówce! - irytował się Paweł Budniak. - Marwit nie zaskoczył nas, że grał tak dobrze i twardo, bo to naprawdę klasowa drużyna. Tyle że my i tak mieliśmy wygrać. Z kolei kapitan bielszczan Piotr Szymura, starał się wyjaśnić przyczyny straty punktów. - Naszym największym grzechem było to, że nie potrafiliśmy odskoczyć Marwitowi na dwie bramki. Wtedy grałoby się spokojnie, na luzie. Futsal jest okrutną dyscypliną - goście nie mieli żadnej sytuacji przez całą drugą połowę, ale jedyną, na dwadzieścia sekund przed końcem wykorzystali. Drugi nasz błąd polegał na tym, że tak głupio straciliśmy piłkę. Trzeba było spokojnie grać przez te dwadzieścia sekund i teraz cieszylibyśmy się ze zwycięstwa - dodał kapitan bielszczan.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również