Rekord - Clearex 2-3. Niesamowitych emocji ciąg dalszy!
01.04.2012
Dzisiejsze spotkanie miało odwrotny przebieg do wczorajszego. Choć to bielszczanie w pierwszych minutach mieli optyczną przewagę, to goście pierwsi objęli prowadzenie. W 10. minucie udało im się bowiem wyprowadzić zabójczą kontrę. Krzysztof Salisz świetnie rozprowadził sobie piłkę do spółki z Arturem Popławskim i ten drugi mógł już tylko z bliska pewnie pokonać Krystiana Brzenka.
Bardzo zmotywowani goście poszli za ciosem. Dwie minuty później prowadzili już dwoma bramkami, bo Tomasz Rabczak tak strzelił z dystansu, że piłka odbiła się od jednego z zawodników i wpadła do siatki kompletnie myląc bramkarza bielszczan. Clearex grał bardzo dobrze w obronie i - mimo usilnych prób Rekordu - nie dał sobie wbić bramki przed przerwą.
Drugą połowę zawodnicy Rafała Barszcza też rozpoczęli lepiej. To zrozumiałe, że gospodarze rzucili się do ataku, ale odkrywając się, narażali się na kontrataki. Po jednym z nich, chorzowianie wyszli przed bramkę Brzenka we trzech i nogami Krzysztofa Salisza podwyższyli prowadzenie. Zanosiło się na bolesny rewanż za wczorajszy pogrom. Trener Andrea Bucciol jednak zareagował. Wstawił do składu dwóch młodych graczy - Sebastiana Palarczyka i Jacka Włocha. Ten drugi był bardzo aktywny, ale bramkę zdobył ten pierwszy, trafiając do pustej bramki po świetnym dryblingu Wojciecha Łysonia.
Dwubramkowa różnica utrzymywała się do 34. minuty. Wtedy to nacierający Rekord wręcz wepchnął piłkę do bramki Pawła Pstrusińskiego. Udało się to Piotrowi Szymurze. Kontaktowy gol zapewnił - tak jak wczoraj - niesamowicie emocjonującą końcówkę. W niej bielszczanom nie udało się zdobyć gola nawet z przedłużonego rzutu karnego. Nic dziwnego, skoro Tomasz Dura, wczorajszy bohater, dzisiaj spisywał się bardzo słabo, a jego uderzenie z 10 metrów sparował bramkarz gości. Piłkę meczową miał na dwie minuty przed końcem Szymura. Po fantastycznym rozegraniu akcji w grze z lotnym bramkarzem, kapitan bielszczan znalazł się tuż przed bramką, jednak nie trafił...
Bardzo zmotywowani goście poszli za ciosem. Dwie minuty później prowadzili już dwoma bramkami, bo Tomasz Rabczak tak strzelił z dystansu, że piłka odbiła się od jednego z zawodników i wpadła do siatki kompletnie myląc bramkarza bielszczan. Clearex grał bardzo dobrze w obronie i - mimo usilnych prób Rekordu - nie dał sobie wbić bramki przed przerwą.
Drugą połowę zawodnicy Rafała Barszcza też rozpoczęli lepiej. To zrozumiałe, że gospodarze rzucili się do ataku, ale odkrywając się, narażali się na kontrataki. Po jednym z nich, chorzowianie wyszli przed bramkę Brzenka we trzech i nogami Krzysztofa Salisza podwyższyli prowadzenie. Zanosiło się na bolesny rewanż za wczorajszy pogrom. Trener Andrea Bucciol jednak zareagował. Wstawił do składu dwóch młodych graczy - Sebastiana Palarczyka i Jacka Włocha. Ten drugi był bardzo aktywny, ale bramkę zdobył ten pierwszy, trafiając do pustej bramki po świetnym dryblingu Wojciecha Łysonia.
Dwubramkowa różnica utrzymywała się do 34. minuty. Wtedy to nacierający Rekord wręcz wepchnął piłkę do bramki Pawła Pstrusińskiego. Udało się to Piotrowi Szymurze. Kontaktowy gol zapewnił - tak jak wczoraj - niesamowicie emocjonującą końcówkę. W niej bielszczanom nie udało się zdobyć gola nawet z przedłużonego rzutu karnego. Nic dziwnego, skoro Tomasz Dura, wczorajszy bohater, dzisiaj spisywał się bardzo słabo, a jego uderzenie z 10 metrów sparował bramkarz gości. Piłkę meczową miał na dwie minuty przed końcem Szymura. Po fantastycznym rozegraniu akcji w grze z lotnym bramkarzem, kapitan bielszczan znalazł się tuż przed bramką, jednak nie trafił...
Polecane
Futsal Ekstraklasa