Rekord - GKS Tychy 8-3. "Ten sędzia był kompletnie niewidomy"
12.09.2010
Tym razem, pod nieobecność kontuzjowanego Piotra Szymury, Łysoń pełnił funkcję kapitana. - Strasznie chciałem zagrać, bo... córka miała dziś chrzciny i miałem nadzieję to jakoś uczcić, ale ból był niestety za silny. Siedząc na ławce, denerwowałem się bardziej, niż jakbym grał - przyznał Szymura. Początkowo świeżo upieczony tata nie miał się czym denerwować, bo jego koledzy grali jak z nut. - Fajnie się dla nas ułożył ten mecz, szybko strzeliliśmy dwie bramki, potem dołożyliśmy trzecią i kontrolowaliśmy grę. Tylko że później w nasze poczynania wkradł się chaos - martwił się Łysoń. Trzeba przyznać, że pierwszy kwadrans był dla Rekordu wręcz wymarzony. Najpierw strzał po ziemi Łukasza Mentela, później perfekcyjnie rozegrany rzut rożny i trafienie Piotra Bubca i wreszcie ładna indywidualna akcja Pawła Budniaka i piłka po raz trzeci wpadła do siatki tyszan. A ci cały czas się gubili i zagrywali bezsensownie do przodu.
- Źle weszliśmy w mecz, staraliśmy się to odrobić, ale tylko nadziewaliśmy się na kontry gospodarzy - rozkładał ręce Grzegorz Morkis, szkoleniowiec GKS-u. Jego zawodnicy w drugiej połowie uzyskali przewagę, wydawało się, że za moment strzelą gola, tymczasem gracze Andrei Buccioliego wyprowadzali szybkie akcje, które bramkami dwukrotnie zakończył Tomasz Dura. Po jednym z tych trafień gospodarze w komplecie zaprezentowali kołyskę dla wspomnianej córeczki Szymury. - Myśleliśmy, że jak prowadzimy 5-0, to już do końca będzie bardzo łatwo i się na tym sparzyliśmy - przyznał Łysoń. Podobnie myślał obserwujący spotkanie z ławki kapitan Rekordu. - Naszym największym mankamentem są te momenty dekoncentracji. Doprowadzamy do niepotrzebnej nerwówki w końcówce - stwierdził. Emocje zaczęły się po dwóch trafieniach dla tyszan, autorstwa Pawła Szarka i Rafała Harazima. Morkis zdecydował się na grę z lotnym bramkarzem i momentami pod bramką Witolda Zająca było gorąco.
Spotkanie na swoją korzyść rozstrzygnęli bielszczanie dopiero w trzech ostatnich minutach. W tym czasie kibice mogli oglądać aż cztery gole. Najpierw dwukrotnie po pięknych akcjach do siatki trafili Paweł Machura i Radek Polasek, następnie po kontrze tyszan Zająca pokonał Łukasz Wachewicz, ale w końcówce wynik na 8-3 ustalił Piotr Pawełek. Warto dodać, że na 30 sekund przed końcem z ławki rezerwowych usunięty został trener Morkis. - Zwróciłem sędziemu uwagę, że piłka była na metr przed linią, a on odgwizdał aut. On w końcówce zaczął układać mecz! Był kompletnie niewidomy, więc nie dało się wygrać - rzucił rozgoryczony szkoleniowiec. Rekord został pierwszym liderem ekstraklasy.
- Źle weszliśmy w mecz, staraliśmy się to odrobić, ale tylko nadziewaliśmy się na kontry gospodarzy - rozkładał ręce Grzegorz Morkis, szkoleniowiec GKS-u. Jego zawodnicy w drugiej połowie uzyskali przewagę, wydawało się, że za moment strzelą gola, tymczasem gracze Andrei Buccioliego wyprowadzali szybkie akcje, które bramkami dwukrotnie zakończył Tomasz Dura. Po jednym z tych trafień gospodarze w komplecie zaprezentowali kołyskę dla wspomnianej córeczki Szymury. - Myśleliśmy, że jak prowadzimy 5-0, to już do końca będzie bardzo łatwo i się na tym sparzyliśmy - przyznał Łysoń. Podobnie myślał obserwujący spotkanie z ławki kapitan Rekordu. - Naszym największym mankamentem są te momenty dekoncentracji. Doprowadzamy do niepotrzebnej nerwówki w końcówce - stwierdził. Emocje zaczęły się po dwóch trafieniach dla tyszan, autorstwa Pawła Szarka i Rafała Harazima. Morkis zdecydował się na grę z lotnym bramkarzem i momentami pod bramką Witolda Zająca było gorąco.
Spotkanie na swoją korzyść rozstrzygnęli bielszczanie dopiero w trzech ostatnich minutach. W tym czasie kibice mogli oglądać aż cztery gole. Najpierw dwukrotnie po pięknych akcjach do siatki trafili Paweł Machura i Radek Polasek, następnie po kontrze tyszan Zająca pokonał Łukasz Wachewicz, ale w końcówce wynik na 8-3 ustalił Piotr Pawełek. Warto dodać, że na 30 sekund przed końcem z ławki rezerwowych usunięty został trener Morkis. - Zwróciłem sędziemu uwagę, że piłka była na metr przed linią, a on odgwizdał aut. On w końcówce zaczął układać mecz! Był kompletnie niewidomy, więc nie dało się wygrać - rzucił rozgoryczony szkoleniowiec. Rekord został pierwszym liderem ekstraklasy.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów