Rekord - Boruta 4-2. Bramkarz strzela, bielszczanie walczą o medale!
03.04.2011
Bielszczanie, aby realnie liczyć się w walce o miano trzeciej drużyny w Polsce musieli pokonać bezpośredniego rywala - Borutę Zgierz. Podkreślano, że to dla Rekordu mecz sezonu, ale bardzo długo jak taki nie wyglądał. Owszem, gospodarze mieli przewagę, stwarzali sytuacje, ale nie potrafili ich wykorzystać. A zgierzanie? Punktowali bielszczan kontratakami. Po jednym z nich Robert Czekalski pognał prawym skrzydłem na bramkę Krystiana Brzenka, wykorzystał fakt, że bramkarz Rekordu zostawił mu trochę wolnej przestrzeni, więc pewnie wykorzystał sytuację sam na sam.
Rekordzistom dalej szło jak po grudzie. - Bramka Boruty była jak zaczarowana, dopiero Wojtkowi Łysoniowi udało się ją odczarować - wspominał Szymura. Wspomniany zawodnik z Cygańskiego Lasu wykończył strzałem tuż obok słupka kapitalną dwójkową akcję z Łukaszem Mentelem. Cóż jednak z tego, skoro trochę ponad minutę później Boruta ponownie prowadziła. Czekalski uderzył z dystansu, Brzenk nie najlepiej odbił piłkę przed siebie i do bramki wbił ją Robert Hyży.
- Od tego momentu bramka znów była zaczarowana. Marnowaliśmy niesamowite sytuacje i na trzy minuty przed końcem ten mecz oceniać należało bardzo źle, mimo że graliśmy dobrze i byliśmy zespołem lepszym - mówił kapitan Rekordu. Wszystko odmieniło się na niespełna trzy minuty przed końcem. Wtedy to Radek Polaszek z bliska wbił piłkę do siatki, wykorzystując niemiłosierne zamieszanie pod bramką rywali. Chwilę później Paweł Machura zmarnował drugi przedłużony rzut karny w meczu i wydawało się, że zostanie okrzyknięty antybohaterem...
A jednak było zupełnie inaczej! Bielszczanie walczyli, Szymura oddał strzał rozpaczy, tor lotu piłki zmienił właśnie Machura i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. - To był jedyny moment w meczu, w którym naprawdę dopisało nam szczęście - cieszył się kapitan. Goście rzucili się do odrabiania strat, wycofali bramkarza i to sprawiło, że golkiper bielszczan po obronieniu jednego z ostatnich strzałów mocno kopnął piłkę w kierunku pustej bramki i przypieczętował zwycięstwo. Chwilę później utonął w objęciach kolegów.
- Zawsze pokazujemy, że walczymy do końca, gramy z takim góralskim charakterem. Nie wyszła nam może tylko pierwsza połowa, kiedy wprawdzie mieliśmy sytuacje, ale niezbyt klarowne - mówił Piotr Pawełek z Rekordu. Najszczęśliwszym człowiekiem był jednak Machura. - Bardzo się cieszę, że tak to się skończyło, bo zdarzały się nam już we własnej hali takie bezsensowne porażki. A teraz jest pięknie! - zakończył.
Rekord na cztery kolejki przed końcem traci jeden punkt do zajmującej trzecie miejsce w tabeli Boruty.
Rekordzistom dalej szło jak po grudzie. - Bramka Boruty była jak zaczarowana, dopiero Wojtkowi Łysoniowi udało się ją odczarować - wspominał Szymura. Wspomniany zawodnik z Cygańskiego Lasu wykończył strzałem tuż obok słupka kapitalną dwójkową akcję z Łukaszem Mentelem. Cóż jednak z tego, skoro trochę ponad minutę później Boruta ponownie prowadziła. Czekalski uderzył z dystansu, Brzenk nie najlepiej odbił piłkę przed siebie i do bramki wbił ją Robert Hyży.
- Od tego momentu bramka znów była zaczarowana. Marnowaliśmy niesamowite sytuacje i na trzy minuty przed końcem ten mecz oceniać należało bardzo źle, mimo że graliśmy dobrze i byliśmy zespołem lepszym - mówił kapitan Rekordu. Wszystko odmieniło się na niespełna trzy minuty przed końcem. Wtedy to Radek Polaszek z bliska wbił piłkę do siatki, wykorzystując niemiłosierne zamieszanie pod bramką rywali. Chwilę później Paweł Machura zmarnował drugi przedłużony rzut karny w meczu i wydawało się, że zostanie okrzyknięty antybohaterem...
A jednak było zupełnie inaczej! Bielszczanie walczyli, Szymura oddał strzał rozpaczy, tor lotu piłki zmienił właśnie Machura i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. - To był jedyny moment w meczu, w którym naprawdę dopisało nam szczęście - cieszył się kapitan. Goście rzucili się do odrabiania strat, wycofali bramkarza i to sprawiło, że golkiper bielszczan po obronieniu jednego z ostatnich strzałów mocno kopnął piłkę w kierunku pustej bramki i przypieczętował zwycięstwo. Chwilę później utonął w objęciach kolegów.
- Zawsze pokazujemy, że walczymy do końca, gramy z takim góralskim charakterem. Nie wyszła nam może tylko pierwsza połowa, kiedy wprawdzie mieliśmy sytuacje, ale niezbyt klarowne - mówił Piotr Pawełek z Rekordu. Najszczęśliwszym człowiekiem był jednak Machura. - Bardzo się cieszę, że tak to się skończyło, bo zdarzały się nam już we własnej hali takie bezsensowne porażki. A teraz jest pięknie! - zakończył.
Rekord na cztery kolejki przed końcem traci jeden punkt do zajmującej trzecie miejsce w tabeli Boruty.
Polecane
Futsal Ekstraklasa