Rekord - Gdańsk 7-2. Jedna "jaskółka" lepszą wiosnę czyni?

22.12.2012
"Rekord to pany, zielono-białe szatany!" - to hasło kibiców bielskiej drużyny dawno nie brzmiało tak prawdziwie. Na rozpoczęcie rundy rewanżowej w ekstraklasie futsalu, Rekord zdemolował AZS UG Gdańsk.
Rok temu, kiedy Rekord znakomicie radził sobie w fazie zasadniczej, w Bielsku-Białej mogli narzekać, że akurat wprowadzono play-offy. Gdyby nie one, bielszczanie mogliby się cieszyć z wicemistrzostwa, a tak po ciężkiej walce zajęli trzecie miejsce. Wtedy trochę kręcono nosami. Dziś... play-offy są błogosławieństwem. Zespół z Cygańskiego Lasu jesienią radził sobie zdecydowanie poniżej oczekiwań i po pierwszej rundzie zajmuje dopiero ósme miejsce. A przecież tylko osiem pierwszych ekip będzie mogło powalczyć o mistrzostwo Polski. Brak awansu do play-offów byłby dla Rekordu katastrofą.

Wszyscy liczą więc, że runda rewanżowa będzie zdecydowanie bardziej udana. Zaczęli ją gracze Andrei Bucciola naprawdę imponująco. Akademicy z Gdańska, którzy dotarli na halę tuż przed rozpoczęciem meczu, wyglądali, jakby na pierwszą połowę tak naprawdę "nie dojechali". Zdeterminowani, by rozbić ostatnią drużynę ligi, bielszczanie ruszyli bardzo mocno do przodu. Świetną formą strzelecką imponował zwłaszcza Paweł Machura.

Raz. Trafił bezpośrednio z rzutu wolnego. Dwa. W pełnym biegu huknął w róg bramki. Trzy. Efektownie, piętą skierował piłkę do siatki, zmieniając tor lotu po strzale z dystansu Tomasza Dury. W międzyczasie gola po silnym "szczurze" zdobył też Artur Popławski. Pierwsza połowa była całkowitą demolką beniaminka, który ograniczał się do wyprowadzania szybkich kontr. I ta taktyka mogła przynieść efekt. Jeszcze przy wyniku, który pozwalał gdańszczanom na marzenie o wywiezieniu z Cygańskiego Lasu punktów, fatalnie pudłowali Tomasz Musik i Wojciech Pawicki.

Pierwsze 10 minut po przerwie było dość zaskakujące. Gospodarze, zamiast grać spokojnie i punktować beniaminka, pozwalali mu na stanowczo za dużo. Kilkakrotnie świetnym refleksem musiał się popisywać Aleksander Waszka. Trener Bucciol wpuścił na boisko kilku rzadziej grających zawodników. Dość powiedzieć, że w barwach Rekordu wystąpiło dziś aż 15 graczy. W końcu jednak piątą i szóstą bramkę dołożył Artur Popławski i było już jasne, że bielszczanie będą mieli spokojne święta. Nie mogły tego zmącić nawet honorowe trafienia Wojciecha Pawickiego i Łukasza Grabowskiego dla gości.

Po najwyższym zwycięstwie siebie w tym sezonie, Rekord przesunął się na szóste miejsce w tabeli, zaś Paweł Machura, bohater dzisiejszego meczu, został z 13 bramkami współliderem klasyfikacji strzelców całej ligi. Kolejny mecz, przeciwko GKS-owi Tychy, bielszczanie rozegrają już w 2013 roku.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również