Red Devils - Gwiazda 4-2. Atak pozycyjny piętą Achillesową rudzian

28.11.2010
- Gol stracony tuż przed końcem pierwszej połowy był momentem przełomowym - nie krył rozczarowania Arkadiusz Grzywaczewski, prezes Gwiazdy. Rudzianie znów znaleźli się w strefie spadkowej...
W pojedynek określany mianem "za sześc punktów" lepiej weszli gospodarze. Próby zza pola karnego Olegsa Matvejevsa i Mariusza Kaźmierczaka padły jednak łupem Macieja Rozmusa. Rudzianie sprytnie wyczekali przeciwnika i po kilkudziesięciu sekundach sami przeszli do ofensywy. Na efekty nie trzeba było długo czekać, a wynik rywalizacji uderzeniem tuż przy słupku otworzył Adrian Neznal. Odpowiedź ubogiego krewnego Manchesteru United była praktycznie natychmiastowa! Lewą stroną parkietu spod opieki obrońców urwał się Tomasz Broner i płaskim strzałem pod nogami golkipera Gwiazdy doprowadził do wyrównania.

Od tego momentu inicjatywa należała już do drużyny z Chojnic. Goście schowani za "podwójną gardą" szukali okazji do wyjścia z kontratakiem, ale dokładnie grający podopieczni Tomasza Aftańskiego szybko poszli za ciosem. Składną akcję zespołu wykończył Jakub Mączkowski.

Najwięcej emocji przed końcem pierwszej odsłony spotkania przyniosły ostatnie dwie minuty. Gdy przyjezdnym - po strzale z najbliższej odległości Jacka Hewlika - udało się zapisać na swoim koncie drugie trafienie, wydawało się, że do szatni obie ekipy będą schodzić w takich samych nastrojach. Ale... nic z tych rzeczy, bo zawodnik Red Devils, Mariusz Kaźmierczak, zmieścił piłkę pod poprzeczką na... 1,6 sekundy przed syreną oznaczającą przerwę!

Blisko kwadrans drugiej połowy na parkiecie - oprócz czwartej bramki autorstwa Matvejevsa - nie działo się nic, co mogłoby spowodować szybsze bicie serca kibiców. Widząc taki obrót sprawy, Rafał Krzyśka, ponad cztery minuty przed końcem zdecydował się wycofać bramkarza.

Manewr ten nie przełożył się na zdobycz bramkową dla gości. Stuprocentowej szansy nie wykorzystał bowiem Przemysław Kośmider, a w starciu z Szymonem Łuszczkiem górą tego dnia okazał się bramkarz, Jacek Burglin. - Był to słaby mecz w naszym wykonaniu, bo też mieliśmy znikomą ilość dogodnych sytuacji. Gol stracony tuż przed końcem pierwszej połowy był momentem przełomowym. Niestety, atak pozycyjny to nie jest nasza mocna strona, a tak musieliśmy się ustawić po przerwie - podsumował Arkadiusz Grzywaczewski, prezes Gwiazdy.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również