Rekord - Kupczyk 6-5. Horror zwycięski, ale medalu nie będzie
25.04.2010
Już sam początek meczu wskazywał, że Rekordzistom nie będzie łatwo. Gospodarze wyglądali na lekko spiętych, zaś goście przeciwnie, z dużym animuszem atakowali bramkę Krystiana Brzenka. Wynik meczu otworzyli jednak bielszczanie po strzale Andrzeja Szymańskiego z półobrotu w samo okienko.
Kluczowe dla przebiegu meczu wydarzenia rozegrały się w 8. minucie. Wtedy to, z kontratakiem wyszedł Kupczyk, a próbujący ratować sytuację wślizgiem Łukasz Mentel obejrzał czerwoną kartkę. Grając w przewadze, krakowianie wyrównali, a chwilę później objęli prowadzenie. Do przerwy był jednak remis, gdyż szczęśliwą bramkę z dystansu strzelił Paweł Machura - po jego uderzeniu piłka odbiła się od dwóch zawodników i wpadła w okienko bramki zdezorientowanego Roberta Augustyna.
Drugą część meczu Rekord rozpoczął koncertowo. Akcje przeprowadzane z polotem, na dużej szybkości zaczęły przynosić efekty. W odstępie minuty dwie bramki zdobył Radek Polasek, który najpierw z najbliższej odległości dobijał strzał Szymańskiego, a chwilę później, dla odmiany, pokonał Augustyna z dużej odległości. Kolejne gole bielszczan dzieliło już tylko 55 sekund. Na 5-2 podwyższył Wojciech Łysoń, zdobywając chyba najładniejszego gola w meczu - z lewego skrzydła, w pełnym biegu, w długi róg. Natomiast szóstą bramkę zdobył Piotr Bubec, po uprzednim położeniu bramkarza.
Na sześć minut przed końcem krakowianie wycofali bramkarza, a jako lotny występował Krzysztof Filipczak. Goście odrabiali straty w ekspresowym tempie i zaczynało się robić niebezpiecznie. Jak się jednak okazało, gol Wojciecha Jamroza, zdobyty z przedłużonego rzutu karnego na cztery minuty przed końcem, był ostatnim trafieniem tego spotkania.
Po meczu piłkarze Rekordu zgodnie podkreślali, jak trudne spotkanie mają za sobą. - Bardzo ciężki pojedynek, ale liczyliśmy się z tym. Kupczyk gra "krakowską piłkę" - ładną dla oka, trudną dla rywala. Nie chciałbym umniejszać ich zasług, ale u nas nie grał Paweł Budniak, który pauzuje za kartki, kontuzji doznał Tomek Dura, a szybko z boiska wyleciał Łukasz Mentel. Widać więc, że nasze szeregi były mocno przetrzebione - zakończył Szymański. Z kolei Piotr Szymura powiedział: - Nie zagraliśmy wielkiego meczu, ale to ma wielką wartość, że mimo to potrafiliśmy wygrać. Zagraliśmy świetne 10 minut drugiej połowy, w których strzeliliśmy cztery bramki, natomiast w końcówce była duża nerwówka.
Kluczowe dla przebiegu meczu wydarzenia rozegrały się w 8. minucie. Wtedy to, z kontratakiem wyszedł Kupczyk, a próbujący ratować sytuację wślizgiem Łukasz Mentel obejrzał czerwoną kartkę. Grając w przewadze, krakowianie wyrównali, a chwilę później objęli prowadzenie. Do przerwy był jednak remis, gdyż szczęśliwą bramkę z dystansu strzelił Paweł Machura - po jego uderzeniu piłka odbiła się od dwóch zawodników i wpadła w okienko bramki zdezorientowanego Roberta Augustyna.
Drugą część meczu Rekord rozpoczął koncertowo. Akcje przeprowadzane z polotem, na dużej szybkości zaczęły przynosić efekty. W odstępie minuty dwie bramki zdobył Radek Polasek, który najpierw z najbliższej odległości dobijał strzał Szymańskiego, a chwilę później, dla odmiany, pokonał Augustyna z dużej odległości. Kolejne gole bielszczan dzieliło już tylko 55 sekund. Na 5-2 podwyższył Wojciech Łysoń, zdobywając chyba najładniejszego gola w meczu - z lewego skrzydła, w pełnym biegu, w długi róg. Natomiast szóstą bramkę zdobył Piotr Bubec, po uprzednim położeniu bramkarza.
Na sześć minut przed końcem krakowianie wycofali bramkarza, a jako lotny występował Krzysztof Filipczak. Goście odrabiali straty w ekspresowym tempie i zaczynało się robić niebezpiecznie. Jak się jednak okazało, gol Wojciecha Jamroza, zdobyty z przedłużonego rzutu karnego na cztery minuty przed końcem, był ostatnim trafieniem tego spotkania.
Po meczu piłkarze Rekordu zgodnie podkreślali, jak trudne spotkanie mają za sobą. - Bardzo ciężki pojedynek, ale liczyliśmy się z tym. Kupczyk gra "krakowską piłkę" - ładną dla oka, trudną dla rywala. Nie chciałbym umniejszać ich zasług, ale u nas nie grał Paweł Budniak, który pauzuje za kartki, kontuzji doznał Tomek Dura, a szybko z boiska wyleciał Łukasz Mentel. Widać więc, że nasze szeregi były mocno przetrzebione - zakończył Szymański. Z kolei Piotr Szymura powiedział: - Nie zagraliśmy wielkiego meczu, ale to ma wielką wartość, że mimo to potrafiliśmy wygrać. Zagraliśmy świetne 10 minut drugiej połowy, w których strzeliliśmy cztery bramki, natomiast w końcówce była duża nerwówka.
Polecane
Futsal Ekstraklasa